GOAT TYRANT: Takich trzech, jak ich dwóch, to nie ma ani jednego – 6.03.2008

ImageTyski GOAT TYRANT to zespół młody,
ale młodzieniaszki go nie tworzą. Co więcej, nie tworzą go ludzie dążący do tzw. muzycznej kariery. Nie znaczy to, iż nie umieją grać. Oni po prostu są przede wszystkim maniakami prawdziwego
metalowego łomotu. Grają, bo lubią, a ich muzyka ma w sobie wszystkie cechy rasowego, podziemnego metalu. Pierwiastki death, thrash czy nawet odrobiny black metalu są tu jak najbardziej wskazane. Każdemu, kto już wie, o co w tej muzyce chodzi, polecam zapoznać się z trzema demami GOAT TYRANT. I zapraszam do przeczytania wywiadu z Dolkiem (wokal, perkusja) – miłym człowiekiem, sympatykiem LPR-u, kawy Anatol i,
ekhę, chyba coś namieszałem…


Witaj Stary Metalowcze!

Witaj również prastary Metalowcze!

Zażyję Cię na początek dość konwencjonalnie… Od paru miechów kreci się po podziemiu Wasza nowa demówka. Jakie do tej pory spotkały ją reakcje i co na temat nowego GOAT TYRANT mówią a) tzw. ludzie z branży (zinowcy, kapele, wytwórnie), b) zwykli, oddani maniacy i c) internetowi metalowcy?

Może to i niekonwencjonalne [raczej odwrotnie Szanowny Kolego – red.], ale trochę ciężkie pytanie, jako że za bardzo nie śledzę poczynań naszych materiałów. Dla mnie najważniejsze i najbardziej satysfakcjonujące jest samo granie numerów na próbach, a później nagranie ich. Co kto o tym pomyśli, to już jest indywidualna opinia każdego słuchacza. Z tych sygnałów, które do mnie dochodzą, wynika, że nasze łupanie wielu maniakom raczej przypadło do gustu i są to, jak stwierdziłeś, zwykli, oddani maniacy, czyli tak naprawdę ludzie, którzy tworzą tę scenę, bez której ona by nie istniała! Co do zinów, to jak na razie widziałem same pozytywne recenzje tegoż wymiotu. Podobnie jest z reakcjami wytwórni / distro, które często chcą się wymienić na to demo… Jeśli chodzi o internetowych metalowców, to ciężko rzec, bo nie mam kontaktu z tym jakże kultowym środowiskiem… [błąd, błąd Panie Kolego!:-) – red.] Wiem, że to błąd. Mam zamiar go nadrobić. Już biję się w piersi, że tak późno na to wpadłem!
ImageNo to teraz ja pokrytykuję sobie „Gate To The Necro”:-)…

Dawaj więc, prosto na klatę:-).

Tak… Od czego by tu zacząć? Ach! Brzmienie! Czy ktoś jeszcze poza mną mówił Ci, że poprzednia demówka była klarowniejsza?

Ja sam tak mówię. Przyczyna tego jest prosta – w miejscu, gdzie nagrywaliśmy „Necromantical Curse”, mieliśmy do dyspozycji bardziej profesjonalne mikrofony i stąd pewnie ta różnica. Jednak mogę dodać, że dotyczy to tylko bębnów, które  na „Gate To The Necro” są mniej selektywnie; natomiast gitary brzmią znacznie lepiej, miażdżąco, mają więcej ciężaru, podobnie solówki, które są lepiej słyszalne. Ogólnie należy wszystko postrzegać jako pewną całość, a myślę, że jako tako demówka ta jest spójna i takie też sygnały generalnie odbieram od ludzi, którzy ją słyszeli – żeby nie było, że to tylko moje zdanie:-)!

Taa… Ale powiem Ci, że ja powoli przekonałem się do brzmienia; głównie dlatego, iż „Gate To The Necro” swym klimatem powoduje, że można by opychać tę demówkę jako twór sprzed 18-tu laty!

