HELLESS – Manifest niepokory

Less-reka2

Właściwie wywiad ten zrobiłem już bardzo dawno. Pierwotnie miał być do kolejnego papierowego wydania Atmospheric’a, ale że wyszło jak wyszło i #19 nie zdołał się narodzić, zatem należy oddać honor zespołowi i mimo wszystko zamieścić na łamach nawet z tak sporym opóźnieniem. Rozmowa jest ze stycznia 2015, na pytania odpowiadał  Less Paul – wokalista HELLESS.

  Zdarzy się, że walnie ktoś pięścią w stół dość mocno, by ocucić umysły i skopać dupska zasiedziałe przed telewizorami. Zdarzy się, że ktoś zauważy ten głos i otworzy oczy. Nie jest to jednak głos dla każdego. Oto nadchodzi HELLESS.

Witaj. Pytanie, które musi paść na początek: co się stało, że zakończyłeś swoją współpracę z FANTHRASH i zdecydowałeś się założyć własny zespół HELLESS? Mało tego, obie kapele diametralnie różnią się od siebie więc HELLESS nie jest chyba dla Ciebie kontynuacją, a jakby nową ścieżką. Wydaje mi się, że zacząłeś wszystko od początku nie podpierając się przeszłością…

Hell-Ö! Tak, HELLESS to twór sięgający w nieco inne rejony muzyki, niż FANTHRASH. To związane jest z tym, co mam sobą do powiedzenia. To część mojej osobowości, dla której metal czy rock to tylko jedne z kierunków działań artystycznych; i nie mówię wyłącznie o muzyce. Komponując muzykę – sięgam nie raz daleko poza ciężkie i agresywne brzmienia. Bo uwielbiam realizować się w różnych formach ekspresji, ale tylko, gdy uznam to za ważne, ciekawe i wartościowe. Wyznaję zasadę, aby nie oglądać się za siebie. To jednak koncentracja na tym, co przede mną, a nie wypieranie się tego, co było. Był FANTHRASH ze swoim stylem i klimatem? To teraz będzie nowe, coś o innym spojrzeniu. Stworzyłem więc hordę o świeżej, lecz także mocno agresywnej stylistyce. Kiedyś być może poszedłbym tym samym torem, czyli w thrash lub w death. Teraz jednak, kiedy moja świadomość rozkwita, czuję potrzebę poszerzania spektrum działań twórczych; i tak się dzieje od kilku dobrych lat. Monotonnym i ograniczającym byłoby osiąść w tym samym obszarze gatunkowym. Dlatego HELLESS to było to! W FANTHRASH, pomimo świetnej ekipy, znakomitej muzyki, super recenzji na całym świecie czy wielu udanych koncertów – działo się trochę mało, jak na moje oczekiwania. A mnie nosi potrzeba twórczej kreacji. Do tego doszły kwestie logistyki, która w pewnej chwili stała się nieproporcjonalnie dominująca w stosunku do aktywności koncertowej; choć wcześniej widziałem to w innym świetle. Bo mieszkam w Policach (to jest to miasto, koło którego leży Szczecin), natomiast FANTHRASH działa w Lublinie. Co prawda nie jeździłem na próby, ale na koncerty czy wielodniowe sesje nagraniowe, oczywiście tak; i każdy wyjazd mnie cieszył. Rozstaliśmy się w pełnej zgodzie po świetnym koncercie w elbląskiej Mjazzdze (wraz z MANSLAUGHTER i TRAUMĄ), chyba w maju 2013. Rok potem zostałem poproszony o zastępstwo wokalne na sztukę przed THY DISEASE w Lublinie. Choć pojechałem chętnie, i choć nie zagraliśmy od poprzedniego gigu ani jednej, wspólnej próby, to weszliśmy na scenę i zrobiliśmy swoje, jak wcześniej. Cieszę się, że stworzyłem z chłopakami kawałek historii, przeżyłem super sytuacje, poznałem świetnych ludzi i zagrałem z nazwami, jak VOIVOD, INCANTATION, CHRIST AGONY, TURBO czy MECH. To zostanie ze mną. Trzeba jednak iść dalej.

