HESPERUS DIMENSION: W szponach cyklotymii – 2.03.2008

Image


W tych czasach, kiedy produkcja i wydawanie muzyki stały się niezmiernie łatwe,
z pewnością nie umyka uwadze fakt, że pociąga to za sobą falę projektów o mizernej wartości artystycznej. Właściwie możemy mówić o braku artyzmu. Może to jakiegoś rodzaju przeładowanie rynku? Jednak pomimo tego, iż zdarza się słyszeć zdania,
że wszystko już było, ja ufam w potęgę wyobraźni i prezentuję rozmowę
z Nahladem, liderem HESPERUS DIMENSION. Projekt ten jest przykładem na to,
iż istnieją jeszcze takie formy wyrazu, z jakimi nie spotkaliśmy się do tej pory.
Jak wiele motywów można połączyć, aby powstało dzieło wielowymiarowe… Nowy album „The Cyclothymic Panopticon” powinien zwrócić uwagę każdego, kto docenia nutę niesamowitości w mocnej muzyce bliskiej ciemnym stronom naszej psychiki!


Witaj! Nahald, jesteś związany z podziemiem od bardzo dawna, masz bogate doświadczenie muzyczne, grałeś w wielu różnych zespołach. Na dzień dzisiejszy HESPERUS DIMENSION można uznać chyba za pewnego rodzaju zwieńczenie Twojej artystycznej drogi – czy dobrze myślę? Czy można powiedzieć, że utwory tej grupy zawierają niemal wszystkie elementy muzyki, jaką do tej pory tworzyłeś: black metal, ambient i klimaty elektro-apokaliptyczne?

Witam Ciebie i czytelników „Atmospherica”! Tak, można uznać, że jest to zwieńczenie, ale jednocześnie najbardziej pełna wizja i świadomość tworzonej/wykonywanej muzyki. W pewnym sensie to dopiero początek, bo zwieńczenie kojarzy mi się jako podsumowanie lub koniec czegoś. Podążając tym tropem, można przyjąć, że skończyłem z poszukiwaniami swojej tożsamości muzycznej, wyrabiania stylistyki czy testowania, gdzie najlepiej się w niej czuję. A jako początek można przyjąć generowanie dźwięków pod szyldem HESPERUS DIMENSION, gdyż jest to zupełnie coś innego, czego na gruncie muzycznym jak i pozamuzycznym niż miałem okazji tworzyć do tej pory. Powiedzmy, że w jakimś stopniu zawiera te wymienione przez Ciebie epitety, ale istnieją też i takie, których tutaj nie przytoczyłeś. Nie jest to jeszcze etap, gdzie będę w kółko kręcić się wokół kilku zmiennych stylistycznych. Wciąż chcę poszerzać swe horyzonty, ograniczenia i wizje. Na tym polu można jeszcze wiele osiągnąć i zaprezentować.

ImageHESPERUS DIMENSION jest stosunkowo młodym projektem w Twojej historii, gdyż do tej pory ma na koncie dwa materiały: „Mental Electricity” i „The Cyclothymic Panopticon”. Skąd wziął się u Ciebie zamysł na tę grupę?