:-)! Dobrze, że tak to odbierasz. Nie mogłem usłyszeć lepszego komplementu. Dzięki! Piwo dla Ciebie!!!

Dobra, dobra… Czy poza komplementami były może jakoweś konkretne propozycje wydania czegoś, gdzieś, przez kogoś?

A owszem, były i nadal są takie przymiarki, jednak ciężko mi powiedzieć, co z tego będzie. Być może pojawi się tzw. „oficjalna” edycja „Gate To The Necro”, wydana przez pewną, małą wytwórnię z Grecji. A najnowsze „Demo 2008” może trafi na split z jedną kapelą z naszego pięknego nadwiślańskiego kraju. Ale nic więcej na razie nie mówię, żeby nie zapeszać… Dobrze by było, bo po trochu męczy mnie przegrywanie dziesiątek taśm. Jednak jeśli nic z tego nie wyjdzie, to też nikt nie będzie płakał. W końcu najważniejsze jest to, żeby sobie dalej grać…

A były jakieś recenzje „Gate To The Necro”, opinie, które np. rozbawiły Cię setnie jakimś dziwnym porównaniem?

Hmmm, jakoś nic takiego nie wpada mi do bani w tej chwili albo też nikt nie użył jakiś wybitnie zapadających w pamięć porównań. Co najwyżej czasami jestem zdziwiony bardzo wielkimi i kultowymi wręcz nazwami, których niektórzy recenzujący używają do porównania naszych wypierdów…

Tzn. dziwią Cię w ogóle takie porównania (te, nie bądź taki skromny!) czy akurat  wymieniane konkretne kapele malują na Twym licu znak zapytania?

Raczej dziwią. Po prostu nigdy nie spodziewałem się, żeby ktoś przywoływał tak wspaniałe kapele z przeszłości dla uzmysłowienia innym, co jest grane na naszych demówkach! Myślę, że powinno być to normalne uczucie dla każdego maniaka metalu, który wychowuje się najpierw na tych wszystkich wielkich zespołach, a potem grupa, w której gra, jest do nich przyrównywana!

Wiem, że nie wstydzisz się porównań do innych zespołów. Wręcz miejscami uważasz to za zaszczyt i jest to jak najbardziej zdrowe podejście. A co sądzisz o kapelach, w których jak drut słychać nie wpływy, co wręcz zerżnięte motywy, a które to grupy za chuja nie chcą się przyznać do indolencji twórczej?

Masz rację, faktycznie nie wstydzimy się tych porównań, a wręcz często możemy być dumni z tego! W końcu nie da się wyprzeć wpływów tego, czym człowiek od małego nasiąkał! [było, nie było, słuchając tego tyle lat, pewne wpływy są potem wręcz naturalne, same z siebie – red.] A poza tym przecież są to często tak zajebiste i wielkie zespoły… Co do ciot ściągających riffy od lepszych od siebie, klasycznych dla tego nurtu kapel, to dla mnie są to jedynie żałosne pizdy, które pod płaszczykiem nawiązywania do jakiś tam kultów opierdalają ludziom swoją impotencję twórczą. Pieprzyć tego typu ścierwa, chociaż myślę, że są raczej niegroźni, ponieważ żaden szanujący się metalowiec nie bierze tego shitu na poważnie. Z drugiej strony niepotrzebnie zaśmieca to i tak przepełnioną scenę.

ImageTo fakt, ale daleki jesteś od lansowanej przez pewnych osobników parę lat wstecz tezy: „że scena umiera”?

Nie sądzę, żeby umierała, gdyż cały czas napotykam na jednostki naprawdę szczerze oddane tej muzyce i wszystkiemu, co za tym stoi. Jedyne co mnie martwi, to – jak już stwierdziłem – przepełnienie na scenie. Za dużo jest wydawanych różnego rodzaju produkcji i niestety prowadzi to do zaniżenia jakości tych materiałów (myślę, że wpłynęła też na to łatwość wydawania CD / CDR i upowszechnienie muzyki przez internet) [w pełni popieram, byle błazen spłodzi teraz cokolwiek i obnosi się z tym gdzie się da, a masa lizodupów i kolegów z podwórka przyklaskuje utwierdzając „muzyka”, jaki on wielki – red.] Popatrz tylko na większość wydawanych obecnie albumów – po pierwsze jest ich tyle, że ciężko się zorientować, co jest dobre, a co nie jest, a po drugie większość z nich nie reprezentuje nawet poziomu starych taśm demo sprzed paru lat… Wcale nie dziwi mnie fakt, że obecnie wielu ludzi przestaje zważać na to, co dzieje się na obecnej scenie, a raczej koncentruje się na słuchaniu starych, klasycznych albumów…