28

HELLESS nie wydaje mi się bandą przypadkowo zebranych kolesi próbujących swoich pierwszych kroków w tworzeniu takiej czy innej muzyki. Wasza pierwsza EPka „Wysysacze” jest bardzo dojrzałym materiałem, mocno ukierunkowanym, przemyślanym i spójnym muzycznie, tematycznie czy jak kto woli. Bardzo zaangażowane teksty nie pozwalają przejść obojętnie obok plasując Waszą twórczość blisko takich zespołów jak HUNTER czy PROLETARYAT – oni też maja przekaz, który tak dla nich jak i z pewnością dla Ciebie jest bardzo ważny.

Tworzę po to, aby ktoś mógł z tego czerpać, nie tylko przyjemność odbioru, ale i wiedzę. Uważam, że bycie twórcą, artystą, to bycie odpowiedzialnym, a jednocześnie umiejętność stworzenia czegoś, co jednego poruszy, a innemu wyda się po prostu zajebiste i powie „woow, ale czad!” Uważam, że otwarty umysł i posiadana wiedza oraz doświadczenie, to baza tego, co ma powstać. O textach, które tworzę, mówi się „zaangażowane”, a dla mnie jest to podstawowe i oczywiste spojrzenie na rzeczywistość. Jedni wpuszczają nam GMO tylnymi drzwiami, a drudzy używają podstępów, abyśmy dali się rżnąć z kasy kupując np. tony leków i traktowali to jako dobrodziejstwo naszych czasów. A potem omamiony mediami i często nieświadomy niczego, nazbyt spory odsetek społeczeństwa jest na tyle zagubiony, że nie wie, jaka jest tu jego rola. I chyba koła nie wymyślę, jak powiem, że gros tych, co w swym zagubieniu chadzają po świątyniach, byłoby skłonnych utopić „bliźniego” w łyżce benzyny.

Chyba wody?

