FIRE IN FAIRYLAND Lit `11

FIRE IN FAIRYLAND Lit

Płyta „Lit” kapeli FIRE IN FAIRYLAND? Co za gówno! Ni to metal, ni to gothic, jakiś hardroczek obesłany, brzmiący – jak to pięknie ujął mój kumpel – jak podkład do jakiegoś gównianego amerykańskiego filmiku dla młodzieży.  Mdłego do bólu i doprowadzającego do wyrzucenia z siebie zawartości nudy w postaci pawia. Tak, tak. To nie jest Pan Tik Tak. Panienka sobie śpiewa, pańcio wtóruje tu i ówdzie, można potrzymać się za rączkę, iść na gofry czy do McDonalda. Kurwa i te infantylne klawisze i banalne melodyjki. Kto to nagrał? Kim są ci ludzie i czego szukają na scenie metalowej? Wrażeń? Poklasku jeszcze bardziej spedalonych kolegów i dysko lalek, które czasem uda im się potrzymać za pieroga? A jeszcze pańcio w którymś numerze zaryczał… i zaciągnęło to jakimś metalcorem. Nie, no dramat! Na jakimkolwiek spędzie metalowym na występie FIRE IN FAIRYLAND powinny lecieć w kierunku sceny przedmioty wszelkiej maści, celem pokazania im ich miejsca, choć pokojowo jestem nastawiony, to sam chętnie kopnąłbym ich w dupę i pognał w pizdu, najlepiej na dyskotekę, gdzie ich miejsce. Album „Lit” to jest żenada i z tym porównaniem filmowym to jest bardzo celne. Słuchając go widzę jakiś „American Pie” czy inny romantyczny kicz dla nastolatków, traktujący o rozbrykanej młodzieży z amerykańskiego campusa. Wyjazd z tym gównem! [von Mortem]

Fire In Fairyland, info@fireinfairyland.de; www.fireinfairyland.com, www.myspace.com/fireinfairyland