HELLIAS: „Historia wymiotuje w tym miejscu”

 

ImageKrakowski HELLIAS, wbrew obiegowej opinii, nigdy tak naprawdę się nie rozpadł. Jako zespół istniał i tworzył, lecz nie koncertował i nie nagrywał płyt. Za sprawą Luciforus Arts, kilka lat temu na rynku pojawiły się reedycje dwóch pierwszych krążków kapeli i szereg ciekawych albumów analogowych.
To jednak za mało, żeby zaistnieć w głowie współczesnego młodego metalowca,
który z racji swojego krótkiego stażu, HELLIAS raczej kojarzyć nie będzie, szczególnie jeśli pochodzi z innego miasta. Jednak i na to zmartwienieznalazło się lekarstwo… Paweł Góralczyk dokooptował do grupy świeży narybek (Karol Mandozzi – gitara, Grzegorz Królik – bas) i pod nowo działającą banderą Thrashing Madness, wypuścił na światło dzienne czwartą studyjną płytę – „A.D. Darkness”.
O tym, co w trawie piszczy, opowiedzą dwa podstawowe ogniwa załogi HELLIAS:
Paweł „Goolary” Góralczyk (gitara) oraz Piotr „Foreman” Foryś (wokal)…


Witam! Dzięki za zainteresowanie i chęć podzielenia się z naszymi czytelnikami faktami z życia Waszej kapeli! Po długiej przerwie powróciliście na sceniczne deski… Koncert w Krakowie w klubie „Underworld” u boku WHOREHOUSE, DEADLY FROST, festiwal w Berlinie. Czy możliwe jest, że HELLIAS ruszy w regularną trasę koncertową?

ImageGoolary: Byłoby świetnie zaprezentować się fanom w całej Polsce (a może dalej) podczas dłuższej trasy koncertowej. HELLIAS na koncertach to istny żywioł, nawet po upływie wielu lat od debiutu. Obawiam się jednak, że trudno będzie nam zagrać podczas dłuższej serii koncertów. Przyczyna jest bardzo prozaiczna. Wojna (perkusista) – mieszka na stałe w Irlandii, co poważnie zawęża nasze pole manewru, zarówno jeśli chodzi o próby, jak i koncerty. Tak więc na razie skupiamy się, by dobrze wypaść podczas występów na festiwalach i większych eventach, gdzie można zaprezentować się szerszej grupie fanów lub które mają większy wydźwięk medialny (Nuclear War Now w Berlinie czy X Anniversary Show w Krakowie). W niedalekiej przyszłości (wiosna) postaramy się jednak tak wszystko zorganizować, by można było zaprezentować się również podczas trasy koncertowej, głównie w Polsce, a myślimy też o kierunku wschodnim (Ukraina i Rosja).

Foreman: Na pewno o takiej trasie myślimy… Doskonale zdajemy sobie sprawę, że po tylu latach nieobecności zaczynamy prawie od początku i taka trasa przypomniałaby, że HELLIAS istnieje i ma się dobrze. Na razie spokojnie analizujemy wszystkie pomysły i z pewnością będziemy dążyć do tego, by pokazać się jak najszerszej publiczności.

Wasz najnowszy album bardzo mi się spodobał, z perspektywy czasu (wielu przesłuchań) mogę śmiało powiedzieć, że jest to najbardziej dojrzała i dopracowana płyta, a także najlepsza pod względem muzycznym z całej Waszej dyskografii. Ile czasu powstawał materiał na „A.D. Darkness”?

