HANDFUL OF HATE To Perdition `13

digiCD `13 (Code666)
Ocena: 3/6
Gatunek: black metal

Ostatnio bywam lekko rozdrażniony. Gorzej sypiam, często się irytuję. Zauważyłem też problemy z koncentracją. Chyba przedawkowałem ekstremalny black metal. Zaskakująca to konstatacja, zważywszy, że mocno posiekana muzyka w ten sposób na mnie wcześniej nie oddziaływała… Ba! Kiedyś lubiłem nawet zasypiać przy jakiejś młockarni na słuchawkach… HANDFUL OF HATE jeży mi jednak włosy na grzbiecie, a bywa – co też nigdy się nie zdarzyło – że nie mam zwyczajnie ochoty wkładać sobie głowy do tej młockarni. Na „To Perdition” muzyka bowiem bardzo często przegrywa z jej szalonym tempem. HANDFUL OF HATE uczestniczą w jakimś – niezrozumiałym dla mnie do końca – wyścigu o miano najszybszej perki świata. Ciężko przyrównać tempa dominujące na tym albumie do czegokolwiek: seria z kałasznikowa wydaje się przy tym ślamazarna. Podobne doznania zapewnia mi moja ogrodowa kosiarka oraz elektryczny młynek żony. Odpowiedzialny za bębnienie w HANDFUL OF HATE jest nijaki Aeternus. Energia, widać, rozpiera tego człowieka, bo prócz HANDFUL OF HATE od kilku lat użycza on swojej szybkiej ręki i nogi również w sześciu innych włoskich składach (m.in. LORD VAMPYR i MASSEMORD). Gitary mamy tu zaś dwie, ale dość często dublują one swoje partie. Dodatkowo dublują one też swoje brzmienie i strojenie, co powoduje, że są doskonale nierozróżnialne, a potencjał dwóch wioseł jest tu praktycznie niewykorzystany. Jest to jedna z tych sytuacji, w których zawrotne tempo perki mocno ograniczyło możliwości gitarowej ekspresji. O istnieniu basu na tej płycie upewniłem się zaś czytając skład zespołu. Proszę zapomnieć też o jakimkolwiek budowaniu na „To Perdition” atmosfery, niepokoju czy napięcia! Muzycy stanęli tu raczej w wyścigu! Czasem zaś tempa nabijane przez Aeternusa wydają się na tyle niewiarygodne (np. same końcówki utworów „Ex Abrupto” i „Damnatio Ad Bestias”), iż odnoszę wrażenie, iż ktoś zwyczajnie – w studiu, „gałeczką” – podkręcił „obroty” garów. To tylko nie podparta dowodami hipoteza, ale jeśli tak było w rzeczywistości, to jest to szwindel! Wtedy właśnie HANDFUL OF HATE wchodzą w hiperprzestrzeń! Podkreślę jeszcze raz moje w pełni subiektywne (!) zdanie: nie ma w tej muzyce krzty Piekła, nie ma jego niepokojących odgłosów, pogłosów, cierpiętniczych jęków i podobnych (bo nie starczyło na nie czasu!?). A dla mnie jest to pewna „obowiązkowa” konwencja black metalu, czasami sztampa, czasami w pełni świadomy środek wyrazu, który – użyty z wyczuciem – potrafi zbudować nastrój dużo lepiej niż silnik Wankla. Szatan, który na swym diabelskim rydwanie próbował dogonić HANDFUL OF HATE (by dograć swoje partie) siłą przyspieszenia, jeszcze mocniej wbił się w fotel (vide okładka) i stwierdził, że więcej piekielnej mocy ma w sobie twórczość MIKE’a PATTONa, FRANKa ZAPPY, NICKa CAVE’a czy TOMa WAITSa nawet! Zrezygnowany szarpnął więc za lejce i wstrzymał swój piekielny rydwan. Zmył makijaż, podrapał się po dupie i przy „kojących” dźwiękach nowego BLACK SABBATH zawrócił na Ziemie, by wodzić nas na pokuszenie. Amen. [Herr B.]

 

Handful Of Hate, www.handfulofhate.com, www.facebook.com/handfulofhateofficial

Code666 Rec., www.code666.net