GODLIKE Malicious Mind `12

CD `12 (Inverse Rec.)
Ocena: 5/6
Gatunek: metal

Praktycznie o każde pieniądze można by się założyć, że GODLIKE pochodzi z USA. Muzyka niby nie ma granic, ale tak przecież gra i grało się w Ameryce! Niby wiemy, że podwaliny pod rap czy też groove metal położyli Skandynawowie, powszechnie jednak kojarzy się takie granie z ojczyzną McDonalds’a. Jestem przekonany, że wy również dalibyście się nabrać. A jednak! Fałszywy trop! Panowie muzycy kombinują swoje dźwięki w… Finlandii. W dodatku wszyscy służą (służyli?) w armii – mamy tu więc do czynienia z członkami specyficznej… orkiestry wojskowej. Muzycznie też jest to zresztą dynamit i niejednemu saperowi głowę by urwało. Mnie urywa d…pę, choć na co dzień świadomie, z wyboru i z przekonania nie gustuję w groove-rap metalu. Ale tu nie o etykiety jednak idzie (sami zainteresowani podpisują się „Alternative/Melodic Metal”, niewtajemniczeni powiedzą, że to hardcore jest), ale o muzykę! A ich muzyka ma moc! Jest ciężka i bardzo dobrze pokombinowana. Trochę poprzeplatali to z nu, dołożyli dość sporo death metalu, tyle samo grindcoru – bo w kwestii szufladek dziś już nic nie jest takie jednoznaczne… Muzycznie album „Malicious Mind” broni się pod każdym względem. Mamy tutaj 11 krótkich, acz treściwych numerów, z których każdy jest jak laska dynamitu! Słychać, że panowie wojskowi kipią pomysłami, wiedzą, o co im chodzi, wiedzą, jak to zagrać i jak nagrać. Od samego początku na „Malicious Mind” mamy do czynienia z solidną dawką energetycznego grzania na dość wysokim i profesjonalnym poziomie. Wszystko jest podane w odpowiednim tempie, tak, aby słuchacz się nie nudził, a duża ilość i gęstość riffów nie pozwala zasnąć ze słuchawkami w uszach. Jest w tym dużo post punkowej energii i hardcorowej motoryki, jak chociażby w rozpoczynającym krążek „Showdown”. Jednak nie proponuję sugerować się, że płyta jest przeznaczona tylko dla sympatyków tych gatunków. Znajdziemy tu również dużo elementów tradycyjnego metalu i wszelakich pochodnych, ponieważ panowie czerpią ze wszystkiego, aż miło. Jest tu dużo odnośników do groove metalu, jak w „Confrontation”, czy do nowoczesnych wersji metalcore`a, a nawet deathcore`a, jak w „Greed”. Są też takie perełki jak ostatni „The Story of Sandra Jones”, który prawie od początku sieje aż miło, żeby w którymś momencie zahaczyć o pochodne doom, przypominające nieodżałowane TYPE O NEGATIVE. Instrumentalnie nie ma się do czego przyczepić, bo warsztat muzyczny słychać tu od pierwszych do ostatnich dźwięków. Przykładowo w takim „Orginal Rebels” tłustym i gęstym riffom bliżej do SOULFLY i SEPULTURY niż do gimnazjalnego nu metalu. Warto również zwrócić uwagę na siódmy numer „Shi No Negri”, zaczynający się elektroniką, która tradycyjnie przechodzi w rap-wokale rodem z lat 90., by w końcowej fazie rozwiać wątpliwości, co do mocy tego kawałka: po dobrym przejściu zaserwowanym przez sekcję rytmiczną, objawia nam bardzo ciekawą solówkę gitarową, a tych próżno szukać w innych miejscach na tym albumie. Gdybym znał chłopaków, zasugerowałbym im nawet, żeby przy kolejnej płycie pójść właśnie w tę stronę – zwiększyć nacisk na instrumenty klawiszowe czy typowe elektroniczne gadżety jak proce i samplery. Oczywiście bez przesady i z umiarem, jako ubarwiacze i wariacje, bo to na pewno urozmaiciłoby w pewnym sensie surowizny, jakimi raczą nas Finowie. Ale utwory tu bynajmniej nie przynudzają, nie stają się też monotonne. Na „Malicious Mind” żadna fraza nie powtarza się choćby jeden raz za dużo. A prawdziwym atutem na tej płycie (prócz gitar, basu i perki oczywiście) są wokale Jussi Lachtinena. Złośliwi powiedzieliby, że nasłuchał się amerykańskich kapel i kopiuje manierę, ale tak naprawdę nie ma się czego czepić – gość nie wypada z roli ani przez chwilę, śpiewa z emfazą, warsztat ma „całkiem-całkiem”, a i angielski takoż. Jest czysto, równo i ostro, tak jak być powinno, może trochę za dużo w tym rap-wersów przypominających szwedzki CLAWFINGER („Reason for my rage”), francuski OUT (Meth), amerykański DISTURBED („Sickness”) czy totalne przegięcie, jakim jest „Artificial Eminence”, który momentami jest kopią „Good God” z drugiego longa KORN. Prawdziwą, największą i ostateczną wartością dodaną tych wokali są jednak refreny: każdy doskonale inny od poprzedniego i każdy (a mamy ich 11) wyrywa z butów! Momentami zahaczają o growl czy schizofreniczne „slipknotowanie”, ale jednak więcej w tym rapów-capów niż darcia japy, czego oczekujemy od wokalisty przy tak skonstruowanych aranżacjach. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, dlatego też – biorąc pod uwagę, że takie było założenie całego projektu – wyszło to naprawdę dobrze i nie można powiedzieć, że chłopcy z GODLIKE odstawiają fuszerkę, czy idą na łatwiznę. Najwyraźniej ten projekt jest dla nich dobrą zabawą, a nie kolejnym sztucznym tworem dla małolatów, w celu wyszarpania siana w kolejnej niszy i tak już skomercjalizowanego muzycznego rynku. Podsumowując ich zapewne ciężko wykonaną pracę, trzeba przyznać, że lepsze jest szczere i energetyczne grzanie, niż mizerne projekty tworzone w zaciszu gabinetów wielkich managementów. Założę się jednak, że po kilku browarach na jakimś letnim festiwalu na pewno niejednemu zatwardziałemu metalowcowi nóżka sama zaczęłaby chodzić w rytm ich muzyki. Jedynie długie włosy i koszulka z napisem nie do rozczytania nie pozwoliłaby mu wskoczyć w młyn pod sceną. Bo z GODLIKE jest trochę jak ze zgrabną i piękną dziewczyną, która niestety ma wąsa. Niby można by ją „przesłuchać”, ale bez całowania. A więc słuchać płyty „Malicious Mind”, nie marudzić! [Herr B. & Hadrian Czyszustki]

Godlike, www.godlike.fi, www.myspace.com/thegodlikeband
Inverse Rec., Asemakatu 11 A, FI-40100 Jyvaskyla, Finland; info@inverse.fi; www.inverse.fi