HATE, VIOLENT STRIKE, DISARM, ADDICTION – 16.12.2011, Wrocław

2011.12.16_hateHATE, VIOLENT STRIKE, DISARM,
ADDICTION

16.12.2011, Wrocław, „Kultowa”

16 grudnia 2011 miałem przyjemność uczestniczyć w imprezie totalnej. Klub „Kultowa” to piwnica muzyczno-artystyczna, z wieloma pomieszczeniami, miłym personelem i jak nazwa wskazuje „Kultowym” klimatem. Na ścianach znajdują się zdjęcia KULTu i Kazika, cytaty z piosenek i inne tematyczne ozdoby. Tym razem mieliśmy jednak do czynienia z artystami cięższego kalibru.

Organizatorem koncertu było Wrocławskie Stowarzyszenie Sympatyków Muzyki Metalowej, czyli inicjatywa wrocławskich muzyków, których to przedstawicieli usłyszeliśmy i zobaczyliśmy tego wieczoru.

Pierwszy zespół, jaki było dane mi zobaczyć, to DISARM. Chłopaki do nowicjuszy nie należą i zapodali naprawdę fajną, niezłą technicznie death-metalówkę. Był klimat, były zapowiedzi i inne niezłe gadki ze sceny, było kultowo. Chłopaki zapowiadali nową płytę, więc warto poczekać i posłuchać.

Po dłuższej przerwie technicznej zainstalowali się kolejni wrocławscy, tym razem thrashowi, załoganci – Panie i Panowie: VIOLENT STRIKE. Widziałem ich pierwszy raz, ale przymierzałem się już wcześniej, bowiem część muzyków pochodzi z pamiętnego SAPROS. Liderem grupy jest basista, dzielnie asystują mu dwaj śpiewający gitarzyści, składu dopełnia równy drummer. Razem zapewnili naprawdę miłą przejażdżkę, zakończoną coverami, które rozwaliły: SLAYER i SEPULTURA.

W międzyczasie pojawiły się newsy, że to nie STOS, a HATE zagra przedostatni. Przyjęliśmy to na klatę i… nastąpiło dłuuuuuuuuugieee oczekiwanie. Niemniej warto było. Odnowione oblicze HATE to nader sprawna machina koncertowa. Chłopaki łoją black, że aż miło. Zrezygnowali troszkę z symfonicznych ozdobników i… wyszło im to na dobre. Mocno i do przodu, ale też z pewną finezją. Naprawdę dobry set. Tego co się działo pod sceną, żadne słowa nie oddadzą. Kto był – ten wie, kto nie – niech żałuje. Zagrali długo i na temat. W związku z tym, że STOS nie wykazywał gotowości do grania, HATE wydłużał i wydłużał te swoje mroczne show.

STOS w końcu nie zagrał, bo podobno muzycy przedłożyli obowiązki zawodowe, ponad koncertowe i zawinęli się o północy…  Ja zwinąłem się około 1-szej, a morze potu i dźwięków tam wylanych nie należało do małych…

Jedno wiem na pewno, chętnie wybiorę się do „Kultowej” na kolejny koncert…

[Yan-us]