Nie, benzyny, bo jak się nie utopisz, to żeby cię w cholerę spalić. Tak dla pewności. Gdy zakładałem formację, to fuckt: przyświecała mi myśl o pewnych rejonach stylistycznych, jak MANSON, ZOMBIE czy RAMMSTEIN. Pulsująca, prosta stylistyka. Agresywne, drapieżne granie, możliwie nowoczesne, lecz też wdzięczne w odbiorze. Kawałki miały być relatywnie nieskomplikowane w formie, ale walące prosto w maskę. Nie słuchałem i jakoś za specjalnie nie słucham tych wykonawców, ale klimaty, sound czy riffy, które odnajduję w ich kompozycjach, intrygują mnie i zwyczajnie kręcą, jako słuchacza. I choć wskazałem chłopakom ten kierunek myślenia, to nie było mowy o kopiowaniu czegokolwiek! Każdy z nas inspiruje się wystarczająco wieloma rzeczami, aby starczyło z zapasem dla naszej twórczości. Dzięki temu to, co tworzymy jest bogatsze i ciekawsze. Ale jedno to inspiracja, a efekt końcowy, to co innego, czasem zaskakującego! To wypadkowa tych naszych preferencji, które spotykają się we wspólnym, HELLESSowym tyglu. My sami jesteśmy ciekawi dokąd zaprowadzi nas praca nad tą czy inną kompozycją. Bo przecież konsekwencją w procesie tworzenia nie zawsze jest to „coś”, co słyszałeś w inspiracji. Jeśli chodzi zaś o moich rzeźników, to fucktycznie nie jest to zestaw przypadkowy. Wcześniej, wszyscy trzej, czyli Banditto, Cez i Pilot, łupali w polickiej formacji DITTOHED. Kiedyś Pilot spotkał się ze mną i przyniósł mi ich demówkę. Muzyka była mięsista, nietuzinkowa i świetnie skomponowana, co przyjemnie mnie zaskoczyło. Po jakimś czasie od tamtej rozmowy wystąpiłem na XX-leciu lubelskiego TIPSY TRAIN, gdzie – przyodziany w długi płaszcz i demoniczną stylizację – wykonałem utwór „Demon”. Mój serdeczny znajomy Tomek Maranowski podpowiedział wtedy, aby fotki wysłać do ROBA ZOMBIE, aby zobaczył jak się ludzie w Polsce bawią. Pomyślałem, że to, co zaproponowałem w moim anturażu tego wieczora, to ciekawy pomysł na nowy projekt, który w trakcie tamtej rozmowy od razu zaświtał mi w głowie. Przypomniałem sobie o DITTOHED i gdy tylko wróciłem, to zaraz umówiłem się na rozmowę z Pilotem. Po dwóch dniach Banditto przesłał mi pierwszy utwór, którego motoryka i pulsacja wystrzeliła mnie w kosmos! Dziś w dyktatorski sposób instaluję utwór na początku setlisty każdego koncertu. Ten numer to „GMOrderca”. Mówiąc oględnie: kawałek solidnie wyrywa z gaci. A wyrywa, bo mam znakomitych instrumentalistów, którzy trafili mi się, jak ślepej kurze ziarno! I oprócz Pilota nie znałem ich wcześniej personalnie. Mimo to Banditto skomponował takie riffy do GMO, i to z dnia na dzień, że jak to usłyszałem to myślałem, że mi czacha eksploduje. A była to jeszcze sucha wersja, z prostymi samplami bębnów i basu. Banditto jest świetnym gitarzystą, kompozytorem i producentem muzycznym zarazem (to on produkował naszą EPkę); Cez robi takie cuda na baniakach, że w niektórych sekwencjach muszę w skupieniu liczyć i trzymać się konstrukcji, aby się nie zgubić i niezmiennie jestem w stałym szoku; no i Pilot, który instrumentalnie jest naprawdę dobry, a przy okazji jest niezłym showmanem. Można więc powiedzieć, że jestem szczęściarzem! Wspomniałeś o PROLETARYACIE i HUNTERZE… Zdarza się, że słyszymy czy czytamy odniesienia do jakichś konkretnych wykonawców. Zaskakujące i ciekawe jest, gdy ktoś zauważy ducha MANSONA czy ZOMBIEGO, bo to znaczy, że inicjacja w pewien sposób się realizuje. Ale zauważają też KATa, SWEET NOISE czy ILLUSION i wielu innych; jeśli tak ktoś chce, to OK, bo to jego prywatna sprawa. Aczkolwiek my po prostu robimy swoje, bez pierdół typu „a ten kawałek powinien być podobny do More Human Than Human” czy coś w ten deseń. Nic z takich rzeczy! Oczywiście rozwiązania pewnych zagrywek podglądamy od innych, jednak chodzi wtedy bardziej o różnicowanie aranżu danego utworu, aby był możliwie świeży i inny od poprzednich. Taka inspiracja wtedy jest i tak przetworzona na nasz język. Czytamy też czasem, że zrzynamy z takiej to czy innej nazwy, albo nawet z konkretnych utworów, przy czym często nie kojarzymy twórczości danej formacji, w życiu nie znamy takiej kompozycji, a niekiedy pierwszy raz stykamy się z nazwą zespołu! I powiem Ci, że mamy z tego zajebisty ubaw. Ja sam kilkakrotnie spotkałem się z porównaniem mojego stylu śpiewania do np. Oleja z PROLETARYATU właśnie; że mam manierę wziętą z niego i takie tam. A ja po prostu nie znam twórczości tego zespołu i nie wiem, jak Olej śpiewa. Albo jeszcze za czasów FANTHRASH przeczytałem, że brzmię, jak Max Cavalera! Szczerze mówiąc: super porównanie i my uważamy, że z tych dobrych warto się cieszyć!

