HEREM II `11

Formacja HEREM pochodzi z Finlandii, „II” to – jak nietrudno się domyśleć – ich drugi album. Pierwszy – i tu zaskoczenie – wcale się nie nazywał jednak „I”! Uformowali się w 2005 roku i od tamtego czasu działają w niezmienionym, pięcioosobowym składzie. Muzyka, jaką proponują nam na swojej drugiej płycie, to utrzymany – praktycznie przez cały czas w wolnych tempach – sludge/doom metal. Krążek jest bardzo dobrze nagrany, a muzyka nań zawarta opiera się oczywiście na dwóch gitarach. Muszę przyznać, iż jest coś hipnotyzującego w graniu HEREM. Nie ma tam szczególnej wirtuozerii – bo nie o nią chodzi w owych piekielnych sludge/doomowych pochodach – jest jednak pewna naturalność, swoboda w wykorzystaniu niewysublimowanych środków. Owa swoboda objawia się najpełniej w dwóch solach zawartych pod koniec obu pierwszych numerów: choć przecież nie o sola w tej muzyce chodzi, są one dobrym uzupełnieniem, a zarazem urozmaiceniem całości (utworów jest tu sześć, najkrótszy trwa ponad 5, najdłuższy ponad 11 minut, a cała płyta minut 45 z diabelskim ogonkiem). Obie gitary przez cały czas prowadzą ze sobą nieustanny dialog, w którym – miast rywalizacji bądź licytacji – można odnaleźć swoistą muzyczną współpracę, pełną kohabitację. Muzycy HEREM pokazują nam czasami, jak umiejętnie można wykorzystywać gitarowe przestery, czego słucha się z przychylną aprobatą i bez cienia znudzenia – co dla sludge/doom już jest swoistym osiągnięciem! Podczas obcowania z „II” towarzyszyło mi też odczucie jakiegoś bliskiego i dalekiego zarazem skojarzenia, którego nie mogłem sprecyzować lub ostatecznie wyartykułować: z czymś kojarzyła mi się ta muzyka, ale z czym dokładnie? Czort wie! Najbliższy jestem „postawienia” tu na debiut MY DYING BRIDE (podobna gitarowa „poetyka”) z jednoczesnym podskórnym przeświadczeniem, że jednak to nie to… Inna specyfika jest taka, iż choć proponowane riffy są proste i wolne, nie są jednak banalne! Jednocześnie niewiele z nich odkłada się nam na dłużej w pamięci, a ponowne próby nieszczególnie tu pomagają. Mimo owej „nieprzystępności”, drugiej płyty HEREM słucha się z rosnącą przyjemnością: odkrywa się „smaczki”, docenia pewną niewymuszoną naturalność, doskonałe wyczucie aranżu, kompozycji i włożoną weń pracę. Diabelska moc zionie od tej muzyki zatęchłym oddechem Hadesu! Idziemy czarcim szlakiem, na którym nie postawiono fałszywego kroku – wszystko współbrzmi ze sobą bardzo dobrze (również wspomniane już sola niezgorzej tutaj pasują). Nawet gitarowe fałsze i dysharmonijne rozjazdy są zamierzone i w pełni uzasadnione. Deliberować można – jałowo – jedynie nad jakością wokali (dominuje głęboki growl, któremu towarzyszy z rzadka mało udany damski kontralt), które w kontekście całości i tak dają się lubić. Płytę „II” HEREM polecam wielbicielom wolnych, acz w 100% metalowych temp, muzyki tła, oraz księdzu Sawie, który album ten powinien bezzwłocznie wciągnąć na swoją czarną listę, by straszyć nim zbłąkane duszyczki. Chwalmy Pana! [Herr Bee]

 

Herem, info@herem.net; www.herem.net, www.myspace.com/heremband

Inverse Rec., info@inverse.fi; www.inverse.fi