GALLILEOUS: Jak feniks z popiołów – 23.03.2007

ImageŚląski GALLILEOUS, niczym feniks z popiołów, reaktywował się w zeszłym roku.
Muzyków tego tworu można nazwać weteranami
i prekursorami doomowej sceny w Polsce.
Dlatego, z uwagi na bezkompromisowość,
ciężar i doomowość ich muzyki, a także fakt,
że zespół jest raczej mało znany,
należy mu się odrobina uwagi.
W tym celu „na spytki” wziąłem
muzyków grupy…


Wasza reaktywacja była szansą na przypomnienie się na scenie. Bo przyznam szczerze, że wcześniej nie słyszałem o GALLILEOUS. Jak to się stało, że zeszliście się po jedenastu latach milczenia?

Mirek: Na początku witamy Ciebie, Dod i wszystkich maniaków doom metalu. Całą zasługę należy przypisać Winowi, który mimo przeciwności losu i braku ludzi próbował cały czas tworzyć coś nowego. To on wraz z Dagą pisali nowy materiał, a ja i reszta, gdy się o tym dowiedzieliśmy, zaproponowaliśmy współpracę. Szczerze mówiąc na początku nikt nie myślał o wskrzeszeniu GALLILEOUS. Robocza nazwa kapeli brzmiała CENZOR, dopiero po telefonie Karola (współzałożyciela GALLILEOUS) padł pomysł przywrócenia szyldu.

GALLILEOUS powstał w roku 1990. Już wtedy od razu graliście doom? Jakie były Wasze inspiracje w momencie zakładania kapeli?

Mirek: Gdy zakładaliśmy grupę, w moim słowniku zdaje się nie było nawet słowa „doom”, a naszymi inspiracjami były wspaniałe zespoły z tamtych czasów grające death i black metal. Największe emocje wzbudzały w nas ciężkie, wolne, monumentalne motywy, więc dla własnych potrzeb postanowiliśmy grać taką muzę. Z czasem docierały do nas kapele typu MY DYING BRIDE, CATHEDRAL i oczywiście WINTER. Pamiętam również, jak Karol dostał przesyłkę z Australii, a w niej demo świetnego DISEMBOWELMENT. Mimo to uważam, że największy wpływ na nas miały zespoły: OBITUARY, DEATH, GRAVE, BOLT THROWER, BENEDICTION, AUTOPSY, BATHORY i wczesny SAMAEL.

Czy czuliście się pionierami doom metalu w Polsce? Polska scena doomowa na początku lat `90 raczkowała, a kapele, które wtedy zaczynały, albo grały jeszcze death metal, albo grały „przystępniejsze” doomowe dźwięki. Jak postrzegaliście wtedy ten nurt?

Mirek: Nie wiem, czy mógłbym wtedy powiedzieć, że jesteśmy pionierami. Ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że tak… To odległe i surowe czasy dla ludzi grających taką muzę…

ImageWasze pierwsze demo „Doomsday” zostało nagrane w 1992. Możesz coś o nim powiedzieć? Czy był to funeral doom, jak na późniejszym materiale? Jaka była ówczesna reakcje na takie granie?

Mirek: Czy był to funeral doom? Tego określenia jeszcze nie było. Demo „Doomsday” jest równie ciężkie i wolne, jak „Passio Et Mors…”. Różni się tylko tym, że było nieudolnie nagrane, całkowicie „na żywca”. Brzmienie nie było zbyt dobre, mimo to uważam, że z czterech kawałków, które nagraliśmy, trzy są ok, a jeden pt. „Gallileous” (jest to pierwszy kawałek, jaki kiedykolwiek stworzyliśmy) jest szczególnie godny uwagi i być może, wkrótce nagramy go na nowo. Co do reakcji, to były raczej pozytywne, chociaż nie reprezentowaliśmy najlepszej formy.

Wino: Myślę tak jak Mirek, że odzew był dobry, ale mam co do tego dema negatywne odczucia ze względu na naszą technikę gry i metodę nagrania.

Kolejne demo „Passio Et Mors…” z 1994 można przesłuchać na Waszym profilu MySpace. Przyznam, że byłem w szoku, gdy je usłyszałem, muzyka ta jest ekstremalnie funeralowa i bezkompromisowa. Czy sądzicie, że łatka „polski THERGOTHON” jest dla GALLILEOUS odpowiednia? Jakie były Wasze inspiracje podczas nagrywania tego materiału?

Mirek: Osobiście nie lubię żadnych łatek, wolałbym określenie „polski GALLILEOUS”:-). Ciężko powiedzieć, co nas zainspirowało. Przewodnią myślą tekstów i muzy miała być męka i śmierć. Sama muzyka stawia sobie za cel tylko jedno: ma być wolno i ciężko!

Wino: Słuchałem wtedy THERGOTHON i mam szacunek, ale nie porównywałbym ich do nas.

Przyznam się, że nie potrafię zrozumieć wokalisty GALLILEOUS, gdyż growling jest w ekstremalnej postaci. O czym są teksty? Czy będzie można się z nimi jakoś zapoznać?

Mirek: Zarówno tytuły jak i same teksty na „Passio Et Mors” są po łacinie. Będą one zamieszczone na naszej stronie internetowej, która jest w trakcie budowy. Jeśli ktoś dokładnie przyjrzy się samym tytułom, to odpowie sobie na pytanie, o czym są te teksty… A jest to opowieść koncepcyjna.

ImageDlaczego doszło do rozpadu kapeli w 1995?