Goolary: Dziękuję za docenienie naszej pracy i zaangażowania. „A.D. Darkness” powstawał bardzo długo. Widać zresztą, ile czasu trwała przerwa w naszej działalności wydawniczej. Poprzednia płyta, „Fakty…”, ukazała się w 1996. Od tego momentu mieliśmy mnóstwo czasu na przemyślenie naszej muzyki i stworzenie dźwięków na „A.D. Darkness”. Oczywiście praca nie trwała aż trzynaście lat. Pierwsze demo z myślą o nowej płycie przygotowałem już w 1997. Ale wówczas nie było odpowiedniego klimatu w zespole i materiał przepadł. Zresztą to był zły okres w działalności HELLIAS. Po albumie „Fakty…” mieliśmy swoistego „kaca twórczego” (zwykłego kaca też:-)). Włożyliśmy mnóstwo energii i pracy w stworzenie tej płyty i wydawało się nam, że fani zaakceptują nowy wizerunek HELLIAS, bardziej surowy i oszczędny. No cóż, ja wówczas byłem zafascynowany nowojorskim hard corem, słuchałem też wielu kapel z pogranicza industrial i metalu, stąd wynikała chęć dokonania zmian w stylistyce HELLIAS. Zresztą zauważ, że wiele kapel w tym okresie eksperymentowało. Niestety mimo wysokich ocen w prasie muzycznej, krążek nie dotarł do wyobraźni słuchaczy. Z perspektywy czasu wiem, że tak drastyczna zmiana koncepcji grania musiała się skończyć w tych czasach katastrofą. Nowych fanów nie zyskaliśmy wielu, a ci, którzy cenili nas za wcześniejsze dokonania i oczekiwali kolejnego materiału opartego o klasyczny thrashu, srodze się zawiedli. Ja nadal bardzo lubię tę płytę, ale zdaję sobie sprawę, że sami wepchnęliśmy się w ślepy zaułek. Trzeba było przemyśleć, co robić dalej. Zaczęły się kłopoty ze składem i z miejscem na próby, nie można było sklecić materiału na koncerty, a zapał był znacznie mniejszy niż kiedyś. Dopiero w 1999 udało się wejść do studia, by nagrać demo. Mieliśmy zarejestrować cztery utwory, ale skończyło się na dwóch z powodu braku kasy. Szczególnie utwór „Renegades Of Fortune” był udany i wyznaczył sposób myślenia na kolejne lata. W początkowej koncepcji miał się on znaleźć na „A.D. Darkness”, ale wybraliśmy inne utwory. Był on połączeniem klasycznego, mocnego thrashu z niezbyt nachalnymi samplami i klawiszami budującymi odpowiedni, posępny klimat. Co prawda na najnowszej płycie wstawki klawiszowe zepchnęliśmy na margines i pojawiają się one tylko w intrach spajających części albumu, ale koncepcja jest podobna. Od tego momentu zaczęła się rzeczywista praca nad nową płytą, ale „poród” był trudny. Nie mieliśmy pełnego składu, bo wcześniej zespół opuścił Darecki (bas) i Lopez (gitara). Zaczęliśmy próby z Jackiem Karsonem, basistą CEMETERY OF SCREAM, ale po kilku miesiącach nic nowego nie udało się sklecić. Później w zespole pojawił się bardzo młody i zdolny gitarzysta Karol Mandozzi i wszystko nabrało tempa. Niestety wtedy Wojna zakomunikował, że wyjeżdża na stałe do Irlandii i praca nad materiałem uległa spowolnieniu. Nie zdecydowaliśmy się na nowego pałkera, więc próby odbywały się rzadko. Materiał jednak powstawał. Pierwszym utworem był „First Time”, później pojawiły się „Anathema Forest” i „Joseph Devil”. Powstało demo, które w sumie miało 12 utworów. Kilka z nich nie pojawiło się później na płycie. W międzyczasie dokonała się dość zaskakująca zmiana składu, basistę Jacka zastąpił jego brat Grzesiek (znany chociażby z RETRIBUTION). Ukazały się reedycje starych materiałów HELLIAS oraz składak „History”. HELLIAS powracał na dobre! Brakowało tylko nowej płyty, więc w styczniu 2009 weszliśmy do studia. A właściwie do kilku studiów naraz, bo płyta była nagrywana w wielu miejscach. Nagrania trwały z przerwami pół roku. Praca nad materiałem była trochę karkołomna, ale chcieliśmy zapewnić płycie jak najlepsze brzmienie, jednocześnie mając cały czas kontrolę nad jej powstawaniem. Muszę tu podziękować Piotrowi „Zuberowi” Łabuzkowi za wyśmienitą robotę związaną z miksem i masteringiem oraz Jarkowi Wyce za udostępnienie studia do nagrań wokali.

Foreman: Ten album kosztował nas wiele pracy i czasu, ale takie było założenie, że jeśli chcemy wrócić i udowodnić, że HELLIAS gra nadal dobrą muzykę, to nie można było spocząć na laurach. Całością zajął się Goolary, tworzył riffy, intra i inne dodatki. Mnie zlecił napisanie tekstów oraz stworzenie tytułu płyty. Po wszystkich przetasowaniach w składzie, w końcu udało się zebrać odpowiednich ludzi, lawina ruszyła… Czy „A.D. Darkness” jest naszym najlepszym albumem? Patrząc na sposób realizacji i brzmienia, to z pewnością tak… Jeśli chodzi o kompozycje, to nie nam to oceniać. Kiedy już skończyliśmy wszystkie końcowe kosmetyczne zabiegi przy albumie, to jak sobie go puściłem pierwszy raz, to pomyślałem, że to robota wysokiej klasy. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że teraz jest lepiej niż kiedyś, mamy większą świadomość wykonawczą, popełniamy mniej błędów.

