GREEN DAY Uno…Dos…Tre!

Trzy krążki w cztery… miesiące? Na pozór niewykonalne zadanie, dla GREEN DAY okazało się być niezwykle proste. Jak zapewnił Billie Joe Armstrong – zespół przechodzi najbardziej płodny okres w karierze, a w trakcie sesji nagraniowej powstało tyle kompozycji, że nie zmieściłyby się one na jednym albumie – nawet dwupłytowym. Stąd pomysł na trylogię – „¡Uno!”, „¡Dos!” oraz „¡Tre!” wydawanej od września do początku grudnia. Aby nie rozwodzić się nad każdą płyt z osobna, postanowiłem zebrać je w całość (jak zresztą zrobiła wytwórnia, wydając piękny box) i przedstawić jedną, całosciową recenzję tego materiału. Jestem fanem GREEN DAY od 2004 roku, ściślej – od wydania genialnej płyty „American Idiot”. Amerykanie zwrócili wtedy moją uwagę, sięgnąłem po ich wcześniejsze płyty i z zaciekawieniem przyglądałem się ich kolejnym dokonaniom. „21st Century Breakdown” wydany przed trzema laty trochę mnie zawiódł. Niby wszystko było w porządku, ale muzycy chyba nie do końca wiedzieli w którą stronę chcą iść. Stąd bardzo różnorodny krążek – z tym, że owa różnorodność ma w tym wypadku bardzo negatywny wydźwięk. Minęło trochę czasu, muzycy okrzepli i prawdopodobnie zrobili sobie rachunek sumienia. I zaproponowali coś niezwykłego, totalnie bezkompromisowego i (wiem, że narażę się die-hardom i punkowym old-schoolowcom) najlepszego w karierze! 37 kompozycji o łącznym czasie trwania dwóch godzin i ośmiu minut – masa muzyki. Każda z nich nieco się różni, dzięki czemu nie sposób się nudzić w trakcie całościowego odsłuchu – ponadto, nie ma potrzeby słuchania wszystkich krążków na raz, aby poczuć ich magię. Zapomnijcie o oldskulowym graniu, opartym na trzech akordach. GREEN DAY podąża ścieżką wyznaczoną przez „American Idiot” – jest przebojowo, ale konkretnie! Najwięcej skojarzeń ze wspomnianym albumem koncepcyjnym przynosi pierwsza część nowej trylogii – „¡Uno!”. Wystarczy posłuchać takich numerów, jak „Carpe Diem”, „Fell For You” czy „Rusty James” aby zrozumieć o czym mówię. Ponadto, GREEN DAY flirtuje z funk rockiem – „Kill The DJ” i bardziej prostym, amerykańskim graniem w stylu SOCIAL DISTORTION – „Loss Of Control”. Drugi krążek, „¡Dos!” zaczyna się w prawdziwie bluesowy/kowbojski sposób. Introdukcja „See You Tonight”, płynnie przechodzi w przebój „Fuck Time” oparty na bluesowych schematach! Tego w GREEN DAY nie było. Generalnie, drugi krażęk to prawdziwa kopalnia przebojów z „Lazy Bones”, jawiącym się jako jeden z największych hitów w historii grupy! Kolejny mariaż z innymi gatunkami muzycznymi to chociażby „Stray Heart” czy „Nightlife”. Przepiękne utwory. Trzeci krążek, logicznie zatytułowany „¡Tre!” rozpoczyna łapiąca za serce ballada o wymownym tytule „Brutal Love”, idealna na tańce-przytulańce. To zwiastun charakteru krążka. Kończąca trylogię płyta jest bardziej spokojna od pozostałych. To zbiór wspaniałych PIOSENEK, z których właściwie każda mogłaby być puszczona w radiu jako singiel, promujący te trzy płyty. GREEN DAY przyspiesza tylko na moment, pod koniec płyty – energicznym „Dirty Rotten Bastards”. Płytę kończy zaś kolejna, przepiękna ballada, zatytułowana „The Forgotten”. Ach te smyczki! Dali czadu. Trójka muzyków, a tyle dobrego. Podobnie jak w przypadku „21st Century Breakdown” mamy do czynienia z jedną (trzema!) z najbardziej różnorodnych płytą (płytami!) w historii zespołu. Z tą różnicą, że w przypadku „¡Uno, Dos, Tre!” to jeden, wielki atut. Utwory podzielone są na typowe, punkowe wymiatacze, bardziej przebojowe utwory i typowe piosenki dla szerszego grona odbiorców. Generalnie, trylogia bardzo przypomina mi opus magnum RED HOT CHILI PEPPERS – „Stadium Arcadium”. Krążek, który również był efektem wielkiej, artystycznej płodności muzyków. A, jak wspomniałem, GREEN DAY od czasu do czasu flirtuje z funkiem! To chyba kolejny, niepodważalny plus. Nie będę chwalił przejrzystości brzmienia, bo obraziłbym dwudziestopięcioletni zespół. Jest pięknie, a ja zakochałem się w GREEN DAY od nowa. Nawet bardziej niż po „American Idiot”. Czapki z głów i… do sklepu marsz! Polecam! [Tomasz Kulig]

Green Day, http://www.greenday.com/

 

Warner Music, http://www.wmg.com/