HESPERUS DIMENSION jest moim najświeższym projektem, ale najdłużej funkcjonującym ze wszystkich. To już niemal ósmy rok działalności. Więc sam widzisz, że ta młodość jest raczej względna. Zamysł na tworzenie zupełnie innej muzyki niż dotychczas powstał pośrednio po moim odejściu z NOCTURN [grupa, w której Nahald grał w połowie lat `90 – red.]. Chciałem spróbować zupełnie innej ekspresji, zmierzenia się z czymś nowym, co mnie bardziej pociąga niż granie dość typowych rzeczy. Choć NOCTURN wiele mi dał i nosił znamiona oryginalności, to jednak nie był zespołem w pełni rozumiejących się ludzi. Ja i Czarny [obecny gitarzysta HESPERUS DIMENSION – red.] stanowiliśmy jego motor, ale reszta nie szła w parze z naszymi oczekiwaniami. Ponieważ, z racji moich fascynacji muzyką elektroniczną, miałem pewną wizję poszukiwań w brzmieniach syntetycznych, odnalazłem w sobie wiele przestrzeni na realizowanie się właśnie w takiej formie. Od lat nie grałem czynnie na gitarze, więc naturalne było dla mnie poszukanie odpowiedniego człowieka, który zająłby się tym instrumentem, a ja skupiłem się na tym, co mi szło najlepiej. Tak więc Czarny był pierwszą osobą, o której pomyślałem. Gdy NOCTURN przestał istnieć, rok po moim odejściu skontaktowałem się z nim, by przedstawić swoją propozycję. Gdy przyjechał, obgadaliśmy sprawę, zaprezentowałem mu kilka swoich pomysłów i wyraził chęć, by to pchnąć w nowy wymiar. Nasze pomysły i fascynacje wciąż się zmieniają, nie mamy kilku stałych wzorców, do których w kółko sięgamy. To poszukiwanie daje nam bakcyla, by selekcjonować cały przepływ muzyczny. Milion godzin spędzamy na detalach, każde szczegóły są wałkowane bez końca, by wykrzesać kwintesencję i złożyć to w porywającą całość.

Z tego, co mi się wydaje, Twoje pierwsze fascynacje były bliskie black metalowi? Czy ten gatunek pozostał najbardziej Ci bliskim – kiedy to HESPERUS DIMENSION ma wiele jego elementów?

Za sprawą „A Blaze In The Northern Sky” moje zainteresowanie black metalem miało swój zalążek. Szczątkowe wzmianki i dwuznaczne wywiady z Norwegami były początkiem. Gusta metalowców starszej daty nie pokrywały się z moim entuzjazmem, wobec czego bardziej drążyłem temat czegoś na wskroś owianego tajemnicą, pewną niedostępnością i mistycyzmem. Black metal stał się dla mnie, na początku lat `90 najbardziej pełnym i wartościowym przekazem muzycznym, lirycznym i ideologicznym. Później miałem coraz większy dostęp do podziemnych kapel, które wówczas dopiero się zawiązywały. Niektóre z nich dzisiaj są wiodące w swojej stylistyce. Chyba jest w tym sporo prawdy, że black metal jest mi bardzo bliski, ale czy najbliższy, to chyba się nie zgodzę. Masz rację, że jego struktura jest poważnym budulcem brzmienia i wyrazu HESPERUS DIMENSION. Obaj z Czarnym od ponad dekady jesteśmy przesiąknięci black metalem i wciąż nam pasuje, by opierać ramy muzyczne naszego zespołu właśnie na strategicznych elementach wyciągniętych z black metalu. Oczywiście nie wszystkich, ale jest to pewna esencja, ekstrakt. Trudno mi powiedzieć, czy będzie to nadal obecne w naszej muzyce, czy za jakiś czas przestanie być istotne, wyraźne lub zwyczajnie dla nas nieważne…

ImageMożna powiedzieć, że HESPERUS DIMENSION jest to twór o naturze piekielnej i chaotycznej. Poprzez użycie elektroniki kojarzy mi się z maszyną-terminatorem, a za tym myśli się o soundtracku do filmu (tym bardziej, że elementy różnych filmów są wplatane do muzyki jako „cytaty”).

Fajnie, że muzyka HESPERUS DIMENSION kojarzy Ci się z soundtrackiem – to jeden z moich koników, jeśli chodzi o muzykę. Uwielbiam rozmaite ścieżki do filmów, więc charakter kinowy udziela się bardzo często za sprawą sampli, budowania nastroju czy, idąc dalej, koncepcie wizualnym, który odnosi się do hollywoodzkich produkcji, ale i kina niezależnego. Marzy mi się skomponowanie muzyki do filmu, ale na razie to tylko marzenie. Film jest dla mnie wielkim źródłem inspiracji i na pewno będzie jeszcze przez pewien czas obecny w koncepcie HESPERUS DIMENSION.