Poruszacie w swoich tekstach sporo aktualnych tematów, takich jak modyfikowana żywność, głód kontra nadmierna produkcja jedzenia, ogłupiająca telewizja, globalizacja, wszędobylskie massmedia itp. rzeczy. Poza tym przekazujesz to wszystko w ojczystym języku zapewne po to by więcej osób zastanowiło się nad poruszanymi przez Was tematami. Ciekaw jestem jak są one odbierane przez tych, co zdążyli obcować z twórczością HELLESS, jak są one odbierane na koncertach.

Po każdym koncercie zdarza się, że ktoś mówi mi, że texty są mądre, że ważne. Ludzie mówią, że cieszy ich to, że śpiewam o rzeczach, o których nie usłyszą w mediach, i że robię to w sposób bezpośredni, bo to do nich bardzo przemawia i czują, że ktoś w ich imieniu się wypowiada. Słyszę też nierzadko, że zaletą jest polski język, itd. Ale ludzie, jak to ludzie: co jeden, to inny odbiór. Zapewne więc część z nich zauważy treści, inni odbiorą to jako całość, lub że to po prostu pomysł na śpiewanie, „bo o czymś śpiewać trzeba”. Nie wiem, w którą stronę to pójdzie dalej. Na razie mam trochę do przekazania, więc nadal będę mocno łupać pięścią w umysł odbiorcy, aby otworzył oczy. Jeśli znajdą się tacy, co zauważą i przemyślą lub zaczną coś z tym robić – to świetnie. Jeśli nie zechcą, to oczywiście ich sprawa. Treści przekazywane przez HELLESS to informacja; szczera, bezpardonowa i wyrazista, ale informacja. Jeśli ktoś chce uznawać to za swoisty manifest, bo i z takim nastawieniem się spotkałem, to niech tak będzie. Tak, jest to manifest niepokory względem tego, co człowiek może zrobić człowiekowi. I będę pisać o takich rzeczach dopóty, dopóki starczy mi koncepcji na literacką konwersję tego, co mnie wkurwia w relacjach człowiek-człowiek i system-człowiek.

A to, co w tekstach, to tylko Twoje zdanie, czy pozostali członkowie HELLESS też podzielają takie poglądy?

Jeśli piszę text, to czytają go wszyscy moi rzeźnicy i wtedy dopiero, gdy jest aprobata, text trafia do ośpiewania. Przy czym linia melodyczna jest już wcześniej określona i przy ew. korektach odbywa się już tylko modyfikacja pojedynczych czasem słów, czy krótkich sekwencji. Potem sprawdzianem są nasze koncerty, na których nie raz spotykamy się z szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami i ustami naszych odbiorców, co oznacza, że nasz komunikat jedzie do ludzi, jak trzeba! A stylistyka treści to mój pomysł. Takie są moje zainteresowania: poznaję wiedzę o tym, czego media unikają, a co dzieje się w obszarze tzw. masowej manipulacji. Czytam artykuły czy książki pisane przez międzynarodowe autorytety w dziedzinie New World Order i zachowań społecznych czy polskie, uznane nazwiska. Obejrzałem szereg filmów dokumentalnych dotyczących GMO, szczepień, zniewoleń społecznych. Nawiązałem swego czasu bliższy kontakt z Koalicją Polska Wolna Od GMO czy z polską Oficyną Aurora, która wydaje własne i cudze książki na te tematy. Prowadziłem wykłady i spotkania z prezentacjami filmów i rozmowami z zaproszonymi gośćmi, jak szefowie wydziałów uniwersyteckich, itd., itd. Czyli, jak widzisz, to coś więcej, niż podniecanie się, że „ktoś tam, coś tam”. To wszystko postanowiłem przełożyć także na muzykę, którą żyję. A rock i metal to bardzo wyraziste, mocne stylistycznie nośniki. Można powiedzieć więc, że są właściwym narzędziem do wyrażania takich właśnie, niepokornych treści. Bo muzyka to specyficzny komunikator: bazuje na emocjach i za ich pomocą trafia do serc i umysłów. A ja te właśnie chcę poruszać, a raczej solidnie nimi wstrząsnąć; i mam świadomość, że niektóre mogą poczuć się jednak zmieszane… (śmiech)

74-11

Jak już zahaczyliśmy temat koncertów to trzeba przyznać, że te cztery utwory zawarte na Epce „Wysysacze” to rasowe, koncertowe killery. Są bardzo dynamiczne, naładowane sporą dawką energii, która niejako rozsadza je od środka.