Zastanawia mnie, jak dokonywaliście rejestracji poszczególnych instrumentów? Najbardziej kontrowersyjną sprawę stanowią tracki bębnów. Brzmią bardzo syntetycznie (co nie jest zarzutem, bo taka formuła sprawdza się w tego rodzaju muzyce). Miejscami słychać, że nie mamy do czynienia z żywym człowiekiem, natomiast znowu w pewnych fragmentach wydaje się, że jest to prawdziwy instrumentalista…

Goolary: :-)… Rzeczywiście niektóre decyzje związane z nagraniami były karkołomne. Tracki perkusji są w stu procentach dziełem Wojny. Nie ma tam żadnych automatów czy sekwenserów. Ale nie dziwi mnie, że momentami brzmi to trochę syntetycznie. Wojna nagrywał swoje partie w Irlandii, w niewielkim studiu pod Dublinem, grając do przygotowanych przeze mnie ścieżek, tzw. „rybek”. Później cały materiał trafiał do mnie i w naszym prywatnym studiu musiałem zaadaptować bębny tak, aby można było do nich dograć resztę instrumentów już w Polsce. Oczywiście związana jest z tym ogromna praca polegająca na skwantyzowaniu i wyczyszczeniu śladów perkusji. Kto to robił choć raz w życiu, to wie, jaka to żmudna robota [na pewno wiedzą to muzycy KAT, którzy przy nagrywaniu płyty „Oddech Wymarłych Światów” stracili podczas awarii zasilania dwie ścieżki śladów perkusji i musieli je wklepać w specjalnego modułu… – red.]. W trakcie pracy okazało się, że konieczne są pewne zabiegi kosmetyczne związane z brzmieniem, więc niektóre instrumenty zostały podrasowane brzmieniami pochodzącymi z próbek. Oczywiście jest to praktyka bardzo często stosowana w obecnych czasach i nikogo nie powinna już dziwić. Stąd w kilku miejscach na płycie można odnieść wrażenie, że „przy bębnach ktoś grzebał”, ale zapewniam, że wszystkie dźwięki to dzieło Wojtka Wojnowskiego.

ImageOkładka „A.D. Darkness” jest wielce kontrowersyjna. Jako iż znam Wasz zespół, wiem, jaką muzykę gracie, ale dla kogoś, kto patrzy na ten obraz pierwszy raz, sprawa nie jest do końca jasna… Pojawiają się skojarzenia z black metalem, sceną norweską (a przecież takiej muzyki nie wykonujecie). Co symbolizuje to zdjęcie? Czy wyjaśnienia możemy doszukiwać się w słowach do utworu „Anathema Forest”?

Goolary: Wiem, że jest sporo kontrowersji związanych z okładką. Rzeczywiście były naciski, by podejść do tematu „old schoolowo” i umieścić na niej jakąś masakrę czy inną apokalipsę, coś co by straszyło niegrzeczne dzieci. Nie mogłem ulec takiej presji z kilku powodów. Po pierwsze nie interesuje mnie sprzedaż płyty jako tworu komercyjnego. Może to brzmi dziwnie, ale dla mnie jest to sprawa drugo lub nawet trzeciorzędna. Nie zrezygnuję ze swojej koncepcji tylko dlatego, by kilku dzieciaków kupiło płytę, „bo na okładce jest kościotrup czy inny djobeł”. Po drugie, trzecie, czwarte itd… cała płyta jest konsekwencją pewnych doświadczeń, przeżyć i przemyśleń, które składały się na precyzyjną wizję artystyczną. Na „A.D. Darkness” chciałem podzielić się ze słuchaczami wieloma ważnymi dla mnie kwestiami, pokazać, jaki jest mój punkt widzenia na wiele spraw, zarówno w warstwie lirycznej albumu, gdzie główną pracę wykonał wokalista Piotrek Foreman, jak i w sferze muzycznej, gdzie najważniejsze słowo należało do mnie. Nie chce tu „rżnąć” wielkiego filozofa czy wirtuoza, ale zawsze uważałem HELLIAS za zespół, który zwracał baczną uwagę na przekaz merytoryczny swojej twórczości. Płyta „A.D. Darkness” jest tego najlepszym przykładem. Tu większość dźwięków ma swoją określoną historię. Większość tematów gitarowych jest inspirowana jakimiś przeżyciami wewnętrznymi czy zewnętrznymi. Wszystkie liryki na płycie związane są z autentycznymi przeżyciami i przekazują nasz własny świat realiów i marzeń. Dla przykładu: temat kończący „Anathema Forest” jest związany z moją fascynacją Beskidami i powstał w wyobraźni podczas podróży sentymentalnej przez miejsca w górach, z którymi jestem mocno związany emocjonalnie. „Joseph Devil” to wspomnienie po tragicznie zmarłym koledze, którego zniszczyła skrajna ludzka podłość i chciwość. Muzyczne inspiracje do takich utworów jak „Lost In The Fate”, „Valley” czy „Exposed” zaczerpnięte są przede wszystkim z sytuacji związanych z moimi przeżyciami osobistymi. „A.D. Martyrology” to krzyk przeciwko instrumentalnemu traktowaniu zbrodni hitlerowskich. Tekst oparty jest na własnych przeżyciach związanych z wydarzeniami, jakie miały miejsce w muzeum w Oświęcimiu. Oczywiście nie ma czasu, by opisywać wszystkie inspiracje, zwłaszcza że część z nich była tak ulotna, że trudno się do nich odnieść. Okładka „A.D. Darkness” miała niejako podsumować te przeżycia i natchnienia, które były obecne podczas tworzenia płyty. Umieszczając na niej przykładowo „wojownika wypruwającego mieczem flaki dziewicy o włosach koloru blond” ośmieszylibyśmy się intelektualnie. Ośmieszylibyśmy się przede wszystkim przed samym sobą. A na okładce „A.D. Darkness” jest las, jaki widziałem przy tworzeniu „Anathema Forest”, jest przysłowiowa mentalna ciemność, będąca tematem utworu „A.D. Darkness” i ten niezwykle sugestywny rozbłysk światła słonecznego, który ma zarażać optymizmem, tak jak opisują to teksty utworów: „Aleksandria” czy „Vital” i w końcu ślad wypalonej świecy, w której zatopione są egzystencjonalne przemyślenia z „Valley” czy „Each Hour”. Zdjęcia we wkłądce nie są wybrane przypadkowo. Są wykonane w miejscach, które są dla mnie bardzo ważne, a nawet autor zdjęć (Robert „Namek” Kamysz) jest uhonorowany nieprzypadkowo. („(…)wypij wódki cały dzbanek, urodziny dziś ma Namek:-)” – red.]. Jeśli ktoś uważa, że okładka nie spełnia jego oczekiwań, no to cóż… Jego prawo… Zupełnie mnie to nie interesuje.