Co do filmowości muzyki HESPERUS DIMENSION, można zwrócić uwagę na sposób promowania najnowszej płyty„The Cyclothymic Panopticon”. Przygotowaliście specjalny trailer…

Tak, pokusiliśmy się o zrealizowanie zwiastuna nowego materiału na modłę kinową; jest on stylizowany właśnie na filmowe trailery. Trailer od pewnego czasu był w moich myślach, jednakże nie miałem odpowiednich środków i ludzi, by wcielić go w byt. Gdy nadarzyła się okazja, zwróciłem się do Łukasza Dziatkowiaka (młody filmowiec z Gdańska), aby zrealizował mój pomysł. Zabrało to sporo czasu. Samo kręcenie było dość wyczerpujące. Potem był mozolny etap edycji. W Australii, Anglii i USA nagrywane były podkłady lektorskie, ale ostatecznie zwyciężył ten amerykański, gdyż najbardziej odpowiadał stylistyce trailerów z tego rejonu. Zwiastun ukazuje część opisową, a następnie fragment jednego utworu, przy którym pokazany jest zespół na podobieństwo clipu. Na stronie HESPERUS DIMENSION lub kilku portalach internetowych bez problemu można się zapoznać z treścią trailera. Proponuję obejrzeć samemu, by pełniej odebrać jego formułę. Kinowy charakter tego promocyjnego filmiku to jest nisza, w jakiej dobrze się czujemy, łącząc z pozoru przeciwstawne elementy. Nie tylko w naszej ocenie owa symbioza nieźle się sprawdza. Malkontentów, którzy wciąż wątpią w prawdziwość mych słów, odsyłam do komentarzy na profilu MySpace. Za jakiś czas ponownie pojawi się film o przebiegu prac nad naszym kolejnym albumem, ale będzie to raczej film dokumentalny.

Poza tym, kiedy inne zespoły grają koncerty, HESPERUS DIMENSION zafundował miłośnikom i przyjaciołom wieczór z prezentacją nowego materiału, ale nie w formie koncertu. Co to więc było i jak wyglądało?

Słusznie wspomniałeś, że nie graliśmy na żywo, bowiem HESPERUS DIMENSION to twór studyjny i na razie nie widać żadnych wyraźnych symptomów, by miało się to zmienić. Wobec czego na release party chcieliśmy puścić muzykę, spotkać się z naszymi przyjaciółmi i zaproszonymi gośćmi, by celebrować zakończenie nagrań i wydanie płyty. Spotkanie miało miejsce w sopockim klubie „Papryka” w dniu 12.01.2008. Zaprezentowaliśmy repertuar z wydanego dla brytyjskiej Serpene Heli Music MCD „The Cyclothymic Panopticon”, by zachęcić ludzi do jego nabycia. Chcieliśmy również przypomnieć, że istniejemy, mamy się dobrze i nie zamierzamy przestać grać. Na imprezę przygotowaliśmy również pokaz krótkiego filmu promującego album, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Owacja publiki była entuzjastyczna i kilkakrotnie powtarzaliśmy pokaz. Zamierzenie udało się w 100%. Było bardzo sympatycznie i kameralnie (nie mylić z pustkami). Jak na brak koncertu, około 80 przybyłych należy traktować jako sukces na warunki trójmiejskie. Choć brzmi to ironicznie zważywszy na tak dużą populację w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Niestety tak małe ilości fanów pojawiających się na koncertach to już kanon. Mimo wszystko my jako organizatorzy byliśmy zadowoleni, chociaż nie udało nam się otrzymać płyt z wytwórni na czas. Na otarcie łez mieliśmy limitowany singiel własnej produkcji.