Super, że to zauważasz! Tak, powiem szczerze i nieskromnie, że cała sztuka to nieokiełznana petarda (startująca megadynamicznym „GMOrdercą”), która oszołomiła już wiele osób. Dla nas samych jest to za każdym razem zajebista porcja totalisstycznej zabawy! A już to, że po gigach podchodzą ludzie i mówią, że tak dobrej sztuki jeszcze nie doświadczyli, to bardzo przyjemna część okołokoncertowych smaczków. Niedawno graliśmy przed MAGENTA HARVEST w szczecińskim Alter Ego i podszedł do nas człowiek, który przyjechał z UK i powiedział, że zagraliśmy lepiej od gwiazdy wieczoru, i że on nie był już bardzo dawno na tak dobrym występie, jak nasz właśnie. Z kolei po niesamowitych mikołajkach, które przygotowaliśmy w polickim Classicu (zapraszając dwie odjazdowe ekipy: szczecińską CURCUMĘ i wolsztyńską CANDRĘ, których pozdrawiam!), podchodzili ludzie i pytali, czemu oni o nas wcześniej nie wiedzieli, że koncert ich zmiażdżył, itd., itp. (dodam tylko jeszcze, że w polickiej celebracji wzięły też udział dwie urocze Śnieżynki, których pojawienie się dodało zmysłowego sznytu). Mówiąc krótko: naszego występu trzeba doświadczyć na własnej skórze, bo po nim jest się mocno i pozytywnie nakręconym!

EP-cover-01-grayCała muzyka i teksty na „Wysysaczach” są Twojego autorstwa i gitarzysty Banditto, jednak w zespole jest was czterech. Czy ten stan rzeczy nadal dominuje czy też może prace nad nowymi utworami HELLESS przebiegają w bardziej kolektywnych okolicznościach? W zespole zajmujesz się także oprawą graficzną i jako takim wizerunkiem HELLESS.

Riffy tworzy i ogólny zarys utworom nadaje Banditto, gitarzysta. On przygotowuje szkice kompozycyjne, a potem już całą hordą ubieramy je w dodatkowe elementy. Pracujemy oczywiście kolektywnie; zdarza się np. że któryś z chłopaków wpadnie na pomysł modyfikacji wokalu w danym miejscu, albo w ogóle ma swoją koncepcję linii. Ja z kolei czasem pomagam, gdy jest impas z aranżacją jakiegoś fragmentu, czy to w kwestiach gitary, basu czy perkusji. To naturalna kolej rzeczy, bo gdy ogrywasz materiał i oswajasz się z nim, to wtedy dodatki i modyfikacje same pukają do nas pod postacią pomysłów. Jesteśmy otwarci na to, co powie ktoś z nas i ogrywamy różne rozwiązania, aby na żywo przekonać się, które z nich siedzi najlepiej. Po to się w końcu robi próby. Grafiką zajmuję się od lat zarówno z pasji, jak i z wykształcenia. Już w Plastyku kolekcjonowałem w specjalnych zeszytach logosy z zachodnich magazynów i uczyłem się myślenia estetycznego w takich kompozycjach. Potem było wieloletnie doświadczenie w projektowaniu logosów i systemów identyfikacyjnych. Nie wyobrażałem sobie więc, aby logo HELLESS stworzył ktoś inny. A będąc w samym oku tego cyklonu mogę najlepiej wyrazić emocję. Całość, czyli muzyka, obraz i text, jest wtedy bardziej komplementarna. Tak już mam, że chcę, aby rzeczy były dopracowane możliwie dokładnie. A projektując dla hordy oczywiście na bieżąco dzielę się postępami w projektowaniu.

