FATUM ELISUM Homo Nihilis `11

CD `11 (Aesthetic Death)
Ocena: 2/6
Gatunek: doom/death metal

Najlepsze na płycie „Homo Nihilis” jest intro. Trzy zapętlające się łacińskie słowa, a ja za każdym razem strzygę uszami. Ale owo intro to tylko 1 min i 5 sek., a potem dostajemy jeszcze cztery utwory – ponad siedemdziesiąt minut muzycznej męczarni. Jeśli istnieje jakiś wycinek Piekła przeznaczony dla muzyków, powinni tam (w kółko!) serwować muzykę z debiutanckiego krążka FATUM ELISUM. Doskonale nadawałaby się ona do potęgowania mąk wrażliwych na muzykę grzeszników. Gdyby owi grzesznicy nie byli jeszcze do końca martwi, „Homo Nihilis” (tytuł też jakby à propos) mógłby powalić ich nudą. Każda z następnych kompozycji trwa powyżej piętnastu minut (rekordzistka 21:05), w prawie każdej nic (!) się nie dzieje, każdą można by skrócić, nawet więcej niż o połowę. Ale nie! Założenie tego albumu jest chyba zupełnie inne! Francuzi próbują tu udowodnić, jak nagrać ponad godzinny album, nie prezentując żadnego przyzwoitego riffu! Ok., przesadziłem. Ale tu każdy, koniecznie banalny, riff będzie eksploatowany przez następne piętnaście minut, do granicy wytrzymałości nerwowej słuchacza, będzie powtarzany niezliczoną ilość razy, po to chyba, żeby odbiorca zaczął wyć z rozpaczy! Taka konstrukcja utworów bardzo rzadko przeradzała się w płyty genialne. Myślę tu oczywiście o sąsiadach zza Kanału Angielskiego, czyli MY DYING BRIDE, którzy są w tej materii ideałem niedoścignionym. Znaj jednak miarę, Mości Panie! A doskonałym exemplum całości niech będzie „The Twilight Prophet” (21:05). Biorąc do ręki akustyka, zdarza się czasem niewprawnym muzykom (mnie na pewno) chwycić jakiś przypadkowy chwyt, a potem „plumkać” szarpiąc pojedyncze struny. A nuż wyjdzie nam z tego „plumkania” jakiś miły dla ucha motyw („One” jakiś, albo – nie przymierzając – „Nothing Else Matters”). Zazwyczaj nie wychodzi (zakładam, że brzdąkamy na oślep i bez pomysłu). I tak „plumkając” sobie właśnie mruczymy pod nosem: „Nie! To nie to! Bez sensu, bez sensu”. Jeszcze gorzej jednak, jak ktoś na takim właśnie brzdąkaniu oprze ponad dwudziestominutowy utwór: w następnych minutach przyładuje efekt, zadeklamuje coś growlem, pobawi się brzmieniami gitar. Umiarkowanie sprawny perkusista będzie z emfazą pukał na garach, gdzieś po pięciu minutach chwilowa zmiana tempa (nieliczne na tym albumie przyśpieszenie), a potem wracamy do naszego nieszczęsnego, anemicznego motywu. Utwór mógłby się kończyć gdzieś w ósmej minucie (jest tam takie fajne miejsce, żeby go skończyć), ale on trwa dalej. Brzdęęk! Brzdęęk! Brzdęęk! Tutaj dosłownie cytuję muzykę FATUM ELYSIUM, tyle że tych brzdęknięć w oryginale jest 48! Pierwszych 15 solo (takie oto brzdąkanie w ciszy, w tonacji molowej, oczywiście grave – trzy lub cztery dźwięki grane na kwintach lub nonach), potem nieśmiało wprowadzają się blachy i jakiś pojedynczy dźwięk przesterowanej gitary… Od trzydziestego brzdęknięcia, stają się one tłem dla pełniejszej instrumentacji i wokalu. A przy okazji wokalu muzycy FATUM ELYSIUM też postanowili momentami trochę zażenować. Dominuje niski lekki growl (ten jest w dechę!), zdarzają się czyste voxy o ładnej barwie, ale obok nich jest jeszcze scream… jakiegoś zrozpaczonego pijaka. Przepraszam bardzo serdecznie, ale tak właśnie brzmi ten trzeci wokal: jak pijackie (dość wysokie, nieczyste, skrzekliwe) wycie do księżyca. Ja mam podobny wokal, ale również pełną świadomość owego braku i nigdy nie nagrałbym go na żadnej płycie! Tutaj jest on środkiem ostatecznej ekspresji. A wyszło to cokolwiek żenująco. Uzupełniając listę niewątpliwych inspiracji (obok MY DYING BRIDE – Bogów z innego wymiaru) samo nasuwa się jeszcze PARADISE LOST, których to „poetyka”, muzyczne rozwiązania szczególnie ze starszych płyt są na „Homo Nihilis” wyraźnie słyszalne (po pełniejszą listę inspiracji odsyłam na FB). Największym zaś (jedynym?) atutem tego albumu jest jego brzmienie. Praktycznie wszystkie instrumenty są dobrze nagrane. Żadnych większych zastrzeżeń – malina! Jak się jednak okazuje, to nie wystarczyło! To trochę tak, jakby czytać jakąś grafomańską książkę tylko ze względu na krój liter… Dla mnie trochę mało! [Herr Bee]

 

Fatum Elisum, fatum-elisum@hotmail.fr; www.myspace.com/fatumelisum, www.facebook.com/pages/Fatum-Elisum/150291801656020

Aesthetic Death, 14 Wick House Close, Wick Pershore Worcestershire, WR10 3 NT, England; info@aestheticdeath.com; www.aestheticdeath.com