Czy w ogóle myślałeś o koncertach z HESPERUS DIMENSION? Przecież skład zespołu jako taki jest?

Tak, myślałem o koncertach, ale na chwilę obecną nie robię nic w tym kierunku. To etap, na jaki sobie jeszcze nie możemy pozwolić. Mimo że skład jest, to wiele stoi na przeszkodzie, by zmienić całą sprawę w realny czyn. Choć dochodzą nas głosy, a nawet naciski byśmy zaczęli koncertować, to nie ulegamy wpływom. Skupiamy swą uwagę na dalszych pracach nad pełnym debiutem. A jak będziemy mieć już pokaźny repertuar, sprzyjające możliwości czasowe, by przez długi okres wyćwiczyć do perfekcji set koncertowy, wówczas zdobędziemy się na występy na żywo. Tymczasem będziemy tkwić w samym studio.

Gdzieś pojawiały się wypowiedzi, że nie kto inny jak Faust z EMPEROR jest sesyjnym perkusistą HESPERUS DIMENSION. Jak jest naprawdę w obecnej sytuacji? I jak wygląda Twoja znajomość z bądź co bądź sławną w całym świecie postacią?

Zdaje sobie sprawę, że ta informacja od paru lat funkcjonuje w świadomości ludzi, choć jej realizacja wciąż się odwleka. Niestety na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych rzeczy. Prozaicznym powodem jest brak finansów, by cały projekt ogarnąć. Mimo że ze strony Fausta jest ciągła gotowość, by zasiąść za bębnami na debiucie HESPERUS DIMENSION, to jeszcze musimy poczekać na bardziej intratną ofertę większej wytwórni, która sfinansuje całe zamierzenie. To dość skomplikowane logistycznie przedsięwzięcie, bo, jak wiadomo, Faust mieszka daleko od nas. Przygotowanie go do nagrań też zajmie trochę czasu. Sam przyznał, że może mieć problemy z utrzymaniem temp w niektórych częściach nowych utworów, co oczywiście musimy wziąć pod uwagę. Są znacznie szybsi blasterzy, ale mimo wszystko jego gra jest tak unikalna, że jestem skłonny spowolnić wspomniane partie na rzecz jego możliwości. W tej chwili to wciąż teoretyczny dyskurs, ale podczas zaawansowanych przygotowań będziemy na pewno szukać balansu między nami a jego stylem. Wierzymy, że jego udział będzie sugestywnym i elementarnym wyróżnikiem części rytmicznej na tle melodycznej. Moja znajomość z Baardem jest koleżeńska i prywatna, dzielimy się informacjami na temat aktualności w naszych życiach za pomocą internetu/telefonu. Od kilku lat się nie widzieliśmy, więc siłą rzeczy nasz kontakt jest ograniczony. Ze strony Fausta nie widać żadnych objawów sławy. To skromny, opanowany i wstrzemięźliwy człowiek, ale niepozbawiony humoru. Zupełnie bez emocji podchodzi do swojej popularności, co oczywiście świadczy o jego poziomie i dystansie do tego typu zachowań. Nie raz spotykam osoby, które praktycznie nic nie osiągnęły, a noszą się jakby nagrali lepsze rzeczy niż EMPEROR.

ImageNahald, czy Ty sam jesteś zadowolony z „The Cyclothymic Panopticon”? Co jest według Ciebie najbardziej charakterystyczne dla tego albumu, na co byś zwrócił uwagę innych słuchaczy?

