FORNOST ARNOR The Death Of A Rose `11

FORNOST ARNOR The Death Of A Rose

Mniej więcej raz na rok (a może rzadziej) trafiam na zespoły, w których zakochuję się od pierwszego przesłuchania. Wówczas jedna płyta towarzyszy mi przez kilka miesięcy, a wyczuwalny potencjał pozwala mi przypuszczać, że kolejny album tej grupy będzie co najmniej tak samo zdumiewający. I tak moim największym odkryciem roku 2009 była brytyjska kapela FORNOST ARNOR z krążkiem „Escaping The Abyss”. Niecierpliwie czekałam więc na następcę, zastanawiając się, jak duży krok poczyni ten zespół ku czystej, progresywnej muzyce, bo taki kierunek rozwoju zapoczątkował debiut.

Teraz znam odpowiedź. Słucham albumu „The Death Of A Rose” i jestem bardzo kontent. Tak naprawdę elementów black metalu nie zostało w twórczości FORNOST ARNORwcale!Tylko niektóre partie gitary mają cięższe brzmienie oraz strojenie i tylko niekiedy perkusja jest szybsza. Obecnie najbardziej brutalnym elementem jest growl (czyli Greg Chivers), który charczy kilkakrotnie na płycie i – na zasadzie totalnego przewieństwa – dialoguje z dominującym na albumue naturalnym śpiewem. Osobiście jestem pod ogromnym wrażeniem drugiego wokalisty FORNOST ARNOR, Sama Austena – ma niesamowitą, „aksamitną” barwę naturalnego głosu, śpiewa harmonijnie, niewiarygodnie dźwięcznie, po prostu pięknie. Jak go słyszę – wymiękam!:-) Poza tym gościnny udział w sesji nagraniowej wzięły dwie wokalistki. Płyta jest świetnie skonstruowana – w oparciu o dynamikę, przeciwieństwa i dramatyzm: mamy tu zarówno brudne riffy i bardzo gardłowy growl, jak i spokojne, niemetalowe momenty, jak również progresję osadzoną w strukturach kompozycji, we fragmentach istrumentalnych, rozwiązaniach rytmicznych czy gitarowych. Niekiedy jest to niezła plątanina motywów, ale wszystko zostało przyrządzone z umiarem i ze smakiem. Muzyka płynie harmonijnie, niemniej za sprawą zestawienia kontrastujących ze sobą elementów napięcie jest cały czas duże. Niektóre nastrojowe momenty wyciszają, inne, te mocniejsze uskrzydlają. Kompozycje obfitują też w brzmienia akustyczne. Zapewnie w pewien sposób ma to rozładować napięcie, które tworzą mocne fragmenty oraz zrobić jakiś klimat, jednak moim zdaniem obyłoby się bez wielu z nich. Natomiast klawisze użyte są w stopniu niemal niezauważalnym. Ale kapcie spadają podczas słuchania utworu „Path Marked Unknown”, kiedy w dwóch miejscach wchodzą organy Hammonda. Wielka szkoda, że odzywają się tylko na parę sekund, pasowałoby tu solo w wykonaniu tego nietuzinkowego i tak niemetalowego instrumentu. Płyta „The Death Of A Rose” pod względem stylistycznym jest eklektyczna, bardzo progresywna, jednak w najbardziej konwencjonalnych momentach jest to typowy death metal (gdy grzmi growl), tudzież melodyjny death/black, natomiast we fragmentach brzmiących bardziej nowocześnie (jeśli można tak powiedzieć) budzi skojarzenia z naszym BEHEMOTH. FORNOST ARNORnagrał drugą wspaniałą płytę, której mogę zarzucić tylko to, że jest na niej odrobinkę za dużo akustycznych wstawek, a mniej konkretnego, mocnego metalowego pierdolnięcia. Ogólnie jednak płyta „The Death Of A Rose” i tak zasługuje na „szóstkę”. Twórczość Brytyjczyków wyrasta zmetalu, ale sięga dużo, dużo dalej. Rozwój tego zespołu przypomina mi rewolucję, którą poczyniły chociażby grupy OPETH i DARK THE SUN. Ciekawe, co FORNOST ARNOR zagra na trzecim albumie, którego wyczekuję. [Kasia]

Fornost Arnor, fornostarnor@hotmail.co.uk; www.myspace.com/fornostarnor

Witch-King Rec., witchkingrecords@hotmail.co.uk; www.myspace.com/witchkingrecord