Właśnie, właśnie! Ja także zauważam taką tendencję u niektórych, że zaprzestają całkowicie zgłębiania choćby po trosze obecnej muzy, a skupiają się na starych sprawdzonych kultach. Ale czy to też nie prowadzi do skundlenia sceny, bo nie ci, którzy mają o niej pojęcie, a podatne i mające często o sobie nie lada mniemanie młokosy zaczynają kreować obecną scenę?

Niestety muszę przyznać Ci rację. Nierzadko ludzie, którzy mieliby coś mądrego do powiedzenia na scenie, tracą nią zainteresowanie. Szkoda, że dzieje się tak właśnie teraz, kiedy ta scena potrzebuje więcej głosów krytyki, no i więcej samokrytycyzmu wśród młodzieży…

A co zwykłeś mówić ludziom, którzy stwierdzają, iż muzy GOAT TYRANT nie ma po co słuchać, bo „to nic oryginalnego”?

Nic nie zwykłem im mówić, ponieważ nikt jeszcze mi nic takiego nie powiedział. Poza tym myślę, że nie ma nic złego w braku oryginalności; tylko trzeba to wszystko robić z głową i tworzyć – w oparciu o to, co już było kiedyś – coś własnego i w jakimś stopniu indywidualnego. Innymi słowy – nie wypierać się wpływów, ale nie ograniczać się do kopiowania! [noż lis! nie chcesz się dać podpuścić, tedy tak… – red.]

Dokładnie, bo jak dla mnie Wasza muza jest, jaka jest, bo jest szczera, grana przez dwóch maniaków, którzy wkładają w to całą swoją pasję. Wasze demówki są tylko na kasecie, sam robisz wkładki, kserujesz flyery… Nie boisz się, że gdyby zmieniły się te skądinąd czasami uciążliwe warunki, to duch GOAT TYRANT też umknie?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. Jak na razie każdy z nas zna GOAT TYRANT w tych warunkach, w jakich obecnie działamy, czyli xerowanie flyerów, kopiowanie taśm i wysyłanie ich… Z drugiej strony absorbuje to trochę czasu i siły, które być może można spożytkować na lepsze dopracowanie muzyki i danie z siebie jeszcze więcej, jeśli chodzi o grę na instrumentach itp. Myślę, że ma to swoje dwie strony. Podobnie jak większość rzeczy, na temat których można prowadzić dyskusję…

Pomówmy o nowym „Demo 2008”… To tak: primo – z partyzanta, secundo – jakoś się nie mogę do końca przekonać, tzn. brakuje mi takiej iskierki, czegoś zmuszającego do przewijania kasety i sycenia się nią od nowa…

Każdy ma na ten temat swoje zdanie. Ja na pewno za każdą cenę nie będę starał się nikogo przekonywać do tego czy tamtego. Po prostu zrobiliśmy takie, a nie inne numery i je nagraliśmy. Żadna wielka historia, tak jak zawsze. A jak kto odbiera to demo, to już inna sprawa! Być może jednak powinieneś tego materiału trochę więcej posłuchać. Kawałki są troszkę inne niż wcześniej, riffy bardziej złożone i „gęste”, na pewno nie wpadają w ucho za pierwszym razem. Jeśli szukasz przebojowości, to może lepiej byłoby odpalić IN FLAMES, HELLOWEEN albo GAMMA GAY:-)!