Poza zespołem też masz sporo do zaoferowania, tworzysz projekty graficzne, koszulki i inne gadżety, z drugiej strony nie obca jest też Ci proza, bo jesteś niejako w przededniu wydania książki pt. „Lekcja Paranormalności”. Jest jeszcze tomik poezji „Targowisko różności”. To wszystko w powiązaniu z muzyczną twórczością robi z Ciebie niejako człowieka renesansu, chociaż w tych czasach jest to trochę nieaktualne określenie, bo często ludzie robią wiele rzeczy na raz z nieco bardziej przyziemnych pobudek, takich jak chociażby chleb czy rachunki czekające na zapłacenie. Ile ze swoich zajęć wykonujesz z czystej przyjemności?

Słyszałem też kilka razy określenie „Leonardo z Polic”. (śmiech) Wiesz, tak naprawdę to wszystko, co robię, jest dla mnie przyjemnością. Dzięki temu mam frajdę z moich działań i jednocześnie jestem spokojny o moją tzw. codzienność. Robienie czegokolwiek bez radości i przyjemności mija się z celem. Wtedy stajesz się niewolnikiem schematów, niedopowiedzeń, stressu. Człowiek wikła się w system nieswoich zasad, nie jest pewien tego, co z nim jutro będzie, gdzie trafi i czy sobie poradzi. Jest podatny na wahania emocjonalne społeczeństwa, może się zagubić w swojej drodze, a przede wszystkim traci z oczu jeden z ważnych celów: odpowiedzieć sobie na pytanie „po jaką cholerę tu jestem?” Ja podpowiadam swoją twórczością jak można spróbować sobie z tym poradzić w dzisiejszym chaosie ery wszechinformacyjnej. Totalnie łatwo jest się zagubić, dlatego mając tego świadomość chcę udostępniać ludziom taką wiedzę, aby bardziej mogli się w tym wszystkim odnaleźć. I każda płaszczyzna mojej kreacji robi to na swój sposób: z HELLESS dzieje się to mocno i wyraziście przez taką właśnie bezkompromisową muzykę, z przekazem społeczno-literackim; poezja, którą zdarzyło mi się zawrzeć w moim wydawnictwie „Targowisko różności”, to z kolei forma dla tych, co wolą wyciszenie i kontemplację chwili (przynajmniej od czasu do czasu). A redagowana właśnie „Lekcja Paranormalności”, którą chcę niebawem wydać, pokazuje obecność człowieka w tej naszej dziwnej dość rzeczywistości jeszcze w inny sposób, niejako przez pryzmat widzenia „naukowego”.

Demon-01Wydaje mi się, że trochę o tym właśnie są teksty w HELLESS: człowiek, który wyróżnia się od reszty jest na siłę sprowadzany do równego poziomu szarej masy sterowanej poprzez dokładnie obliczone bodźce. Zauważyłeś pewnie jak od jakiegoś czasu duża większość telewizyjnej produkcji ma zastraszająco niski poziom niekoniecznie dostosowująca się do publiczności a raczej robiące z widza debila. Od dawna wiadomo, że jednostka myśląca jest trudna do sterowania… Z drugiej strony ci, co nie robią nic prócz siedzenia na zasiłkach, a często nawet bez, którzy nie starają się nawet, by zmienić ten stan rzeczy – mają na swoich walących się chatkach i ścianach zapuszczonych mieszkań obowiązkowe anteny satelitarne, co wcale nie świadczy o zasobności ich portfeli.