Minęło już trochę czasu od zarejestrowania i wydania go, więc złapałem trochę oddechu, by spojrzeć na niego świeżym okiem. Okres nagrań i miksowania był bardzo intensywny i wyczerpujący. Więc w tamtym okresie wyrażałem wiele negatywnych emocji na temat kontaktu z płytą. Przez długi czas nie słuchałem jej celowo, by odpocząć od HESPERUS DIMENSION. Sami sobie zrobiliśmy przerwę w dalszej pracy nad nowszymi rzeczami. Przełomem stało się release party. Nastąpiło pewne katharsis, że możemy wypluć z siebie cały ten ciężar oraz napięcie i zwyczajnie wyluzować się, mieć radość z pracy, jaką włożyliśmy przez ostatnie dwa lata w ten album. Uważam, że od pierwszego zetknięcia słychać duży skok w selektywności brzmienia, jego mocy i wyrazie. Instrumenty brzmią pełniej, bardziej organicznie w partiach gitarowych. Brzmienie perkusji zyskało na potędze i sile. Dobrze pasuje do całości. Bardzo dużo czasu poświeciliśmy testowaniu wielu brzmień zarówno gitar jak i całej elektroniki. Zakupiony sprzęt dużo wniósł do brzmienia. Lorak (nasz realizator) ma na pewno większe doświadczenie i wiedzę w temacie nagrywania, miksu i produkcji. My jako muzycy bardziej się przyłożyliśmy do sesji nagraniowej. Zmienił się skład, co rzutuje na wiele aspektów pod kątem niuansów. Słyszalny jest mój rozwój wokalny. Czarny wciąż staje się lepszym gitarzystą, wspaniałe zaaranżował partie gitar i syntezatorów. Na miejscu basisty zaszła zmiana, co także jest słyszalne, a na kolejnym materiale będzie jeszcze bardziej odczuwalne.

Poza samą muzyką, HESPERUS DIMENSION ma ważny przekaz literacki i graficzny, które są ze sobą połączone. O czym opowiada nowa płyta? Z tego, co czytałem, ma wydźwięk schizofreniczny. Łączy ze sobą zarówno ten chorobowy stan człowieka, jak i słowo „panoptikon”, które oznacza w pewnym sensie wystawę osobliwości, jakiś dziwactw. Brzmi to bardzo blisko do grozy płynącej z pułapki obłędu. Czy może gdzieś zaświtała inspiracja trylogią filmów „Cube”?
Image„The Cyclothymic Panopticon” ma charakter koncepcyjny i spina wątek liryczny w jednorodną całość. Poprzedni materiał to bardziej zbiór tekstów poskładanych w odpowiednio zaaranżowaną całość niż w pełni świadomy zamysł na ich treść. Nadal krążymy wokół pewnej myśli koncepcyjnej, ale jest to bardziej zrównoważone i przemyślane. Absolutnie historia z filmu „Cube” nie miała żadnego wpływu, ani podłoża do skupienia tematu na bazie panoptikonu. Pomysł Jeremego Benthama i jego filozoficzny aspekt był punktem wyjścia przy opracowaniu konceptu, na którym oparłem wytyczne dla piszącego teksty Damiana Walczyka. Sferyczna budowa więzienia miała kapitalny pomysł zakładający, że osadzeni nie byli świadomi, przez ilu strażników i w jakim stopniu są obserwowani podczas odsiadki. Cyklotymia jest jedną z odmian schizofrenii, która charakteryzuje się wahaniami nastroju i aktywności jako wyraz łagodnej depresji. Zestawienie obu pojęć nadaje nowy wymiar ich sensu. Gdy wyobrazisz sobie stan psychiczny więźnia rodzący stopniowe napływy depresji w kontekście odbywanej kary, wówczas rysuje się dziwny, trudny, metafizyczny obraz, którego nie zawsze jesteśmy w stanie ogarnąć wrodzoną percepcją, którą każdy ma inaczej ukształtowaną. To właśnie ta wielowymiarowość pozwala na puszczenie fantazji i dopowiadanie sobie, co taki człowiek może czuć. Nie ma to związku z moim osobistym życiem, to po prostu temat badawczy potraktowany jako fabuła naukowa dla potrzeb kompozycji twórczej. Jej chory charakter ma dopełnienie w użytych środkach i konstrukcji muzyki. Wizualna strona albumu jest symboliczna, ale ma jasne odniesienie do tytułu. Embrion ludzki wpisany w źrenice płonącego oka sugeruje pewne rzeczy, a sam kształt oka ma kształt kolisty, co z kolei współgra z budową panoptikonu. Dobrze odgadłeś powiązanie trzech rzeczy w logiczną całość, czyli muzyki, tekstów i wizualizacji.