ImageNie o to chodzi Chłopcze Morelowy… Traktuję „Demo 2008” jako kontynuację „Gate To The Necro”, ale za krótką, niedopowiedzianą. Czemu tylko dwa utwory (plus intro)?

W sumie miał być jeszcze cover. Nawet go nagraliśmy, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy z wrzucenia go na demo. Miałbyś wtedy dłuższe demo! Jeśli nowy materiał odbierasz jako kontynuację „Gate To The Necro”, to oczywiście masz rację, bo te utwory powstawały w podobnym czasie, co te z poprzedniej demówki. Myślę, że muzycznie nowy stuff jest zbliżony do „Gate To The Necro”, może tylko kompozycje są trochę dłuższe i bardziej rozbudowane. A czy jest to niedopowiedziane demo? Bo ja wiem? Jeśli nawet, to czasem lepiej powiedzieć mniej niż za dużo i bez sensu!

Brak coveru znaczy potwierdzenie Twego zdania, że covery to obecnie moda na zapychanie materiałów?

Tak, raczej to niestety smutna tendencja dzisiaj! Wszyscy teraz srają coverami i wpychają je, gdzie tylko się da i nie wiadomo, po co… [brak inwencji twórczej, ekhmm! – red.] Nie mam oczywiście nic przeciwko oddawaniu hołdu starym, kultowym kapelom, ale coś jest nie tak, jeśli na płycie z ośmioma kawałkami są w tym dwa covery! A takie kwiatki ostatnio widziałem! Nie mówię też, że ten cover, który popełniliśmy, nigdy nie ujrzy światła dziennego, może gdzieś go kiedyś dorzucimy…

Jaaa! Naturliś! Pierwsze reakcje na „Demo 2008”?

Jak na razie nie rozprzestrzeniliśmy go zbyt dużo, więc ciężko to określić. Ale trochę maniaków przejawia zainteresowanie tym materiałem, w tym dużo z tzw. egzotycznych zakątków naszego globu, np. Tajlandia, Malezja, Argentyna… Jak dotąd dotarło do mnie tylko kilka recenzji ludzi, którzy słyszeli demówkę i były one pozytywne. Nie różniły się generalnie od opinii na temat poprzednich dwóch materiałów. Myślę więc, że jest ok!
       
I o to chodzi! To co, może te dwa utwory na EPeczkę?

„Demo 2008” jest oczywiście w postaci taśmy, przynajmniej na chwilę obecną. Na pewno żaden z nas by się nie obraził, jeśli znalazłby się ktoś chętny na wydanie tego w tej formie, ale jeśli nie, to też nikt nie będzie się martwił. Przecież taśma demo to także bardzo dobry nośnik na ten materiał!

No właśnie! W czasach, kiedy królują CDRy, choć nie wiem, czy nie mp3 (nie wiem, bo mam to w dupie), trzymacie się  kurczowo formy kasetowej. Czemu tylko kasetowej? Chyba nie masz nic przeciwko CD?

Nie, nie mam nic przeciwko CD. W sumie każdy format jest w porządku, o ile muzyka na nim zawarta jest ciekawa – w końcu to jej słuchamy, a nie nośnika! Ale wydajemy nasze dema jako taśmy, ponieważ sami na nich wyrośliśmy, na ich słuchaniu, kupowaniu, kopiowaniu, wymianie itp. Jakoś demówki zawsze mi się kojarzyły z taśmami i pewnie dalej będą, nieważne, jaki nośnik będzie najbardziej popularny na tzw. „scenie”. Dodatkowo myślę, że muzyka, którą wykonujemy, w jakiś sposób pasuje do tego formatu, chociaż może się mylę…

ImageOk, to jeszcze kwestia okładek. Okładka do pierwszego dema „Necromantical Curse” – już z paręnaście kapel użyło tej XVII-wiecznej ryciny przedstawiającej kult diabła. Myślałeś już o tym, byłeś rozdarty duchowo, podjąłeś leczenie?

