FINNTROLL: Rządzimy na folk metalowym rynku

Finntroll_logoPewnie nie ja jeden zdradzam lekką alergię na folk metal zdominowany przez przaśne przyśpiewki lub plastikową „epickość”. Propozycja FINNTROLL długo wydawała mi się przesiąknięta wrażliwością rodem z karczmy pełnej pryszczatych fanów „World of Warcraft”, dopóki wyłomu w tej wizji nie uczynił szósty album Finów, „Blodsvept”. Album całkiem intrygujący w swej ekstrawagancji dowodzi, że tendencja rozwojowa może mieć miejsce nawet w tak operetkowym gatunku jak metaloidalna pieśń folklorystyczna. A przekonanie o konieczności przeprowadzania podobnych zmian podziela także wokalista FINNTROLL, Mathias Lillmåns alias Vreth, którego zdybałem podczas ostatniej trasy koncertowej zespołu.

 

Pozwól, że spytam o muzykę humppa…

(ostrożnym tonem) Taaak?

Podobno humppa jest w Finlandii synonimem obciachu i uchodzi za rozrywkę dla starych ludzi?

Dokładnie tak! Odpowiednikiem humppy w Polsce jest… bo ja wiem… polka? To mniej więcej coś podobnego.

Co w takim razie znaleźliście w niej ciekawego?

Kiedy zaczynaliśmy, połączenie humppy z metalem było czymś nowym i świeżym. Teraz podobny miks stał się w Finlandii popularny, a my doczekaliśmy się wielu naśladowców. Odchodzimy więc stopniowo od humppy. Na ostatniej płycie stanowi ona najwyżej z 5% całości.

Finntroll_BlodsveptW ogóle odbiliście na „Blodsvept” od typowego folk metalu. Czuliście potrzebę zerwania ze schematami rządzącymi tym gatunkiem?

Do pewnego stopnia. Z pewnością nie chcemy nagrywać wciąż takich samych albumów. W miarę jak zespół rozwija się, czerpie także inspiracje praktycznie zewsząd. Jesteśmy FINNTROLL i nie uznajemy żadnych ograniczeń, robimy, co się nam żywnie podoba. Smuci mnie fakt, że w folk metalu tak trudno teraz o oryginalność, a nowe zespoły są bliźniaczo do siebie podobne. Cały gatunek stracił na świeżości, dlatego staramy się z każdą kolejną płytą robić coś nowego.

Przyznam, że nie będąc wielkim fanem folk metalu odebrałem „Blodsvept” jako krążek… pozytywnie dziwny. Niektóre utwory przypominały mi wręcz MELVINS albo MR BUNGLE.

To świetnie, bo bardzo lubimy te zespoły (śmiech). Słuchamy też np. muzyki Danny’ego Elfmana, a wszystko to zebrane do kupy zaowocowało takim nietypowym melanżem. Trochę się obawialiśmy, że dla ludzi „Blodsvept” może okazać się aż nazbyt dziwny, ale ostatecznie odbiór albumu był bardzo dobry.

Podobno na EPce „Visor om slutet” sprzed dziesięciu lat wykorzystaliśmy mielone mięso jako instrument…

Tak było! Walnęliśmy na stół mielone mięso i pokruszony suchy chleb, żeby grać na nich jak na perkusjonaliach (śmiech).

I nie korciło Was zrobić coś podobnego podczas sesji „Blodsvept”?

Nie, ale za to eksperymentowaliśmy sporo z dęciakami, które stały się kluczowym komponentem brzmienia płyty. Na poprzednim krążku, „Nifelvind”, mieliśmy za to dzwonki własnej roboty (śmiech).

Vreth_promo_2013Ogólnie podchodzicie do muzyki z wielką dozą ironii…

Zdecydowanie!

Myślisz, że wyróżnia to Was w gronie leśno-bagiennych metaluchów?

Tacy już po prostu jesteśmy – lubimy się wygłupiać w trakcie trasy i podczas koncertów. Zbyt wiele grup traktuje siebie super-poważnie. Wiesz, gramy black metal, jesteśmy groźni i poczucie humoru nie licuje z naszym wizerunkiem. Jeśli jednak jestem w trasie przez dwieście dni w roku, to naprawdę nie chce stroić srogich min każdego wieczoru. Lepiej się wyluzować, wypić kilka piw i zbratać z publicznością. Myślę, że ludzie przychodzący na koncerty doceniają to. Jako zagniewani black metalowcy pewnie padlibyśmy z nudów (śmiech).

Nagrywając „Blodsvept” nie ustrzegliście się ponoć różnorakich problemów technicznych?

Uff, ta sesja była jednym wielkim problemem! Musieliśmy nagrywać na nowo gitary w ośmiu kawałkach, potem poprawiać ścieżki basu, a miks robiony był trzy razy. Od pre-produkcji po gotowy album wszystko szło jak po grudzie. Warunki powstawania „Blodsvept” były naprawdę straszne, ale przez to tym bardziej cieszyło nas ukończenie pracy. Chyba też bardziej zjednoczyło nas to jako zespół. Zawsze byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale teraz więzi zacieśniły się mocniej, bo cały proces wymagał od nas 120% zaangażowania.

A co poszło nie tak? Jakieś znikające pliki na twardym dysku?

Tak, komputer podał nam błędną informację, w rezultacie czego nadpisaliśmy starą kopię roboczą w miejsce nowych tracków. Tydzień pracy poszedł na marne wraz z jednym kliknięciem.

Wspomniałeś, że folk metal cierpi z powodu braku oryginalności. Myślisz, że całemu gatunkowi przydałby się zastrzyk nowych pomysłów?

