HERMH, HELL-BORN, BLINDEAD, MASSEMORD – 28.11.2006, Lublin

 Torment Tour:

HERMH, HELL-BORN, BLINDEAD, MASSEMORD

28.11.2006, Lublin, „Graffiti”

Niestety, niewiele tutaj będzie miłych słów, oj niewiele, choć będą wyjątki.
Jakbym wiedział, że koncert opóźni się ponad trzy godziny (!), to bym się tak nie śpieszył we mgle. Jakbym wiedział, że wszyscy zagrają w ekspresowym tempie, to bym się z domu nie ruszył, bo jednak dla mnie to wyprawa ponad stukilometrowa… I wreszcie, jak bym wiedział, że żona zaśnie w połowie koncertu, to bym jej nie zabrał :-).
Ta sama mgła, która kazała mi jechać 40km/h spowodowała, że gdzieś tam pod Warszawą utknął bus ze sprzętem zespołu (zespołów) i właśnie to był powód tak dużego opóźnienia. A może to było na rękę właścicielom baru i wysłali sabotażystę, bo skoro nie było nic do roboty, ludziska na potęgę pili piwo (też bym pił, tym bardziej, że na ekranach leciał koncert PINK i trzeba było to jakoś przetrwać:)). Skutek tego był taki, że jak już się koncert zaczął, to połowa ludzi była pijana, a druga była już w domu.
Jednak koncert w końcu się odbył, jak to stwierdził Bart, właśnie dla tej garstki, która pozostała.
Organizatorzy wpadli na pomysł, by zespoły zagrały w odwrotnej kolejności, chyba dlatego, żeby HERMH nie grał przed pustą salą. Tak się też stało i na scenie jako pierwsza wystąpiła gwiazda wieczoru. Lepiej było sprawdzić sprzęt i nagłośnienie niż wymyślać jakieś durnoty na temat kolejności występów…

HERMH

Image

HERMH na scenie objawił się okazale. Wśród wielu rekwizytów oraz bardziej lub mniej zabawnych ubranek zagrali diabelski koncercik, oparty na utworach ze znakomitej płyty „Eden’s Fire”. Zagrali go błyskawicznie i już po kilku utworach zeszli ze sceny. Zero bisów, pomimo błagań lubelskich fanów. To mi, jak i reszcie zgromadzonej w „Graffiti”, nie spodobało się, ale tego dnia okazało się to regułą. Miłym akcentem, który potwierdził, że HERMH gra przede wszystkim dla swoich fanów był fakt, że w pewnym momencie Bart rozdał ludziom kilka płyt i koszulek i w ogóle cały rozpływał się w podziękach i przeprosinach za obsuwę i czekanie. Na koniec grupa sprawiła wszystkim niespodziankę swoją wersją „Black Metal” VENOM. Dodam, że bardzo udaną wersją. Drugim minusem występu HERMH, zaraz po jego długości, była sprawa nagłośnienia, a ściślej mówiąc zepsuty mikrofon wokalisty. W ogóle tego dnia wszystko było zepsute – mikrofon, nagłośnienie, perkusja i czort wie co jeszcze.

HELL-BORN

Image

HELL-BORN to dla mnie porażka. Wiem, że to kult, że powrót i takie tam pierdoły, ale co z tego, skoro HERMH, mimo jednej gitary zaprezentował się z potężnym brzmieniem, a dwóch gitarzystów HELL-BORN w sumie nie było słychać. Kilka utworów z samym brzęczeniem zamiast potężnej ściany gitar tylko mnie zmęczyło.

Kolejna porażka to BLINDEAD. Dla mnie zespół kompletnie niepasujący do składu koncertu, grający kompletnie inną muzykę, jednak byli tacy, którym się podobał. Mi jednak nie podoba się takie skakanie po scenie, nie podoba mi się metal w tym stylu i mimo szacunku do muzyków, którzy tworzyli historię NEOLITHIC czy BEHEMOTH`a, ja niestety męczyłem się także i na ich występie. Nie mówię, że jest to zła muzyka, zapewne ma swoich fanów, ale jak dla mnie dziwnie wkomponowana w black/deathowy zestaw na ten wieczór.

MASSEMORD

Image

Jako ostatni zaprezentował się nam młody zespół MASSEMORD. Chłopcy wparowali na scenę półnadzy i wymalowani, odegrali kawał porządnego, inteligentnego black metalu. Bez zbędnych kompromisów, bez nowatorskich łamańców, prosto, konkretnie, brutalnie i diabelsko. I z problemami z perkusją. Wszystkim maniakom black metalu radzę w przyszłości śledzić rozwój tego płodnego, mającego na swym koncie już kilka tytułów zespołu, gdyż może z MASSEMORD niedługo wyrosnąć niezłe ziółko. Ja już ostrzę sobie na nich pazurki.

Koncert zakończył się trochę ponad dwie godziny po rozpoczęciu, więc uważam to po prostu za kpinę, tym bardziej, że przerwy pomiędzy zespołami były nieznacznie krótsze od samych występów. Niezły początek trasy…
Mam nadzieję, że następnego dnia w Krakowie koncert odbył się już normalnie i wypadł dużo lepiej…

[Paweł / foto Ankha]