Czy „A.D. Darkness” możemy traktować jako koncept album?

Goolary: Trochę tak i trochę nie. Z tego, co mówiłem, wynika jasno, że przyświecała nam pewna myśl przewodnia. Jednak w trakcie tworzenia albumu okazało się, że istnieją tematy, którymi warto podzielić się ze słuchaczami, a które lekko odstają od koncepcji. Tak czy inaczej wydaje mi się, że muzycznie udało się uzyskać efekt bardzo spójny i interesujący. Utwory mają różne tempa, częste zmiany dynamiki, dużo ozdobników aranżacyjnych, zmiany metrum. To powoduje, że w każdym kawałku można odnaleźć coś nowego, nawet przy wielokrotnym słuchaniu. Całość jest dopełniana krótkimi progresywnymi wstawkami czy intrami mającymi ścisłe znaczenie. Muzycznie można więc uznać „A.D. Darkness” za koncept album. Warstwa tekstowa jest jednak znacznie mniej spójna. Myślę, że jest to wynikiem pewnych różnic pomiędzy moim sposobem postrzegania niektórych spraw, a tym jak zapatruje się na nie Foreman. W kilku moich tekstach próbowałem podzielić się pozytywnymi wnioskami wynikającymi z moich doświadczeń. Foreman postanowił podejść do sprawy bardziej defetystycznie, bo musiał rozliczyć się wewnętrznie z kilkoma bolącymi go problemami. W warstwie lirycznej nie ma więc konsensusu i teksty trzeba traktować jako luźny zlepek tematów oscylujących wokół ogólnego celu zdefiniowania, analizy i skomentowania doznań i przeżyć z ostatnich lat naszego marnego żywota.

Foreman: Nigdy nie byłem zwolennikiem ani wielkim wielbicielem koncept albumów i z pewnością nie zamierzaliśmy takiego projektu realizować, także „A.D. Darkness” nim nie jest, choć rozumiem  twoje rozumowanie. Tekstowo płyta jest dosyć spójna, opowiada o zbliżonych przemyśleniach, jest wypadkową tego, czego dotykamy i co czujemy na co dzień w obliczu kilkunastu ostatnich lat. Tym razem niczego nie żądamy, nie mówimy dosłownie (tak jak na płycie „Fakty…”). Teraz jesteśmy obserwatorami, świadkami i poszukiwaczami głębi człowieczeństwa, aspektów bycia i trwania. Kiedyś przez kilkadziesiąt minut patrzyłem na dyndający krzyż w małej kapliczce w Gorcach (nie jestem żadnym wielbicielem kapliczek, ot, przypadek). Był to piękny letni dzień, a ja widziałem tam ciemność. Słowa tytułowego utworu jakby same wyryły się na kartce, to taka osobliwość chwili, pewnego zatrzymania czasu. Zresztą teksty do utworów:  „Valley”, „First Time” czy „Lost In The Fate” to takie małe rozliczenia z otaczającą nas rzeczywistością Anno Domini 2010, która boli, której nie lubimy albo nie chcemy wierzyć, że w ogóle istnieje: „(…)Pomnik absurdu, Wzniesiony z ofiar ludzkości. Bez litości, bez godności… I kiedy nadejdzie mój czas. W proch się zamienię. Wciąż śmiejąc się…” [cytat pochodzący z utworu „Lost In The Fate” – red.].