Im więcej czytam, oglądam, słucham, tym bardziej dowiaduję się, jak głęboko w przeszłość sięga manipulacja masami. Czyli nie jest to specyfiką współczesności. Różnica między tym, co kiedyś, a dniem dzisiejszym, polega na tym, że dziś informacje docierają natychmiast w dowolny zakątek świata i możemy odnieść wrażenie, że strasznie dużo dzieje się na świecie. A to tylko więcej danych, którymi nasze mózgi są zapychane. Komórka, laptop, tablet – możesz zapisać się do miliona serwisów i otrzymywać newslettery, które same będą pamiętać, aby pojawić się w Twoim urządzeniu gdziekolwiek jesteś. I wszędobylskie reklamy, które mówią, że jak kupisz, to dopiero będziesz kimś! To oczywiście złudzenie, ale jak widać działa skutecznie, czego dowodem jest to, o czym mówisz, że nieważne, jak koleś mieszka, ale ważne, żeby miał talerz z tysiącem kanałów. Tylko czy on je wszystkie ogląda? Nie, on się nimi tylko chwali. A poprzez natłok informacji, konsumuje je, a nie odczuwa. Zresztą nie ma czasu na odczuwanie, bo informacje gonią w szaleńczym tempie. I standard medialny: im gorsza, tym lepsza, czyli napierdalanki, strzelaniny, krew, wypadki. Potem wypełniony takimi emocjami odbiorca wydala je w negatywny sposób. Tak wygląda odgórne planowanie klimatów emocjonalnych, których ma być częścią. Taka osoba jest składnikiem masy, która reaguje; nie myśli logicznie, nie posiada tożsamości. To psychologia tłumu, więc jeśli ktoś chce zweryfikować taką wiedzę, to wystarczy poczytać. A co z reklamami leków? Są tak konstruowane, aby uczyć nas czego? Tak jest: konsumpcji medykamentów. Hasła mówią: „Kup więcej, zapłacisz mniej”, „możesz stosować codziennie”, „bierz, aby zapobiegać”. Zupełnie złą rzeczą jest manipulowanie odbiorcą przekonując go, że np. „próbowałam już wielu naturalnych środków, a pomógł mi tylko lek X”. To jakaś pieprzona paranoja! Przecież Natura dała nam wszystko, co potrzeba, aby się wyżywić, ubrać i leczyć. Powiedział kiedyś Paracelsus, że „wszystkie łąki i pastwiska, góry i pagórki są aptekami”. No ale przemysł farmaceutyczny musi zarabiać na ludziach, stąd np. wojny z witaminami pochodzenia naturalnego, jakoby te właśnie były szkodliwe dla człowieka, itd., itp. Wiedzę pozyskuję selektywnie i ostrożnie. Uważnie patrzę na to, co czytam, obserwuję język, jakim jest to pisane, jaki jest ton wypowiedzi, intencje autora. Taka wiedza przychodzi do mnie i to w różnej formie. Nie ganiam za nią wertując Internet, aby szprycować się rzeczami tego typu. I paradoksalnie: dzięki globalizacji więcej i częściej mówi się o różnych rzeczach, także niewygodnych. Trzeba jednak uważać na ilość i jakość informacji, które wybierasz. Bo wszystko jest dla człowieka, tylko z umiarem. Tak więc podsumowując: od dawien dawna istniały jednostki czy grupy, którym zależało na władzy, kontroli i wyzysku. Widocznie tak ma być, bo według filozofii „yin-yang” musi być równowaga między dobrem, a złem, aby była stabilność w rzeczywistości. Obserwując zależności występujące w naturze nie sposób nie zgodzić się z tym. Mam jednak wrażenie, że ostatnio dzieje się to z przewagą „yin”.

Twoja książka „Lekcja paranormalności” też niejako o tym mówi. Mogę się mylić, ale czy tak jest, czy chodzi o coś zupełnie innego?