Leczenie i tak już mi nie pomoże, więc dawno zaniechałem tak szalonych pomysłów, jak chodzenie do specjalistów od chujgowieczego. Okładka tegoż demo to właśnie efekt moich duchowych rozdarć, nieprzespanych nocy, mokrych prześcieradeł i wyrwanych z dupy włosów. W końcu stwierdziłem, że dość tej męki… Ten obrazek bardzo dobrze oddaje sens tytułu dema i koresponduje z tekstem utworu tytułowego. A że jest nieoryginalny? Przecież nie gramy oryginalnej muzyki, więc po co mamy mieć oryginalne okładki!

Druga okładka też była adekwatna. A „Demo 2008”, hm, brak tytułu – więc co symbolizuje okładka przestawiająca antyczną płaskorzeźbę?

ImageTytuł wielce oryginalny – „Demo 2008”, jakkolwiek zostało nagrane pod koniec ubiegłego roku, jak zawsze, w obskurnych warunkach i z surowym brzmieniem. Tytuł niech każdy sam sobie dopowie. Poza tym to aluzja do naszego zupełnie pierwszego demo/reh z 2004, które również nie miało tytułu i było nagrywane niemal równo trzy lata wcześniej, pod koniec grudnia. Okładka przedstawia starożytną płaskorzeźbę Tanatosa. Myślę, że tego bóstwa nie trzeba głębiej omawiać, podobnie jak jego związku z metalem śmierci.

W GOAT TYRANT jest Was dwóch (Ty i Twój brzuch:-)). Jak wygląda podział ról, bo tak… Ty robisz wkładki, flyery, przegrywasz, odbębniasz całość korespondencji i jeszcze dodatkowo na bębenkach grasz, no i śpiewasz. Wojtas chyba się trochę leni?

Tak, ja i mój brzuch do duet podstawowy. Mam od niego (tj. brzucha oczywista!) wielkie wsparcie we wszystkich działaniach, rozumiemy się dobrze, a nasz związek pełen jest wzajemnej akceptacji… A na serio, to wygląda to mniej więcej tak, jak napisałeś, ale tylko mniej więcej i tylko na pierwszy rzut oka. Faktycznie korespondencja to moja działka, ale i tak to robię w związku z moim zinem. Mam ciut więcej obowiązków, jednak jakoś (jeszcze) daję rady! Zawsze lubiłem robić tego typu gówna jak wkładki, flyery itp., także rysować, więc nie mam nic przeciwko temu. Śpiewamy w sumie obaj, chociaż pewnie ja więcej (no i piszę teksty…). Ale musisz spojrzeć, że Wojtas robi praktycznie wszystkie riffy i szkielety naszych utworów na gitarze, więc nie sądzę, żeby się opierdalał. A w końcu muzyka jest tu najważniejsza, no nie? [no tak, dobrze wiesz, że ja wiem, ale inni nie wiedzą, tedy masz tu wszystko gadać, jak należy! – red.]

Młode chłopy już nie jesteście. Wojtas wcześniej się sporo udzielał w różnych mniej lub bardzo znanych kapelach, natomiast Ty acan też żeś pogrywał, czy raczej amatorsko dla siebie samego? Jak to się stanęło, że się zeszliście i zdecydowaliście się, było nie było, pograć coś na serio? A trzeciego do składu nie myślicie skaperować?

No, ja na pewno mniej mam do powiedzenia o swojej przeszłości tzw. „muzycznej” niż Wojtas. Owszem, gdzieś od połowy lat `90 pogrywałem w różnego rodzaju garażowych kapelkach – najpierw black metal, później thrash i inne rzeczy – nic wielkiego ani poważnego. Ja i Wojtas spiknęliśmy się na alkoholowej libacji u kumpla w moim pięknym mieście parę latek temu i po paru zgłębionych butlach, słowo do słowa wyszły na jaw nasze bardzo zbliżone fascynacje muzyczne. I stwierdziliśmy, że fajnie byłoby coś zmontować. Ale od słowa do realizacji tegoż planu i tak trochę jeszcze czasu minęło. No ale w końcu zaczęliśmy działać i tak jakoś zostało. Co do trzeciego zwyrodnialca, który miałby zasilić szeregi GOAT TYRANT, to temat ciągle jest otwarty. Były takie plany, nawet byli konkretni ludzie, którzy mieli się podjąć stanowiska basowego, ale jak widać, nic z tego nie wyszło. Ciężko znaleźć w naszym smutnym rejonie kogoś zdatnego na to stanowisko, jako że musiałaby to być osoba o podobnych do nas zapatrywaniach na sprawy muzyki i rzeczy z nią związane (oprócz jakiś umiejętności obsługi instrumentu). A poza tym dajemy radę w dwóch!

