GUARDIANS OF TIME A Beautiful Atrocity `11

„A Beautiful Atrocity” to pełnowymiarowy album norweskiej grupy GUARDIANS OF TIME, powstałej w 1997 roku w miejscowości Kristiansand. Wbrew wszelkim stereotypom, wydawnictwo to nie jest hołdem w stronę black metalowego dziedzictwa, a podróżą poprzez melodie oraz riffy kojarzone powszechnie z heavy czy power metalem. „A Beautiful Atrocity” opiewa na pięćdziesiąt minut muzyki. Czy odstępstwo od klasycznego dla położenia geograficznego nurtu muzycznego dobrze wpłynęło na twórczość Norwegów? Trzeba przyznać, że płyta brzmi całkiem solidnie, jednak nie należy spodziewać się po niej przesadnych fajerwerków. Dwanaście kompozycji (nie licząc bonus tracka „The Man”) przemija dosyć szybko i dosyć… obojętnie. Znalezienie jakiegoś punktu kulminacyjnego na albumie „A Beautiful Atrocity”, czy też kawałka, przy którym głowa samoistnie zaczynałaby bujać się raz na lewo, raz na prawo, nie jest rzeczą prostą, zważywszy na duże podobieństwo kompozycji. Oczywiście nie oznacza to, iż na tej płycie nie uświadczymy ciekawych momentów, całkiem dobrych solówek gitarowych, czy bardziej lub mniej przebojowych riffów. W ogólnym rozrachunku jednak wyżej wymienione cechy występują w mniejszości i zawierają się w terminie „dobre momenty”. Album rozpoczyna się intrem („The Beginning of the End”), w którym jesteśmy świadkami więziennej sceny. Zabieg ten jest całkiem ciekawy, a szczegóły z nim związane pozostawiam do interpretacji dociekliwym. Następnie stopniowo pojawia się główna „zawartość” wydawnictwa. Mocne riffy, chwytliwe melodie, czysty śpiew Bernta Fjellestada, przeplatany czasem growlem, oraz szybkie solówki to znaki firmowe „A Beautiful Atrocity”. Na albumie tym tradycyjne podejście do heavy metalowego rzemiosła spotyka się z odrobiną nowoczesności. I tak, dla przykładu, w utworze „Monster” bardzo chwytliwa melodia wokalna, którą wspomagają długie rozłożone akordy gitarowe oraz subtelny klawiszowy/elektroniczny podkład, kontrastuje z growlem oraz agresywnym riffem zagranym techniką tremolo przy akompaniamencie gęstej linii perkusyjnej. Tak jak wspomniałem, wokalnie mamy do czynienia głównie z czystym śpiewem, jednak Bernt Fjellestad pokazuje miejscami, iż zaryczeć też potrafi. Ponadto gdzieniegdzie stosuje on technikę overdubbingu (np. „Altered In Red”). Wokalista, ogólnie mówiąc, daje radę i pozostawia po sobie dosyć dobre wrażenie. Gitary, niby zakotwiczone w tradycji, często wychodzą poza utarte schematy. Mam jednak wrażenie, że nie zawsze połączenia te są w pełni przemyślane. Za to zdecydowanie warto docenić solówki, często odgrywane w sposób wirtuozowski. Rytmicznie perkusista stara się nawiązywać do nowych power metalowych trendów, co wychodzi tej płycie na dobre. Tam gdzie motyw jest bardziej agresywny, śmiało rozdrabnia wartości, a tam gdzie występuje trochę większa przestrzeń, zwalnia, a czasami pojawiają się i nieregularne akcenty. Zabiegi te można usłyszeć chociażby w balladowym utworze „Sleep Eternal”. Album Norwegów obfituje też w różne sample. Mówiąc szczerze, nie jest to dla mnie jakiś bardzo istotny aspekt i przy okazji tej płyty niewiele wnosi do zawartości muzycznej, może poza pewnym wprowadzeniem w kontekst (dokończenie historii z pierwszego utworu następuje w ostatnim kawałku), co jest przecież truizmem. Jeśli miałbym wybrać moim zdaniem najlepszy utwór z „A Beautiful Atrocity”, postawiłbym na bonusowy „The Man”, przy którym widnieje adnotacja: „The Man is a real old school Heavy Metal song in tribute to bands like Led Zeppelin. It has nothing to do with the rest of the music and is therefore considered a bonus track.” Cóż, uważam, iż panowie z GUARDIANS OF TIME powinni przemyśleć nagranie płyty w stylu „The Man”, bo utwór ten jest po prostu bardziej autentyczny niż większość kawałków z „A Beautiful Atrocity”. Jeśli chodzi zaś o typową zawartość albumu, wybrałbym „I, Sinner”. Słucha się tego utworu po prostu przyjemnie, a wszelkie proporcje zostały nań dobrze wyważone. Największą bolączką „A Beautiful Atrocity” jest fakt, iż po przesłuchaniu płyty mamy wrażenie, że gdzieś już to słyszeliśmy. Zespół nie odcisnął swojego piętna na muzyce. Dostajemy tylko solidnie opracowane utwory, którym brak oryginalności i nieszablonowego podejścia. Tym niemniej uważam, że fani powerowych brzmień powinni być względnie zadowoleni z tego materiału. Lecz zdecydowanie nie można nastawiać się w tym wypadku na jakieś przełomowe wydawnictwo. Kotlet nawet smaczny, ale odgrzany. [Adam Dzwonnik]

Guardians Of Time, mail@guardiansoftime.no; www.guardiansoftime.no, www.myspace.com/guardiansoftime
Mayhem Music, www.mayhem-music.com