HARM Demonic Alliance `11

digiCD+DVD `11 (Battlegod Prod.)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: thrash metal

 „Thrashowy HARM z Norwegii powraca” – głosi wytwórnia Battlegod. Ale kto zna tę nazwę?!:-) Zespół powstał w 1997 roku, ale ma skromną dyskografię i chyba niczym nie zasłynął. Wczesne lata działalności bezowocne, dopiero w 2004 pierwsze demo. Dwa lata później płytowy debiut o tytule „Devil” i dopiero w 2011 drugi album pt. „Demonic Alliance”. Został on wydany jako digipack z CD i DVD, z grubą książeczką – kolekcjonerzy będą kontent. Czas wprawić krążek w ruch… Wpierw po uszach uderza, jak się wydaje, nienajlepsze brzmienie. Ale w parę minut można się do niego przyzwyczaić. Po prostu jest surowe, ale też nie za gęste, więc bez problemu można usłyszeć np. partie basu, instrumentu często spychanego w tło. Podobnie perkusja. Każde uderzenie stopy czy w werbel jest bardzo wyraźne. W ogóle sekcja i rytm odgrywa w twórczości HARM rolę przewodnią. Poza tym muzyka jak najbardziej jest dynamiczna, a nawet chwytliwa, miewa ten nowoczesny groove, często spotykany u obecnie grających młodych kapel thrashowych i nie tylko. Niektóre utwory to mocna łupanina, dla odmiany w pierwotnym stylu, jednak większość z nich w znacznym stopniu bazuje na melodii. Dzięki temu muzyka HARM wydaje się nawet wyjątkowo… lekka i w sumie słucha się jej przyjemnie. Album „Demonic Alliance” to historia przedstawiona na okładce wydawnictwa i w utworze „Demon”, który jest makabryczną opowieścią o torturowaniu kobiety, czego odgłosy słychać zresztą w tym numerze, a także widać, bo powstał do niego teledysk. Płyta DVD zawiera dwie wersje klipu (pełną i „ocenzurowaną”) oraz inne drobiazgi multimedialne. Pierwsza wersja jest ze „scenami” w stylu „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, które niestety są krótkie i kiepskie, a druga tylko z grającymi muzykami. Dalej mamy filmiki w stylu „the making of…” i jakieś duperele z udziałem zespołu. Jest tam dupa, rzyganie, całowanie, wygłupne śpiewy. Nie wiem, po co to komu; jak zawsze tego typu amatorskie kamerowanie tylko kompromituje członków kapeli… W sumie ta dodatkowa płyta to taka popierdółka. Podsumowując jednak samą wartość muzyczną albumu „Demonic Alliance”, to broni się on. Posłuchać go może każdy, choć na pewno thrashersi ocenią go wyżej niż fani innych gatunków. HARM to zespół sprawny technicznie, podoba mi się w nim wyrazista gra basisty i perkusisty. Płyta jest spójna stylistycznie, a równocześnie nie nudzi, bo utwory wcale nie są „na jedno kopyto”. Łączą w sobie stare i nowe wzorce, są całkiem sensownie pomyślane. Krążek „Demonic Alliance” nadaje się do słuchania wiele razy, a przynajmniej im dłużej ja z nim obcuję, tym lepsze zdanie mam o nim:-). [Kasia]

Harm, www.myspace.com/harmmetal

Battlegod Prod., P.O.Box 532, Kingsgrove NSW, 2208, Australia; battgod@hug.com.au; www.battlegod-productions.com, www.myspace.com/battlegodproductions