W takim razie pytanie samo cisnące się na usta – co z koncertami? W ogóle bierzecie pod uwagę takowe przedsięwzięcia?

W przypadku gdyby był trzeci menel do składu, to oczywiście bralibyśmy pod uwagę granie na żywo, ale na razie nie mamy czego brać pod uwagę. A poza tym mamy to głęboko, ponieważ: po pierwsze – wystarczająco fajnie jest pograć sobie nasze numery w sali prób i zrobić czasem jakieś demo, po drugie – żeby zagrać jakiś dobry koncert, trzeba byłoby jechać trochę dalej od tego żałosnego regionu, gdzie na koncerty przychodzą humanitarne cioty z zielonym plecakiem, z naszywką SOULFLY albo ILLUSION. Fukkk offf.

Sądzisz, że w innych miejscach naszego kraju ta część publiczności nie dominuje metalowych koncertów?

Sądzę, że w znacznie mniejszym stopniu. Zresztą sam mam sporo kontaktów z ludźmi z centralnej / południowej Polski i są to w 666% maniacy metalu, a niestety nie mogę ich tylu naliczyć w naszej okolicy. Stąd taki mój osąd, a poza  tym bywałem na różnych koncertach, niekoniecznie dużych, na południu naszego pięknego kraju i spotykałem tam ludzi, jakich (poza nielicznymi wyjątkami!) ciężko u nas szukać!

Pomorze to tragedia pod każdym względem, no może poza jednym wyjątkiem – w chwili obecnej to czołówka naszego kraju, jeżeli chodzi o klasyczne zinotwórstwo. Jesteś jednym „z tej bandy”. Bawisz się bowiem w robienie zina pt. „Complete Necro”. Przybliż może nieco tę formę swej ponurej działalności?

Zgadza się, robię zina od jakiś 3-4 latek i świetnie się przy tym bawię. W sumie od pewnego czasu chodziła za mną myśl, aby zrobić coś samodzielnie (wcześniej, ok. 1999/2000 pisałem do jednego szmatławca…) [„Wolfpack”, no pochwal się:-) – red.], no i w końcu udało mi się to zrealizować. Dotąd zrobiłem trzy numery w mniej więcej rocznym odstępie. Piszę o zespołach, których sam lubię słuchać, jebię w recenzjach gówniane, dzisiejsze kapelki, czasem napiszę jakiś raport z wypadu alkoholowo-koncertowego (o ile uda się wszystko zrekonstruować…), no i jest fajnie. Pismo leży w Empiku, kupują je „zielone plecaki” i potem w listach piszą mi, że jestem fajny, tylko czemu nie ma relacji z Przystanku Woodstock? A nie ma, bo jestem pozerem i nie odwiedzam tego kultowego dla wielu polskich metalofców miejsca. No i nie mam zielonego plecaka, w który mógłbym się spakować! Ani koszulki NIGHTWISH albo TYPE`O`NEGATIVE…

Moglibyśmy tak gadać w nieskończoność. Dzięki za czas. Jakieś przesłanie na koniec?

To ja dziękuję za fajne pytania i możliwość odpowiedzenia. Wszyscy zainteresowani GOAT TYRANT oraz „Complete Necro” – pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Tylko dzięki kontaktom, korespondencji i oczywiście wierze w metal możemy utrzymać podziemie przy życiu! No i machać banią i czcić Kozę!

[von Mortem / Atmospheric #14]

Goat Tyrant, Michał Doliński, ul. Kraszewskiego 18B, 83-110 Tczew; completenecro@wp.pl