Zapytam jeszcze o Wasz wizerunek prezentowany na zdjęciach. Wydaje mi się, że przywiązujecie do niego dużą wagę, gdyż co jakiś czas robicie sobie profesjonalne sesje fotograficzne. No i tak… Zauważam niezłą metamorfozę: od niepozornych chłopaków (mężczyzn:-) w jakimś kowbojskim kapeluszu, podkoszulkach i bojówkach (2001), poprzez umiejscowienie w scenerii obskurnych, schizofrenicznych miejsc, jakiegoś narkotycznego obłędu (te strzykawki na palcach robią piorunujące wrażenie!) (2006), aż po wypielęgnowany image przypominający Presleya czy też ,,mroczne” glam rockowe bandy (2007). O co tu chodzi? Na kogo pozujecie:-) i dlaczego? Chyba lubicie eksperymentować i na tym, nie muzycznym polu, co?

ImageMiło mi słyszeć, jakie są Twoje obserwacje i skojarzenia, choć w tym miejscu należy podać kilka sprostowań. Kapelusz pochodzi z Australii i niewiele ma wspólnego z tradycyjnie pojmowanym kowbojskim stylem. Presleyowskie / gram rockowe podobieństwa są przypadkowe i niezamierzone z naszej strony. W pewnym sensie doszukiwanie się ukrytego znaczenia w naszej przemianie wizualnej ma ścisły związek ze zmianami muzycznymi. Ale werbalnie nie uderzamy manifestem podprogowym. To raczej dbałość o detale, szukanie własnej niszy w tak mocno oblężonym i wyeksploatowanym świecie sztuki, kiczu, marketingu oraz tożsamości. Element rozwoju, metamorfozy i zmian jest dla nas naturalnym procesem. To nie tylko wynik naszej potrzeby, by za każdym razem pokazać nieco inne oblicze zespołu, ale i pewne odzwierciedlenie wizji w danym czasie. Jak słusznie zauważyłeś, nastrój i klimat miesza się ze sobą. Raz są to dramatyczne obrazki, innym razem o ładunku luzu i dobrej zabawy. Nieodłącznie do nawiązań filmowych wydaje się być również zaprezentowanie muzyków w odpowiedniej konwencji z balansowaniem stylu, smaku i elegancji [no tak, ta kostka z Hellraiser`a… – red.]. Jesteśmy estetami i jakość wizualna jest dla nas bardzo istotna. Niespecjalnie musimy przekonywać o tym w wywiadach, bo średnio poinformowana osoba na pewno zauważy ten niuans. Mamy już pomysły na następne sesje, najbliższa powinna mieć miejsce latem. Nie będę uprzedzał faktów, ale podobnie jak nasz nowy MCD, może zaskoczyć tych, którzy nie spodziewają się kolejnej zmiany. W sumie wyszła taka ładna konkluzja sama z siebie. Nasi odbiorcy powinni przyzwyczaić się, że zmienność jest naszym stałym czynnikiem.

Poruszmy jeszcze kontrowersyjny temat NORTHLAND – Twojej starej, jednoosobowej kapeli, która wyrosła na bazie kwitnącego wówczas black metalu i fascynacji pogaństwem. Było to chwilowe zauroczenie, czy też po dziś dzień masz szacunek dla takich klimatów ideologicznych?