ImageHELLIAS z każdą kolejną płytą rozbudowywał warstwę tekstową. Płyta „Fakty…” jest wręcz przepełniona „polską” ekspresją i szarą aurą codzienności. Jak wyglądała praca nad lirykami na „A.D. Darkness”? Podzieliliście to zadanie pomiędzy siebie?

Goolary: Płyta „Fakty…” była zdominowana przez teksty odnoszące się do sytuacji polityczno-społecznej na początku lat `90. Młodsi czytelnicy już pewnie nie pamiętają, jak w ówczesnych czasach było trudno korzystać z odzyskanej wolności, która teraz wydaje się tak oczywista. Niestety wówczas w Polsce próbowano dokonać trzech rzeczy niemożliwych: zrobić rewolucję ustrojową bez rozlewu krwi i wywieszania komunistów na latarniach, stworzyć gospodarkę kapitalistyczną, gdy nikt nie miał kapitału i uczynić z Polaków obywateli Europy, gdy większość myślała, że wolność polega na podrzynaniu sobie gardeł, korupcji i złodziejstwie. Na płycie „Fakty…” staraliśmy się zwrócić na to uwagę, podsumować ten trudny okres. „A.D. Darkness” to zupełnie inna tematyka. Pracą nad tekstami podzieliłem się z Foremanem. On dostarczył mi mnóstwo swoich tekstów. Część była tworzona z myślą o konkretnych utworach, część była luźnymi wierszami lub fragmentami przemyśleń zapisanych na papierze. Niejednokrotnie przed powstaniem tekstu dyskutowaliśmy wspólnie o tematyce czy jego konstrukcji. Tak było np. przy tworzeniu „A.D. Martyrology”. Moim zadaniem było zaadoptowanie tekstów do linii melodycznych i przetłumaczenie ich na język angielski. Przy okazji dołożyłem dwa swoje teksty do utworów „Vital” i „Aleksandria”. Na albumie znajduje się również fragment dłuższego tekstu mojego autorstwa w utworze „Exposed”. Pochodzi on z prozy, która niebawem ukaże się w wersji książkowej.

Foreman: Tutaj byliśmy zgodni. Goolary bardzo lubi mierzyć się z moją literacką naturą. Ja podsuwam mu tematy tekstów i później razem pracujemy nad ostatecznym kształtem i brzmieniem słów. Dwa wspólne mianowniki, jakie urodziły się nam na tej płycie, co do których byliśmy zgodni natychmiast i wiedzieliśmy, że to tematy warte są komentarza to „Joseph Devil” i „A.D. Martyrology”. Pierwszy tekst opowiada o naszym dawnym koledze, który na wskutek różnych życiowych perypetii opuścił świat żywych. Natomiast drugi dotyczy obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, obok którego nie jesteśmy w stanie przejść obojętnie. Wspólnie z Goolarym przegadaliśmy na ten temat dziesiątki godzin i tekst w zasadzie napisał się sam. Po którejś wycieczce do Auschwitz przeglądałem zapiski Goolarego i jedno z jego stwierdzeń przykuło moją uwagę, mianowicie: „(…)historia wymiotuje w tym miejscu”…

ImageW obecnych czasach liczy się każdy rodzaj promocji. Wy postanowiliście nakręcić trzy wideoklipy. Muszę przyznać, że ich realizacja zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Szczególnie oddziałujący na odbiorcę jest obraz do „A.D. Martyrology”. Czy scenariusz do tego przedsięwzięcia zrealizowaliście sami? Kto zajął się stroną wizualizacji?

Goolary: Absolutnie należy w dzisiejszych czasach docenić siłę oddziaływania mediów elektronicznych. Zdając sobie sprawę, że z przyczyn, które tłumaczyłem, będziemy mieli ograniczoną możliwość zaprezentowania się fanom na żywo podczas koncertów, postanowiliśmy nakręcić teledyski do utworów: „Each Hour”, „A.D. Martyrology” i „A.D. Darkness”. Ten trzeci czeka jeszcze na debiut. Myślę, że jest to spora gratka dla fanów, bo niewiele polskich kapel dysponuje profesjonalnymi wideoklipami, a my mamy aż trzy do jednej płyty. Nie ukrywam, że możliwe to było ze względu na bliskie związki przyjacielskie z firmą GHP, która podjęła się ich realizacji. Scenariusze do wszystkich obrazów to oczywiście dzieło HELLIAS. Miało to być dodatkowe dopełnienie wizji realizowanej na krążku. „A.D. Martyrology” powstał przede wszystkim na krakowskim „Libanie”. Obraz „A.D. Darkness” został nakręcony głównie w lasach pod szczytem Kudłonia w paśmie górskim Gorców i również będzie bardzo sugestywny. Na wiosnę ma się ukazać digipack „A.D. Darkness”, gdzie jako bonus znajdą się te trzy teledyski i trochę archiwaliów.