Zdecydowanie tak! W Europie scena folk metalowa teraz trochę dołuje, co widać choćby na koncertach. Trasy są krótsze, a my gramy na mniejszych scenach. Na fali jest obecnie occult rock, heavy metal w stylu lat 70. Z pewnością przydałyby się jakieś zmiany, ale myślę też, że FINNTROLL zmierza akurat we właściwym kierunku (śmiech).

Znalazłem gdzieś ciekawe określenie tego, co robicie – „tearing folk metal a new one” (tłumaczenie w gestii czytelników)…

Trafne (śmiech). W pewien sposób dekonstruujemy gatunek, ale robiliśmy to chyba od zawsze. Byliśmy jedną z pierwszych grup, które grały w takim stylu i choć zabrzmi to głupio, to w pewien sposób sprawujemy kontrolę nad całym rynkiem tej muzyki. Teraz zaś z nowym albumem odwracamy wszystko do góry nogami w nadziei, że spowodujemy pewną zmianę.

Finntroll_2013

Aktualnie koncertujecie w towarzystwie pokrewnych zespołów. Nie marzą Wam się trasy z zupełnie odmiennymi grupami?

Staramy się to robić. Trzy lata temu pojechaliśmy w turę z SAMAELem, który otwierał nasze koncerty, co było niesamowite. W przypadku obecnej trasy decydujące były terminy. Zgraliśmy się dobrze z TÝR i SKÁLMÖLD, niedawno wypuścili nowe albumy, a poza tym ludzie z tych zespołów są naszymi przyjaciółmi. Wszystko sprzyjało takiemu połączeniu.

Twierdzisz, że w Europie folk metal dołuje. Są jakieś kraje, w których Wasza muzyka jest przyjmowana przychylniej?

Poniekąd tak. W Europie Środkowej – Niemczech, Austrii, Szwajcarii panuje teraz pewien zastój, ale już w Polsce czy jeszcze bardziej na wschód mamy naprawdę dobry odbiór. Wydaje mi się, że tutaj scena folk metalowa dopiero zyskuje na popularności.

A co z USA?

USA to dla folk metalu nowy rynek, właśnie tam trzeba się kierować. W ciągu najbliższych kilku lat będziemy się pewnie skupiać właśnie na graniu w Ameryce.

Mieliście tam jednak nieciekawe przygody. W Teksasie zatrzymała Was straż graniczna.

Zgadza się, zostaliśmy oskarżeni o przerzucanie nielegalnych imigrantów przez granicę z Meksykiem. Na widok dużego autokaru strażnicy po prostu uznali, że w środku musimy kogoś ukrywać i zwyczajnie nas aresztowali.

Często na koncertach widujesz ludzi przebranych za trolle?

Czasami, ale coraz rzadziej. Kiedyś normalnym widokiem byli goście udający wikingów, pijący piwo z rogowych pucharów, teraz jednak zdarzają się osobnicy ubrani w takim steampunkowym czy cyberpunkowym stylu. Wiesz, jakieś dziwne gogle i stare ciuchy. Taki styl podoba mi się zresztą bardziej.

Finntroll_photo02

No tak, sami go wprowadziliście. Skąd w ogóle pomysł na steampunkowe trolle?

Rozwinął się na przestrzeni lat. Od dawna już rozmawialiśmy o tym, zastanawialiśmy się, jak wyglądałyby trolle chcące wpasować się w nowoczesne społeczeństwo. Pewnie by im się to nie udało, bo skąd mogłyby wiedzieć, co wydarzyło się przez ostatnie sto lat? Po prostu skombinowałyby ciuchy, które wydają im się typowe dla ludzi. Jesteśmy więc trollami starającymi się wmieszać między ludzmi. Bez większych sukcesów (śmiech).

Jak Finowie reagują na teksty pisane po szwedzku? Czy między Finami i Szwedami nie ma jakichś drobnych zaszłości historycznych?

Oczywiście, że są. Jesteśmy sąsiadami i nadal rywalizujemy ze sobą, choć już raczej w pozytywnych duchu (śmiech). W pewnych regionach Finlandii szwedzki jest drugim pełnoprawnym językiem. Jakieś 6% populacji posługuje się szwedzkim.

Ty znasz go biegle?

Tak. Moi rodzice znają obydwa języki, więc od dziecka mówię po fińsku i po szwedzku.

Jest szansa na jakieś nowe nagrania w 2014, roku czy powinniśmy poczekać na to znów trzy lata?

Prawdopodobnie będziemy jeszcze długo w trasie. Z reguły jest tak, że po wydaniu albumu gramy dwie tury po Europie i dwie po Ameryce, po drodze zahaczając o Azję i Amerykę Południową. Dopiero potem wchodzimy znów do studia. Niczego na razie nie obiecuję, bo kto wie, może znienacka najdzie nas natchnienie i zrobimy coś szybciej, niż się spodziewamy.

Chyba niełatwo będzie zrobić coś, co przebije „Blodsvept”?

Och, zdecydowanie nie będzie. Z „Blodsvept” było o tyle zabawnie, że wcześniejszy krążek, „Nifelvind”, to coś zupełnie innego – epickie dzieło pełne detali, orkiestracji itd. Na początku szliśmy więc podobnym tropem, starając się wykreować równie potężne brzmienie. Dopiero potem przyszła zupełna zmiana koncepcji. Uznaliśmy, że w prostocie siła i to był przełom. Uprościliśmy wszystko, niemniej samo tworzenie płyty było i tak bardzo żmudne. Kolejny album znów będzie pewnie wymagał długich dyskusji oraz wiele krwi, potu i łez. Na pewno będzie jednak brzmiał jak FINNTROLL i będzie… cool (śmiech).

[Elvis Belzebub, fot. Century Media]

Finntroll, www.finntroll-music.com