Szacunek jest chyba złym słowem. Raczej mam do tego sentyment. Na pewno było to swego rodzaju zauroczenie, bo od tego bierze się tego typu zwrot, przemiana w życiu każdego z nas. Bez fascynacji nie ma takiej determinacji, by robić coś wbrew ogólnie przyjętym normom i zachowaniom. Pogaństwo wciąż ma dla mnie wymiar metafizyczny i tak do tego podchodziłem ładnych kilka lat wcześniej. Oczywiście nie śmigam po lasach z kolczugą i szablami, ten etap już dawno mam za sobą (innym to nie przechodzi, ale to ich sprawa). Mnie to po pewnym czasie przestało zajmować na tyle, by czerpać z tego radość. Ktoś powie o mnie: pozer naginający za trendem. Ok, niech mnie tak nazywa, ale odszedłem od tego, bo straciło to dla mnie sens w wymiarze osobistym. Nie przejmuję się, że ktoś będzie na mnie psy wieszał, albo że tego nie ciągnę lub wypaczyłem owe wartości. Mam dystans do spraw ideologicznych/religijnych w tym odłamie muzycznym i raczej z przymrużeniem oka traktuję większość ekstremistów, którzy ścigają się w byciu bardziej true, necro i evil. Naturalnie, że NORTHLAND był wynikiem fascynacji black metalem. Narodził się w okresie, kiedy jeszcze ten trend na dobre nie powstał, choć już ortodoksi mówili, że trend zbiera swoje żniwa. To podobne gadanie jak o zagrożeniu, którego wcale nie ma. Ale mówienie o tym, ma wzbudzić lęk i strach wśród pozostałych, by uwierzyli, że jest zupełnie inaczej.

Od strony muzycznej NORTHLAND był tworem często krytykowanym i wyszydzanym…

ImageMało kto zrozumiał, że NORTHLAND pokazał, jak tandetny i głupawy potrafi być black metal. Poprzez niedbałe wykonawstwo muzyczne, prymitywne teksty i chaotyczne wywiady pokazałem inne oblicze. Jednak część tzw. znawców czepiała się dokładnie tego, co wyszydzałem pod nazwą NORTHLAND. Najbardziej mnie raduje widok głupich min tych, którzy przez pryzmat jakiegoś tam albumu pt. „Czernoboh” oceniają mnie po dziś dzień lub mierzą moją aktywność muzyczną i mój dorobek muzyczny właśnie poprzez jego istnienie. Długo by jeszcze to wyjaśniać… NORTHLAND to już temat zamknięty, ale czasami pytany w wywiadach o jego powrót, mówię przewrotnie, że zamierzam przypomnieć co niektórym, by ich rozwścieczyć albo dać szansę do pośmiania się i oczywiście do przyjemnego posłuchania. Kto wie, może faktycznie to zrobię:-).

Czytając opinie o HESPERUS DIMENSION możesz być dumny ze swoich dokonań, ale na tle tych recenzji często pojawiają się zdania o Twojej „niechlubnej przeszłości i wybrykach” (jak pisał chociażby Maciek z „Burning Abyss Magazine”). Jak to było z tymi wybrykami młodego black metalowca, bo myślę, że chodzi właśnie o czasy NORTHLAND? Spowiadaj się teraz:-)!