Foreman: Sam pomysł realizacji klipów był dla mnie osobiście ogromnym wyzwaniem. HELLIAS nigdy wcześniej nie podejmował się tego typu zadań. Pomysły zaczęły się rodzić w miarę szybko i wspólnymi siłami doprowadziliśmy do ich realizacji. Efekt jest naprawdę zadowalający i myślę, że w przyszłości nakręcimy jeszcze nie jeden teledysk.

Image


Powiedzcie, jak doszło do współpracy HELLIAS z magazynem „Hard Rocker”? Pytam, bo wydaje mi się, że wydając kompilację swoich najlepszych utworów należy się do tego przyłożyć. Według mnie u Was zostało to zrobione troszkę na szybkiego. Osobiście uważam, że lepiej byłoby zachować chronologiczny układ utworów, ponieważ pomiędzy brzmieniem poszczególnych kompozycji są całe lata świetlne. Dodatkowo utwory z czwartego długograja mają inny miks, a sama okładka przypomina do złudzenia obraz z płyty OBITUARY „Anthology” (również kompilacji)! Brońcie się!

Goolary: No tak, zgadzam się z Twoimi argumentami. Wydawnictwo jest troszkę chaotyczne, ale moim zdaniem świetnie spełniło swoją rolę. Miało za zadanie przypomnieć nazwę i dokonania HELLIAS z dawnych lat oraz zasygnalizować nowe wydawnictwo. Oczywiście kolejność utworów i różnice w jakości mogą przeszkadzać w odbiorze tej płyty, ale myślę, że koncepcja ze zmieszaniem utworów z różnych lat i wydawnictw nie jest złym pomysłem. Utwory, które później pojawiły się na „A.D. Darkness”, są w innych wersjach, gdyż wówczas trwała sesja nagraniowa. Zależało nam na zasygnalizowaniu nowego albumu i zdecydowaliśmy się na szybkie zmiksowanie tego, co było już nagrane. Powstał w ten sposób dziwny zlepek ścieżek pochodzących jeszcze z taśmy demo (bębny, bas, część gitar) ze ścieżkami już nagranymi (wokale). Natomiast szata graficzna była dla nas bardzo dużym zaskoczeniem. Przekazałem do redakcji zupełnie inne grafiki, natomiast wydawca, bez naszej zgody, zdecydował się na samowolkę.

Foreman: Popieram Goolarego… Takie wydawnictwo stało się dla nas dodatkowym dopingiem do bardziej wytężonej pracy przy nowym albumie, a w momencie ukazania się było dla nas ciekawą formą reklamy. Pamiętam, jak w początkowym okresie działalności marzyliśmy sobie, jak to za 15 lat będą ukazywać się składanki „The Best Of HELLIAS”. Oczywiście specjalnie w to nie wierzyliśmy, a tu proszę, składanka ujrzała światło dzienne. Co do grafiki, to Fakty…cznie ktoś zadecydował za nas i już było za późno na reklamacje.

Szkoda, że pomimo tak wielu ciekawych reedycji, album „Fakty…” nie doczekał się swojego wznowienia… Chcecie o tej płycie zapomnieć, czy było to dyktowane jej odrębnością stylistyczną?

Goolary: No cóż, jakoś płyta „Fakty…” nie spodobała się naszemu wydawcy, czyli Thrashing Madness. Proponowaliśmy wznowienie również tej pozycji, ale na razie nic z tego. Może przy okazji kolejnej płyty uda się wydać „Fakty…” ponownie. Mam w archiwum kilka ciekawych bonusów, które wzbogaciłyby to wydawnictwo.

Foreman: Bardzo lubię „Fakty…”. To płyta, która musiała powstać. Pamiętam, że w tamtych czasach mieliśmy w sobie tak dużo jadu do otaczającej nas szarej rzeczywistości i czuliśmy takie upokorzenie, że aż sam się dziwię, że nie zostaliśmy kapelą punkową… To chyba jakiś cud:-). Mieliśmy wtedy taki pomysł, żeby wydać ten materiał pod innym szyldem, ale w końcu zadecydowaliśmy, że nie mamy się czego wstydzić i że takie podejście do muzy to żadna obelga. Pamiętam, że PANTERA i PRONG nie schodziły nam wtedy z uszu…

Jak przebiega współpraca z prężnie działającą wytwórnią Thrashing Madness? Moim zdaniem, takie inicjatywy powodują, że równowaga w przyrodzie metalu nie ulega zachwianiu. Dzięki czyjejś pasji, inni mogą odkryć coś zaskakującego…

