HATETYLER Vidia `14

CD `14 (SG Rec.)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: metal / hardcore

Formację HATETYLER z pewnym przymrużeniem oka można nazwać „koszmarem recenzenta”. W ich muzyce zawartych jest bowiem tyle gatunków i stylów (zacytuję z wkładki: „metalcore, groove, death, thrash and progressive” plus elektronika, sample, loopy i klawisze), że próba zwięzłego opisania drugiego albumu Włochów, „Vidia”, początkowo powodowała we mnie pewien dyskomfort. Do tego jest to płyta oparta na nieustającej „muzycznej antynomii”, gdzie agresywne (a może raczej wściekłe!) frazy przekładane są rockowym liryzmem… I tak mamy tu trzech gardłowych i jeszcze więcej rodzajów oraz stylów wokalnej ekspresji. Często na przykład hardcorowy growl śpiewa tu na dwa głosy (na zmianę dośpiewując wzajemnie partie w jednej zwrotce bądź refrenie) z lirycznym, rockowym śpiewem w rodzaju Brandona Boyda z INCUBUS i jemu podobnych. A ten właśnie zabieg prowadzi słuchacza prostą drogą do pewnej emocjonalnej schizofrenii. I nie chodzi mi tu nawet o – pożądaną w zasadzie – „huśtawkę nastrojów”, ale o to, iż owa wściekłość i liryzm (a w sferze emocjonalnej może raczej „słabość”) istnieją w tej muzyce jakoby jednocześnie (!) i na tych samych prawach, przeplatając się w jednej strofie. Na tych wokalnych zabiegach bynajmniej nie kończy się „muzyczna schizofrenia”. Muzycy HATETYLER jakby programowo postawili na mnogość wpływów i szalone aranże: chyba z założenia ma być „na bogato”. Ja osobiście zakochałem się w gitarach na tym albumie. Mamy tu dwóch gitarzystów: Marco Pastorino (lead guitar & vocals) – kiedyś m.in. BEJELIT oraz Federico Maraucci (lead guitar & backing vocal) – rocznik 1992, którzy na wyścigi wydobywają ze swoich instrumentów nieprzeciętne riffy! I chyba nikogo tu nie przejmuje fakt, że jakiś riff miałby nie pasować do hardckrowego rusztowania (że za bardzo heavy, za bardzo rockowy, thrashowy, zalatujący blackiem, zbyt „słodki”?). W tej eklektycznej muzyce zmieści się bardzo dużo! Z największą lubością mógłbym słuchać tych riffów i solówek obdartych z (nadmiernej ilości?) wokaliz i w jakiejkolwiek stylistyce! Są pokombinowane, niebanalne – dobre same w sobie! A jest na „Vidia” jeszcze trochę porządnych gatunkowo klawiszy (i to nie zawsze w podkładach) oraz pewna ilość elektroniki w postaci sampli i loopów, również niebanalnych i (co dla mnie ważne) dorzuconych z wyczuciem i w umiarze. W pewnym sensie jest tu więc coś… dla każdego. I tutaj zacząłem zastanawiać się, dla kogo jest ten album. Bo jak mówi – niepozbawione do końca sensu – angielskie przysłowie: „jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”… I tak nie sięgnie po „Vidię” fan rocka – bo za ostra, a fan metalu może się poważnie zrazić przez te łagodne voxy. Ja też uważam, że nie obyło się tu bez wpadek: „Listen To My Tragedy” to na przykład niezamierzenie (?) radosna piosenka o osobistej tragedii (a taki numer – za to całkiem zamierzenie – przeszedł moim zdaniem tylko raz, mistrzowi nazwiskiem Claypool na ostatniej płycie PRYMUSa), a „Make Me Stronger” to mdła rockowa balladka i nic ponad to. Poza tym jednak jest więcej niż nieźle! Bo HATETYLER jest trochę jak Mieszanka Wedlowska, z której jedni odłożyliby cukierki z galaretką, a inni te z orzechami. I konia z rzędem temu, co zje wszystko bez mlaśnięcia i nie zrobi mu się mdło! Powodzenia! [Herr B.]

Hate Tyler, www.facebook.com/hatetyler
SG Rec., Via G. Rossini, 48 – 62015, Monte San Giusto (MC), Italy; www.sgrecords.it