GHOST Prequelle (2018)

CD / LP (Loma Vista Rec.)
Ocena: 3,5/6
Gatunek: rock / hard rock

Z GHOST mam jak z animowanym serialem “Scooby Doo, gdzie jesteś?”. Obejrzę z dzieciakami, spędzę miło czas, wrócą wspomnienia z dzieciństwa. Ale jak ktoś zacznie wciskać mi, że to kawał dobrego kina grozy no to kłótnia gotowa. Oj długo mieliśmy ze szwedzkim projektem na pieńku. Po fragmentach wywiadów, wizerunku i głosach jakie mnie dochodziły, spodziewałem się drugiego KING DIAMOND.

Aż sam chciałbym zobaczyć swoją minę po pierwszych fragmentach GHOST jakie dane było mi usłyszeć. Pomyślałem, że albo mam tu do czynienia z największym na skalę muzyczną prankiem ever, albo ja tu serio czegoś nie rozumiem i powinienem dać tej muzyce czas. Jednak kilka kolejnych podejść, kolejne płyty, a ja wciąż nie ogarniałem rozumem tego wszechobecnego zachwytu zespołem. No może nie tak wszechobecnego bo GHOST dzieli i to bardzo mocno. Zwolennicy grupy swoich oponentów nazywają konserwami negujących wszystko co przebije się do mainstream’u, przeciwnicy zaś – pozerami którzy o black metalu słyszeli, a raczej czytali wyłącznie w Bravo i na Wikipedii. Zaraz, zaraz… GHOST i black metal? No właśnie… i tu cały problem. Bardzo cenię sobie artystów którzy wiedzą kiedy nie warto zabierać głos i robić po prostu swoje. Cóż… ekipa Tobiasa Forge, z nim samym na czele, najwyraźniej nie jest w tym zbyt dobra. Nie wiem kto zaczął czy samo wyszło, ale Halloween’owe łaszki i kilka zwrotów „Satan”, „Lucifer” w piosenkach nie robią od razu z nikogo black metalowej grupy. Gdyby nie podsycanie ognia przez samych członków zespołu, pewnie nikt nie miałby za złe, że GHOST kojarzony jest przez niektórych jako inne spojrzenie na black metal, a tzw. stara gwardia patrząc na zwolenników zespołu z pobłażliwym i lekkim uśmiechem, znalazłaby w tej muzyce także coś dla siebie.

Stary nie jestem, ale w konserwatywnej metalowej gwardii stoję murem. Jednak jako recenzent postanowiłem opuścić na chwilę szeregi, wyzbyć się wszelkich uprzedzeń, wejść między wrony i zacząć krakać tak jak one. Niczym wilk w owczej skórze – wstąpię, pokręcę się trochę a później rozszarpię wszystkich miażdżącą recenzją delektując się następnie krwią i łzami łagodnych adeptów mainstreamowego „black metalu”. Cóż, sprawy potoczyły się jednak zgoła inaczej.

Aby rzetelnie podejść do tematu wyobraziłem sobie taki oto scenariusz: Połowa lat ‘90. Internet był mokrym snem każdego nastolatka, jednak nawet posiadacze tego cudu techniki w najskrytszych snach nie marzyli o możliwości słuchania pełnych albumów online. I tak oto pewnego dnia podchodzi do mnie znajomy i zaczyna tymi słowami: “Siema stary. Słuchaj, kolega kolegi był za granicą i tam gdzieś nie wiadomo gdzie dorwał taką kasetkę. Zespół GHOST się chyba nazywa. Obczaj sobie, mam tu przegraną kopię, całkiem spoko muzyka”. Z braku laku, w sumie… czemu nie. Pozbawiony wszelkich, poza nazwą, informacji o zespole, z czystą kartą wrzucam kasetę do odtwarzacza i co słyszę? Bardzo przyzwoity, lekko-strawny rock z gitarowymi riffami, które przynoszą wspomnienie „starych dobrych czasów”, podany z mgiełką grozy. Niestety w „Prequelle” uleciało trochę tej grozy która gościła na poprzednich albumach. Z klimatów pokroju „Scream” autorstwa MISFITS, GHOST powędrował w stronę „Thriller” Michael’a Jackson’a. Momentami za dużo tańców, trąbek oraz innych „przeszkadzajek” i jakoś w ogóle tak za wesoło.

„Prequelle” na tle całej tej rockowo-radiowej popeliny z pewnością wyróżnia się pomysłem, stylistyką i aranżacjami. Kompozycje są na tyle zróżnicowane, że bez trudu, już po 3 odsłuchach albumu, jesteśmy w stanie rozpoznać je po pierwszych dźwiękach. Są tu ckliwe ballady, rytmiczne hiciory w sam raz do rozgłośni, oraz rozbudowane instrumentale trwające ponad 5 minut. Czuć tu ducha rock’a oraz glam rock’a wczesnych lat ’80. Koniecznie trzeba też zwrócić uwagę na utwór „Helvetesfonster”, który mocno wieje klimatem epoki średniowiecza. I to chyba tyle. Zawsze ciężko rozpisywać mi się nad albumem który ani mnie nie porwał, ani nie zraził. To było przyjemnych kilka odsłuchów podczas których zawsze miałem jakieś konkretne zajęcie. Bo najnowsze wydawnictwo Szwedów właśnie takie jest – nie wymagające skupienia. Dlatego z marketingowego punktu widzenia, z pewnością przyniesie zespołowi jeszcze więcej fanów.

Nie mam żadnego problemu z GHOST tak długo jak rozpatruje go w kategoriach kapeli rockowej. Ale na litość – postawmy w tym przypadku grubą kreskę między muzyką metalową, a rockową i nie próbujmy przekraczać projektem pana Tobiasa tej granicy. A już na pewno nie mieszajmy go w black metal. Trochę powagi. Naprawdę.

[Mork]

GHOST: http://ghost-official.com/, https://www.facebook.com/thebandghost;
Loma Vista Rec.: https://www.lomavistarecordings.com/.