Goolary: To wspaniale, że istnieją ludzie, którzy angażują się z taką pasją w realizację trudnych muzycznych pomysłów. Tacy ludzie są bardzo potrzebni na naszym metalowym podwórku. Chciałbym podziękować Leszkowi za jego zaangażowanie i pomoc. Takie małe wytwórnie zapewniają niezależność i to, że do słuchaczy dotrze dużo wartościowych materiałów. Zresztą Thrashing Madness nie jest jedyną firmą działającą w Krakowie. Ciągle powstają nowe i ich propozycje są coraz ciekawsze. Chociażby Defense Production, które jest odpowiedzialne za nowy album WHOREHOUSE. Trzeba jeszcze troszkę poczekać, by te przedsięwzięcia nabrały odpowiedniego znaczenia. Trzeba się przebić do maniaków metalu ze swoją ofertą, a w tym musi pomóc niezależna prasa muzyczna i inne media niezależne.

Foreman: Dokładam się do podziękowań dla Leszka. To facet, który metal ukochał nad życie i wszystko co robi, kręci się wokół tego. Wielki szacun za pomoc i za rozpalenie w nas iskry, bo jego wkład w powrót HELLIAS był znaczący!

Goolary, oprócz gry w HELLIAS, zasilasz również CEMETERY OF SCREAM. W zespole figurujesz już dobre kilka lat. Natomiast moje pytanie odnosi się do Twojej wypowiedzi, która padła w wywiadzie dla portalu The Nocturnal Battle Of Chariots: „W CEMETERY OF SCREAM spędziłem już 8 lat, ale nie przekonałem się do tej muzyki…”. Jak sytuacja wygląda na dzień dzisiejszy? W końcu nagraliście znakomity album „Frozen Images”, często koncertujecie, nie wierzę, że robisz to z przymusu…

Goolary: W CEMETERY OF SCREAM gram od 1997, choć z Pivcokiem i spółką współpracuję już od płyty „Melancholy”. Może moja, zacytowana przez Ciebie wypowiedź nie była zbyt szczęśliwa. Nie chodziło mi o to, że gram w tym zespole z przymusu. Absolutnie nie. Bardzo sobie cenię współpracę z tą grupą, szczególnie że kapela bardzo się rozwinęła i zyskała przez lata wielu fanów. Poza tym w CEMETERY OF SCREAM panuje bardzo „rozrywkowa” atmosfera i zabawa jest przednia. Mogę się również sprawdzić w innej stylistyce, gdyż sporo utworów jest mojego autorstwa. Ale nadal twierdzę, że muzyka „Cmentarzy” nie jest moją muzyką. Nie identyfikuję się z nią w pełni, choć moje zaangażowanie w prace zespołu jest całkowite.

Na najnowszym albumie CEMETERY OF SCREAM słyszę HELLIASowy patent gitarowy:-) motyw czasowy z „In Your Blood” (4:08 do 4:20). To chyba gra Goolary, nie mylę się:-)?

Goolary: Jasne, że to moja gitara. Zagrywka troszkę w stylu wstawek KREATORa. Zresztą na „Frozen Images” większość gitar to moje dzieło. Wszystkie partie solowe, wiosła w podkładach, czyste brzmienia, a nawet bas i klawisze to w większości moja robota, nie mówiąc o pomocy w mrówczej, studyjnej obróbce. Miałem mnóstwo pracy w studio, ale z efektu jestem zadowolony.

Jestem ciekawy, jakie jest Wasze zdanie na temat internetowego piractwa… Sami w końcu wydajecie i sprzedajecie swoje płyty… Jesteście zwolennikami bezsensownego ssania mp3, czy może jednak kupujecie płyty, które Was interesują?

Goolary: Hmm… Trudne pytanie. Walka z małolatami, którzy zasysają gigabajty „empetrójek”, jest moim zdaniem bezcelowa. To tak, jakby artysta malarz wściekał się, że wynaleziono aparat fotograficzny, bo laik zamiast kupić za ciężkie pieniądze jego landszaft, pstryknie sobie setki zdjęć w plenerze. Jeśli wymyślono format mp3 i dano ludziom nieograniczoną możliwość wymieniania się plikami, to taka musiała być tego konsekwencja. Nie można tego ukrócić. Po prostu jest to niemożliwe. Uważam, że zamiast biadolić, trzeba dostroić się do nowych czasów. Myślę, że już niedługo płyty będzie wydawać się w internecie równolegle z wydawnictwami tradycyjnymi. Kupuję sporo płyt zespołów, które lubię i cenię. Ale najpierw muszę być w stu procentach przekonany, że dane wydawnictwo mi się podoba. W tym celu korzystam z mp3. Jeśli płyta mi się podoba i jest atrakcyjnie wydana, to biorę pieniądze i kupuję.