„Lekcja” to zapis moich obserwacji tego, jak ludzie postrzegają rzeczywistość, rzeczy, sytuacje, relacje międzyludzkie, jak grzęzną w stereotypach uważając je za coś normalnego i oczywistego, jak dyskredytują informacje o wydarzeniach, których nie znają, nie rozumieją lub nie doświadczyli. Książka oparta jest o tematykę „nieznanego”, co jest moją pasją życiową. Zawarłem tu komunikat, że świat jest interesujący i zawiera masę rzeczy, które jeszcze nie zostały odkryte lub wyjaśnione. Pokazuję, jak niektórzy ludzie, związani z nauką akademicką, hołubią swoją pozorną wyższość, jako coś ponadludzkiego. W pewnym sensie ślepe podążanie za „byciem człowiekiem nauki”, co według wielu może oznaczać „posługiwać się rozumem” (czytaj: „tylko rozum, reszta to głupota”), to galopująca chęć bycia cząstką … bezmyślnej masy właśnie, uznającej jedynie to, co oni uznają, aby uznawać. Bezkrytyczność względem tego, co głosi „jedna, niepodważalna i nieomylna wiara”, czyli nauka. Pokazuję w książce konkretne przykłady i poddaję je analizie po to, aby czytelnik zorientował się, jak czasem operujemy bezwiednie skrótami myślowymi, schematami i dajemy się manipulować informacjom. Bywa, że coś wydaje się oczywiste, ale patrząc bliżej widać, że pominęliśmy elementy mające istotny wpływ na informację. To jest tak, jak z pewnymi czynnościami, które wykonujemy automatycznie, nie zastanawiając się nad nimi. A to już blisko do schematów, stereotypów. Liczę, że tak, jak pisało mi już wiele osób, moja książka otworzy wielu ludziom oczy. Już bawiąc się tytułem mówię, abyśmy w tym „para” byli normalni, ale też że to, co jest „para”, jest po prostu normalne. Bo wydarza się cały czas i wszędzie, skrajnie różnym osobom i to od tysiącleci. Nie ma czegoś takiego, jak „zjawiska paranormalne”. Ale są sprawy niewyjaśnione lub nieodkryte. Obiekty latające, śmierć kliniczna, jasnowidzenie, telekineza, itd., itd., są rzeczywiste. Co do tego nie mam wątpliwości. Wiem też jednak, że nie każda informacja o tym jest prawdziwa i nie każdy człowiek o tym mówiący jest uczciwy czy zrównoważony. Bo tak, jak są godni zaufania jasnowidze, astrolodzy czy uzdrowiciele, to są i oszuści; to jassne! A jak jest po „drugiej stronie”, tej „normalnej”? Ilu lekarzy jest lekarzami, bo tylko kariera, uwielbienie, kasa, elita społeczeństwa i praca aż po grób? A urzędnicy, policjanci, politycy, księża? Mam dalej wyliczać?

A wracając do HELLESS, doszły mnie słuchy, że tworzycie nowy materiał. Ciekaw jestem jak bardzo będzie on korespondował z pierwszą EPką. Utrzymacie styl z „Wysysaczy” czy macie zamiar powędrować w inne rejony muzyczne? Teraz także sami wydacie sobie ten materiał, znów sam będziesz projektował cała oprawę graficzną?

Tak, sami zajmiemy się produkcją, z czym Banditto, Pilot i Cez, świetnie sobie poradzą. Ja już mam koncepcję na okładkę, do której foty strzeli nasz fotograf i „przyjaciel rodziny” Adam Tomasz Myśków. Jak więc można nie skorzystać z takiego potencjału? Co do muzyki, to kolejny krążek będzie – mam nieodparte wrażenie – wyraźnym krokiem w rozwoju. Nowe utwory, to nowe pomysły, bawimy się więc czasem detalami, niekiedy nieoczywistymi. I zdarza się, że przy niektórych sekwencjach mam ciarki na plecach! Mogę powiedzieć tyle, że będzie ciekawie, bogato i okraszone solidnym, agresywnym kopytem, które uwielbiamy.

Z niecierpliwością czekam na nowe dźwięki z Waszego obozu. Dzięki za rozmowę!

[Paweł]

 www.facebook.com/Helless.Band