Mirek: Splot wydarzeń sprawił, że nasze drogi się rozeszły. Ktoś miał wypadek, ktoś inny chwycił się za ostre narkotyki, ktoś zachorował na schizofrenię, ktoś zaczął studiować. Poza tym ogólnie chyba straciliśmy wiarę, że „Passio Et Mors” jest coś warte, dlatego materiał nigdy nie ujrzał światła dziennego i dlatego GALLILEOUS zapadł w sen…

Obecnie pracujecie nad nowym demem „Ego Sum Censore Deuum”. Jaki jest stan zaawansowania prac? Czego możemy się spodziewać po tym materiale? Jest to kontynuacja przeszłości czy coś nowego?

Mirek: Aktualnie mamy około osiem kawałków, ale przypuszczam, że kilka z nich zostanie szybko zapomnianych, ponieważ w trakcie tworzenia mamy do siebie bardzo samokrytyczne podejście. Jak mówi Wino – „nie możemy oszukać słuchacza”. Warstwa tekstowa porusza kwestię fatum oraz lęku przed nieuchronnym przeznaczeniem oraz jego następstw z punktu widzenia wojownika czy podróżnika – odkrywcy… Właściwie dwa teksty pochodzą z lat 1994-95. Sama muzyka to jeszcze bardziej wyeksponowane emocje, które targają bohaterów naszych tekstów… Od płonącej zemsty, do trwogi przed nieznanym… Ten materiał będzie z pewnością jakąś kontynuacją i na pewno będziemy wierni swoim ideom, ale z powodu różnic w składzie oraz upływu czasu będzie to coś nowego, tzn. opieramy się teraz na dwóch wokalach oraz nowym instrumencie, a mianowicie klawiszach. Wszystko wyjdzie jednak w praniu, bo już niedługo wchodzimy do studia i wtedy okaże się, co reprezentujemy teraz!

Co chcecie zrobić z nowym materiałem? Czy macie już jakiegoś wydawcę w planach?

Mirek: Na razie nic mi nie wiadomo o żadnej konkretnej propozycji i wiem, że wszyscy zainteresowani czekają na to, co zaprezentujemy na „Ego Sum Censore Deuum”.

Możecie w skrócie przedstawić zawirowania, które miały miejsce w składzie zespołu i jak to się przedstawia na dzień dzisiejszy?

ImageMirek: W skrócie: na początku byłem ja – perkusja i Karol – bas, potem stopniowo dochodzili: Wiesiek – gitara, Grzegorz – wokal oraz Wino – gitara. W takim składzie nagraliśmy pierwsze demo „Doomsday”. Później pożegnaliśmy się z Wieśkiem, którego zastąpił Stona i już w takim składzie byliśmy gotowi nagrać „Passio Et Mors”. Zaraz po tym skomponowaliśmy godzinny utwór „Lord Of Destiny”, który miał być nagrany zaraz po „Passio Et Mors”, ale niestety do tego nie doszło. Tuż przed rozpadem kapeli zostałem tylko ja, Karol i Stona – w tym składzie stworzyliśmy kompozycję „tiule”, ale i ona nigdy nie została profesjonalnie nagrana. GALLILEOUS teraz to: Wino – gitara, Daga – klawisze, Cebull – bas, ja – perkusja. Do niedawna był z nami również Stona – gitara, który jednak zdecydował, że nie czuje się dobrze w kapeli i postanowił odejść. Trudno…
 
Podobno zamierzacie ostro koncertować? Czego można się spodziewać po GALLILEOUS na scenie?

Mirek: Jak zwykle… „pure fucking doom” nie dla pozerów:-). Mimo to, że gra u nas kobieta na klawiszach, nie spodziewajcie się jakichś słodkich ballad o św. Mikołaju.

Wino: Co do koncertów, nie wiem jak to będzie. Jestem sceptycznie nastawiony, ponieważ mam obawy, czy będziemy w stanie oddać klimat tej muzyki (chodzi mi o nagłośnienie i sprawy techniczne).

Daga: Osobiście mam jedną obawę… Tremę…

Jak oceniacie kondycję obecnej sceny doomowej w Polsce i na świecie? Coś godnego zwróciło Waszą uwagę?

Mirek: Jeśli chodzi o Polskę, osobiście wymieniłbym dwie grupy: SOURCE OF DEEP SHADOWS oraz OKTOR, z którymi chętnie podzieliłbym scenę na jakimś koncercie. Jednak chciałbym podkreślić, że scena doomowa to nie tylko zespoły, lecz również fani, magazyny oraz portale internetowe. Jeśli chodzi o świat, to z istniejących grup wymieniłbym też dwie: MONOLITHE i MORNERS LAMENT.

Wino: Wstyd się przyznać, ale nie znam sceny doomowej w Polsce.

Ostatnie słowa, jakie chcecie przekazać czytelnikom i słuchaczom, należą do Was!

Daga: Mam nadzieję, że nasze nowe kawałki spodobają się prawdziwym pasjonatom doom metalu i każdy z nich odnajdzie coś ciekawego dla siebie… A jak nie, to niech słucha Dody:-)

Mirek: Wyczekujcie nas w swoim mieście! Gdy usłyszysz rozkaz do marszu na wojnę lub sygnał na wyjście w morze, by odkryć koniec świata – nie zastanawiaj się, bądź gotów!

Wino: Czekajcie na demo „Ego Sum Censore Deuum”! Myślę, że nie zawiedziemy starych słuchaczy!

[Dod]

Gallileous, Mirosław Cichy, ul. Chabrowa 16a/19, 44-210 Rybnik; juliuszmirek@op.pl; www.myspace.com/gallileous