Foreman: Odkąd pamiętam, piraci byli, są i zawsze będą, więc temat nie jest jakiś specjalnie nowy. Co do ściągania z internetu, nie sądzę, aby kiedykolwiek ktoś mógł to zatrzymać, więc zamiast z tym walczyć, powinno się to wykorzystać. Internet jest największym bankiem informacyjnym, jest wszystkim tym, o czym w latach `80 nawet nie byliśmy w stanie sobie pomarzyć, dlatego wszystkie siły powinny pójść w kierunku ulepszenia, opłacania wartości intelektualnych w taki sposób, żeby to było po prostu dla ludzi. Same kapele natomiast, powinny mieć możliwości normalnych zarobków bez udziału dziesiątków pośredników. Osobiście korzystam z próbek mp3 i podobnie jak Goolary, jeśli jakaś płyta spowoduje u mnie gęsią skórkę, idę do Empiku i ją kupuję.

Image


Jakieś trzy lata temu przeczytałem wywiad z Goolarym w zinie „Najświętszy Napletek Chrystusa” i był to bardzo ciekawy materiał. Jak postrzegacie taki rodzaj prasy podziemnej? W końcu światem rządzi internet, a wtórny analfabetyzm zaraża coraz większą liczbę społeczeństwa. Mało komu chce się czytać gazety, nie mówiąc już o książkach…

Goolary: Ja wolę jednak tradycyjną formę prasy muzycznej. Internetowe ziny nie zawsze są najwyższych lotów, często są przeładowane. Są niewygodne w nawigacji i ciężko w nich odnaleźć coś dla siebie. Poza tym trudno czyta się je w busie lub na kiblu:-). Myślę, że nie tylko ja uważam, iż wydawnictwo tradycyjne, które można wziąć do ręki i przekartkować, jest znacznie bardziej prestiżowe i wiarygodne. Oczywiście często zaglądam na różne strony internetowych magazynów, ale głównie po to, by sprawdzić aktualności lub dowiedzieć się coś o najbliższych koncertach. Rzadko zaglądam do wywiadów czy recenzji.

Foreman: Dla mnie prasa już od wielu lat odgrywa kluczową rolę w edukacji, gdyż na co dzień mam z nią styczność (pracuję na ekspedycji prasy). Poza tym jestem zapalonym zbieraczem wszelakich periodyków (posiadam wszystkie numery największych magazynów muzycznych w Polsce). Wszelaka prasa podziemna robi na mnie duże wrażenie i często ją przeglądam. Zdaję sobie sprawę z tego, że to wielcy pasjonaci i zapaleńcy tworzą takie wydawnictwa i chociażby ze względu na szacunek dla ich pracy sięgam po takie rzeczy. Z dawnych czasów posiadam kilka numerów różnych zinów, przeważnie te, w których gościł HELLIAS. Jeśli chodzi o webziny, to muszę przyznać, że nie przeglądam ich zbyt wiele. Wiąże się to z tym, że po prostu nie znam ich nazw, ani adresów i nawet niespecjalnie chce mi się ich szukać. Jednak chyba się zmobilizuje i w końcu coś ciekawego odnajdę:-)…

Staracie się być na bieżąco w tym, co dzieje się w świecie muzyki? Nie chodzi mi tylko o kapele znane, ale również i te podziemne ze sceny z całej Polski, choć ze szczególnym naciskiem na Kraków. Może odkryliście jakiś ciekawy i warty uwagi zespół w naszym mieście?

Goolary: Myślę, że warto zwrócić uwagę na FORTRESS. Te małolaty już sporo namieszały. Warto obserwować ich rozwój, bo dysponują ogromnym entuzjazmem i możliwościami.

Foreman: Tak, FORTRESS, Fakty…cznie fajnie się zapowiada. Mnie natomiast udało się usłyszeć fragmenty nowego materiału RETRIBUTION i co tu dużo mówić, szczęka opada! Kapitalny stuff, polecam wszystkim thrash maniakom!

Dzięki jeszcze raz za rozmowę! Ze swojej strony życzę Wam nagrania kolejnej udanej płyty. Ostatnie słowa należą do Was! Do zobaczenia na koncertach!

Goolary: Również dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich fanów metalu. Zapraszamy w świat HELLIASa i „A.D. Darkness”. „Za noc, za dzień, za twoje haniebne uczynki, krzyż swój unieś ze spopielonego grobu. Za noc, za dzień i za ukrytą prawdę, niech zrodzi się wrzask, wokół tylko ciemność”. Keep thrashin!

Foreman: Cały Kraków i wszystkich metali pozdrawia HELLIAS! Stay heavy!

[Sabian]


Hellias, goolary@op.pl; www.myspace.com/helliaspl