FIELDS OF THE NEPHILIM, ARTROSIS, CEMETERY OF SCREAM … – 6.05.2011, Katowice

2011.05.6_fieldsFIELDS OF THE NEPHILIM, ARTROSIS, CEMETERY OF SCREAM, NARCOLIPZ

6.05.2011, Katowice, „Megaclub”

Relacja będzie krótka, ponieważ prezentowana muzyka w ogóle nie znajduje się w kręgu moich zainteresowań. Co więc sprawiło, że tego dnia pojawiłem się w „Megaclubie”? Oczywiście ciekawość. Bowiem co jakiś czas natrafiałem w swoim życiu na pochlebne opinie dotyczące zespołu FIELDS OF THE NEPHILIM. Powodowany więc swoją ciekawością oraz mając możliwość zobaczenia tej grupy praktycznie pod domem, nie pozostało mi nic innego, jak udać się do Katowic i zbadać niezbadane.

NARCOLIPZ to zespół, w którym udziela się techniczny Piony-Art – Michał. O muzyce mogę powiedzieć tyle, że była. Pojawiała się bowiem jakaś elektronika, potem gitary, w ogóle było to pomieszanie gotyku z alternatywą. Dziwne i niezbyt interesujące.

CEMENTERY OF SCREAM był jedynym supportem, który mnie zainteresował. Swego czasu podobał mi się pierwszy album, więc chętnie popatrzałem na to, co działo się na scenie. Życia scenicznego wiele nie było, muzyka spokojna, z przyspieszeniami i agresywnym w tych momentach wokalem. Powodów do zachwytu brakło, jednak był to chyba najciekawszy support.

ARTROSIS z premedytacją odpuściłem, udając się na ożywioną dyskusję ze znajomym. Dochodzące z sceny dźwięki uświadczył mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłem.

P1060915Na sam koniec legenda tego gatunku – FIELDS OF THE NEPHILIM. Gdy rozmawiałem z znajomymi, zazdrościli mi tego, że zobaczę ich na żywo. Uznałem to za dobry omen. Pierwszy utwór, „Shroud”, bardzo pozytywne zaskoczenie. Długi, hipnotyzujący wstęp, wokal McCoya wręcz zachwycający, porywający w nieznane. Drugi utwór „Straight To The Light” – chyba najbardziej dla mnie zadziwiający. Po prostu porwał mnie swoją energią, swoim klimatem. Zwolnienia na zwrotki, przyśpieszenie w refrenie, ciągłe zmiany wokalu. Kolejne pozytywne zaskoczenie. Ostatnim utworem, który dane było mi usłyszeć w wykonaniu FIELDS OF THE NEPHILIM, był „Sumerland”. Totalna zmiana stylu muzycznego. Był on co prawda spokojny, jednak głos McCoya już tak nie przyciągał, muzyka nie porywała, w ogóle jakiś nijaki był ten utwór. A że było późno, to skutecznie wzmocnił moją chęć spania. Dlatego pozwolę sobie zacytować znajomego, dla którego koncert ten był wydarzeniem: „Gig miazga. (…) Miałeś zostać, potem były już tylko coraz lepsze kawałki. (…) Na drugi bis wbił Nergal!”. Tak drodzy czytelnicy, do utworu „Penetration”, będącego drugim bisem, został zaproszony Nergal. Jak wypadł, osobiście nie słyszałem. Opinie jednak są bardzo pozytywne.

Brzmienie wszystkich występujących zespołów nie powaliło na kolana. Najlepsze ustawiono oczywiście dla gwiazdy. Dzięki temu mogłem się przekonać, że FIELDS OF THE NEPHILIM jest na prawdę mistrzem w swojej lidze gotyckiego grania.

Tylko, o dziwo, ludzie jakoś nie dopisali. Spodziewałem się raczej tłumu gotów wystrojonych jak na Castle Party. Było ich może kilkoro.

Ps. Wielkie dzięki dla Neithana za zdanie relacji z występu FIELDS OF THE NEPHILIM oraz zdjęcia.

[sake, fot. Neithan]

P1060916

P1060928

P1060981