GRIMNESS Ashes Of A Black Cult `12

CD `12 (No Colours Rec.)
Ocena: 4/6
Gatunek: black

Dawno nie miałem okazji zmierzyć się z autentycznym, atawistycznym black metalem, który pewnie z łatwością mógłby wpisać się w nurt „trv blacku”. GRIMNESS zachęcił mnie do przesłuchania płyty „Ashes of a Black Cult” okładką kojarzącą się z najbardziej diabelską rzeczą na świecie – Diablo II. To oczywiście ironiczne porównanie i mam nadzieję, że wywołujące także (przynajmniej) grymas uśmiechu – teraz będzie już tylko rozpacz, znój i śmierć. Zaczynając od tyłu – otworzyłem książeczkę i GRIMNESS z miejsca zarobił kolejnego plusa. Książeczka bowiem nie wygląda jak fotoalbum z komunii czy sesji gay-party, ani też pokaz zdjęciowy zespołowego friendzone’a, co ostatnio kilkakrotnie miałem nieprzyjemność ujrzeć wewnątrz książeczek kapel hardcorowych czy melodic deathowych z USA. Nie ma też pozdrowień, a zamiast tego mamy dużo lepszą i bardziej nastrojową, ale krótką inwokacje do fanów opętanych kultem śmierci. Na dołączonych stronach mamy czysty przejaw neandertalskiej brutalności, czyli po prostu mroczne tło, ramka i ledwie widoczni, umierający panowie na ostatniej stronie. Czyli sensu stricto, tak jak powinna wyglądać od strony graficznej płyta zespołu black metalowego. A treść? Jako że GRIMNESS to węgierski zespół, to nie będę szukał porównania i doradzał: „fanom XXX polecam ZZZ, bo YYY gra podobnie” – i posunę się nawet dalej, bowiem black metal ist immer krieg, a nie „panie, posłuchaj pan nowego longpleja Pony Tails, bo grają podobnie do Eyefuckgod”. Tu nie ma porównania, tu jest wojna. Tytułowy pierwszy „Ashes of a Black Cult” ma chyba za zadanie zwiastować nadchodzący sztorm, a szkoda – bo jest wszakże utworem tytułowym. Dopiero nr. 2, „Fekete Idegen Szféra”, wkręca w glebę i można go nazwać czystą kwintesencją tej płyty, która stoi właśnie tym utworem. Blackowy brud jest tu wymieszany z bestialską pracą gitar, ale jednocześnie chwytliwą melodyjnością. Taka piosenka pozostaje na długo w pamięci i prosi się sama o zapuszczenie jej w lochach jeszcze wiele razy. Zresztą album GRIMNESS ma to do siebie, że „niesie” słuchacza do przodu i zarazem przybliża go do ponownego odsłuchu. To pewnie wynika z faktu, że jest to muzyka bezkompromisowa, o prostym jak cep przekazie – nie ma tu zawiłości i mizdrzenia się do słuchacza. Jest za to spory wpływ depressive black metalu i skowyt, który nie przypomina ani angielskiego, ani węgierskiego – ale przypomina szwedzki, więc to kolejny plus do mrocznego zestawu. Depressive’u można skosztować w szczególności w ostatnim utworze „Sodomy”. Podsumowując, płyta „Ashes of a Black Cult” GRIMNESS to całkiem świeży kawałek, zgniłego black metalu spod znaku starej szkoły – naprawdę warto sięgnąć po ten krążek, by przypomnieć sobie np. dzieciństwo. [Vexev]

 

No Colours Rec., Postfach 1119, 04767 Mugeln, Germany; info@no-colours-records.de; www.no-colours-records.de