A jakie to ja niby popełniłem niechlubne wybryki? Niby to, że NORTHLAND paru osobom się nie spodobał? To ich problem, a nie mój. Ja nie mam z tym żadnego problemu. Nie czuję zażenowania ani wstydu. NORTHLAND był ważnym etapem w drodze do powstania HESPERUS DIMENSION. Nagrał parę materiałów, a nie tylko płytę, o której się najwięcej mówiło. Wiele dobrych recenzji demówek przeczy temu, co sugerujesz. „Czernoboh” nie został zmieszany z błotem w 100%. Kilka jakichś bezwartościowych zinów poświęcało mi więcej uwagi niż kapelom wielbionych przez rzesze. Pomijając kłamliwe, złośliwe i tępe zarzuty, zwyczajnie ze spokojem podchodzę do kontrowersyjnego dorobku NORTHLAND. Znam znacznie gorsze rzeczy niż nagranie albumu, który się komuś nie podoba lub wzbudza w nim śmiech. Niektórzy chyba zbyt sobie wzięli to do głowy i zachowują się, jak zaślepieni, wszechwiedzący mędrcy. Inni próbowali mnie „oświecić” lub przekonać, że umniejszając mi, dowartościowują swoje żałosne ego. Nie ma nic szacownego w takim podejściu. Wywyższanie się ponad innych z góry jest skazane na klęskę, ale oni i tak nie potrafią wynieść się ponad własne „ja”. Ja wolałem skupić się na czymś kreatywnym niż prowadzić bezcelowe polemiki z tymi „specjalistami”. Pewnie walili konia, śliniąc się, jacy są spostrzegawczy i elokwentni, a ja jestem skończonym „kretynem z Pomorza”. Jak sądzisz, czy powinienem ich rozczarować i dalej utrzymywać ich w przekonaniu, że doprowadzili mnie do całkowitego rozkładu mentalnego i muzycznego? Żadna z tych smutnych osób nie dopuściła do głowy myśli, że potrafię dobrze grać, jestem wykształcony i mogę jeszcze ich bardziej wkurwić nagrywając całkiem spoko utwory. Nie wspominając, że nadal istnieją muzycy, którzy bez tych oszczerczych naleciałości nie boją się ze mną współpracować. Co więcej, szanują mnie i są bardzo dobrymi przyjaciółmi, a prywatnie wspólnie często się spotykamy na różnorakich imprezach. Niestety nie wszyscy podzielają pogląd, że jestem debilem bądź nim byłem. Że jestem chorym fantastą. Jak widać, nie tylko prasa brukowa, ale podziemne gazetki także są tworzone przez osoby rządne sensacji, taniego rozgłosu i każdej formy zwrócenia na siebie uwagi. Podobne pierdoły krążyły o Robie Darkenie z GRAVELAND, Occulcie z THIRST, ale jakoś oni wciąż grają i mają się dobrze, więc o czymś to świadczy. A głupoty typowe dla nastolatka? A któż ich z nas nie popełniał? Miałem okres buntu, zacietrzewienia i bardzo jednokierunkowego widzenia świata. To naturalne, widząc jak wiele osób stara się wykreować swoją tożsamość, zaznaczyć swą egzystencję. Nie zawsze są to pozytywne sposoby, ale z wiekiem coś, co było dla nas ważne, po latach traci sens. Nie inaczej było ze mną. Wciąż się ocieram o sprawy codzienne, gdzie założenia black metalu z początku lat `90 mają się nijak do rzeczywistości. I wiesz co? Dobrze mi z tym. Nie muszę nikogo zabijać lub maltretować po raz n-ty nieszczęsnego Chrystusa, by bardziej się przypodobać temu czy tamtemu. Mam takt, wyczucie sytuacji i smaku, by zająć się czymś bardziej poważnym i czymś, co przynosi wymierne korzyści dla HESPERUS DIMENSION. Nie widzę potrzeby, by w nieskończoność wałkować zmęczony temat, bo wymaga tego jakaś wypaczona poprawność stylistyczna.

W obliczu Apokalipsy, jakie byś miał zdanie do tych, którzy by chcieli je właśnie od Ciebie usłyszeć?

Mam nadzieję, że nie doczekam chwili Apokalipsy. Dziękuje za wywiad i zapraszam do bliższego zapoznania się z HESPERUS DIMENSION.

[Ariaman / Atmospheric #14]


Hesperus Dimension, Sławomir Nietupski, ul. Wodnika 11, 80-297 Gdańsk – Banino; tel. 0604294689; nahald@tlen.pl; www.hesperus-d.com / www.myspace.com/hdimension