GREY SEASON Septem ’14

CD 2014 (Noizgate Records)
Ocena: 3,5/6
Gatunek: metal progresywny, core metal

Zastanawiam się w tej chwili co strzeliło tym młodym Niemcom do łba by łączyć progresywny metal z corem i podobnymi klimatami. Ja pieprzę, wyobrażacie sobie taki miks powiedzmy AMORPHIS i SOULFLAY? Dla mnie to paranoja jakaś, chociaż przyznać trzeba, że w tym szaleństwie jest metoda bo materiał GREY SEASON ma takie momenty że dupę urywa. Ma też takie że nic nie urywa ale to chyba tak dla równowagi.

Zaczyna się ten debiutancki krążek intrem, które zaostrza apetyt na progresywną ucztę a tu ni hu hu, ładuje się jakiś core średnich lotów i rozpierdala cały klimat w pizdu. Ludzie, tak nie wolno robić, nie wolno tak się znęcać nad słuchaczami. Poza tym kto był taki mądry i porobił przerwy pomiędzy utworami płynnie przechodzącymi jeden w drugi? Ale mniejsza o to. Jak już wspomniałem, jest to debiutancka płyta młodego zespołu z Niemiec, który wymyślił sobie, że będzie eksperymentował łącząc w swojej muzyce różne przedziwne gatunki metalu. Pomysł zupełnie z dupy, dla mnie niezrozumiały, bo ludzie umiejętności mają niezłe, udowadniają to raz po raz na „Septem” a jednak coś nagle im odwala i ładują ten bezsensowny core jak szklane paciorki pomiędzy perły. Bo powiem wam, że momenty progresywne są zajebiste, świetny wokal, bogate i przestrzenne zarazem aranżacje, świetnie wkomponowane hammondy i inne dodatkowe dźwięki czasem lekko jazzujące, solówki a jakże na poziomie i gdzieniegdzie growl przy tym ma się jako tako, ale jak już wejdą w te core’owe partie to szczena opada, ani to ciekawe ani pasujące do progresji specjalnie, kupa wrzasków i po tysiąckroć wałkowanych tych samych riffów. Ja to nawet rozumiem, jest pięciu gości, każdy ma głowę pełną pomysłów, każdy ma swoje ulubione gatunki muzyczne do których chciałby dążyć, w których chciałby się spełnić, ale wybierzcie sobie drogę bardziej konkretną. Ja widzę ten zespół w 100% w progresji. Ta część ich twórczości wymiata, mają tu doskonałe wyczucie dźwięku, klimatu i dawkowania emocji. Core wychodzi im poprawnie, średnio, tuzinkowo. Błażej ma ciekawy naturalny wokal ale scream jest już taki jak masa mu podobnych, więc po co się wbijać w tłum skoro ma się atuty czyniące zespół rozpoznawalnym. Nie mówię tu by rezygnować całkiem z tego czy owego bo i domieszka core’a czy nu metalu w GREAY SEASON w rozsądnej ilości nie jest zła, czego przykładem jest ostatni, nieco ukryty kawałek „P.A.F”, ale już taki „Behold A Pale Horse” na ten przykład, w którym od wokali bolą zęby a gitary zawodzą jedno i to samo do znudzenia to jakaś pomyłka, choć muszę tu przyznać, że wstawka niczym z DEVIL DOLL w tym kawałku przyprawia o ciarki. Ale właśnie to jest generalny problem tej płyty – jest sporo fragmentów przynoszących dreszcze ale też takich, że bolą zęby. Moja ocena jest kompromisem pomiędzy tą jaką dałbym osobno za progresywne granie a tą, którą dałbym za resztę. Mam nadzieję, że dwójka GREAY SEASON będzie już całkiem progresywna i wtedy odszczekam te wszystkie kalumnie, które rzuciłem na temat muzyki zawartej na „Septem” [Paweł]

Grey Season; www.grey-season.de, www.facebook.com/greyseasonmetal, www.youtube.com/user/W01010

Noizgate Records; c/o Nuvinci GmbH, Sudbrackstraße 17, D-33611 Bielefeld, www.noizgate.com, info@noizgate.com