FORGOTTEN TOMB …And Don’t Deliver Us From Evil ’12

„… And don’t deliver us from evil” to już szósty pełny krążek włoskiego FORGOTTEN TOMB. Trzeba przyznać, że czas szybko leci, a ekipa kierowana przez Herr Morbida nie zasypuje gruszek w popiele, serwując nam regularnie porcję czarciej polewki doprawionej słodszymi i weselszymi dźwiękami. W praktyce otrzymujemy więc dominujący black metal mieszany z gotyckim doom metalem, a czasem i z rock n’ rollem. Całość została zarejestrowana w Elfo Studio przez Danielle Mandelli odpowiedzialnego za współpracę z LOVE’S BURIAL GROUND czy SONGS TO LEAVE. Jeśli jeszcze macie wątpliwości co do całości obrazu płyty, dodam, że mastering zrobiono w Finvox Studios, a więc tam gdzie powstały dzieła AMORPHIS, FINTROLL i… HIM. Album otwiera „Deprived”. Całkiem sprawny black metalowy kawałek, który wstydu nie przynosi, ale też i z butów nie wyrzuca. Jest niezbyt szybko, dość energicznie, na pewno nad wyraz mrocznie. Słychać tu dobrze odrobione lekcje u mistrzów gatunku, pobrzmiewa nieco starego BORKNAGAR, w ciekawej akustycznej wstawce pojawiają się reminiscencje nieodżałowanego DISSECTION. Drapieżniej i wścieklej grupa zaczyna sobie poczynać w utworze tytułowym, prezentując swe najbardziej agresywne oblicze, jednakże nacechowane specyficznym, nostalgicznym klimatem, który nie wiem czemu przypomina mi pierwsze dokonania ULVER. Bardzo dobra rzecz. Tym bardziej, że FORGOTTEN TOMB nie lubi kompozycji krótkich i jednoznacznych, a w obrębie jednego utworu (które trwają średnio ponad sześć, siedem minut) naprawdę sporo się dzieje. Tak oto „Cold summer” rozpoczyna się niczym ostatni SATYRICON, by po chwili prawdziwie doomowo zwolnić i wreszcie zerwać się w klasyczną black metalową jazdę. W „Let’s torture each other” to znów black n’ roll á la SATYRICON i refreny kojarzące się z dawnym CRADLE OF FILTH, do tego dochodzi znów akustyczna wstawka, zwolnienia jak w pierwszych PARADISE LOST i na deser lekko stonerowe riffy i naprawdę świetne rockowe solówki. Znakomity kawałek. „Love me like you’d love the death” zaczyna się balladowo i pełznie ponuro przez ponad osiem minut. „Adrift” to z kolei przyjazny dla ucha numer z czystymi wokalami w refrenach. Ot, znów PARADISE LOST, tym razem niskich lotów. I na deser „Nulifying tommorow” – znów black metal z lat 90-tych, akustyczne zwolnienia, leśne klimaty i czarcie zaśpiewy. I pojawia się dylemat, jak ocenić ową płytę, którą jej twórca, wspomniany Herr Morbid określa jako jeden z najmroczniejszych i najbardziej pokręconych krążków jakie nagrał. Coś w tym jest, bo mroku tu nie brak, gorzej jednak z tym pokręceniem. Łatwiej mi tu mówić o rozrzucie stylistycznym, który sam w sobie zły nie jest, wszak najciekawsze utwory to black metalowy „And Don’t Deliever Us From Evil”, black n’ rollowy (i przebojowy) „Let’s Torture Each Other” oraz ponury i ciężki „Love me like you’d love the death”. Skojarzenia z innymi kapelami pojawiają się na każdym kroku, ale w taki sposób, że nie poczytuję ich za zarzut. Zabrakło mi zapadającej w pamięć końcówki, bowiem dwa ostatnie utwory po prostu są i bez nich płyta wcale nie stałaby się uboższa. Ostatecznie więc trzeba przyznać, że choć z równością poziomów jest tu różnie, to jednak FORGOTTEN TOMB nagrał kolejny dobry album. [Shadock]

FORGOTTEN TOMB, http://www.facebook.com/Official.Forgotten.Tomb

Agonia Records, promotion@agoniarecords.com, www.myspace.com/agoniarecords