HEXEN Being And Nothingness `12

„Being And Nothingness”to drugi pełnowymiarowy album powstałego w 2003 roku w Los Angeles thrash metalowego HEXEN. Skład kapeli to cztery osoby, z czego nowym nabytkiem został Artak Tavaratsyan, zastępując gitarzystę znanego z pierwszej płyty. Z odzewu na pierwszy album kapeli, odniosłem wrażenie, że HEXEN zdobywa coraz większy rozgłos, a grono fanów zespołu powiększa się. Chłopaki sporo grają i budują swoją reputację na lokalnej scenie, a szlifowanie umiejętności i talent przekłada się na jakość ich drugiego wydawnictwa. Płyta „Being And Nothingness” skrzy się od solowych popisów gitarzystów, którzy nie szczędzą swoich umiejętności, naprawdę bardzo dużo tu melodyjnych fragmentów, które są przeciwwagą do szybkich i ostrych thrashowych riffów, czasem zapędzających się w rejony melodyjnego black metalu. Ale to nie wszystko, wiele tu naleciałości z przeróżnych gatunków muzyki metalowej, podstawą jest thrash, ale panowie z HEXEN posiłkują się również bardziej dosadną blackową młócką, melodyjnymi deathowymi riffami, ale nie gardzą także progresywnym graniem. Miejscami pojawiają się klawiszowe pasaże, dla podkreślenia atmosfery utworu lub by go po prostu bardziej dopełnić. Wokalista wykrzykuje swoje teksty w thrashowej manierze, nie uświadczycie tu czystych partii, aczkolwiek jego lekko schrypnięty głos dobrze spaja się z muzyką. Ogólnie HEXEN powoduje u słuchacza rodzaj pewnego deja vu, zespół jakby odwołuje się do spuścizny końca lat 80-tych, najlepszych dni pierwszej fazy thrash metalu. Można śmiało wywnioskować, że ekipa HEXEN bardzo lubi albumy zespołów VOIVOD, CORONER, EXODUS czy ANTHRAX, doprawione szczyptą heavy metalu (te solówki). Instrumentaliści to naprawdę dobrzy muzycy. Grają z zadziwiającą lekkością, bardzo pomysłowo, próbując rozbić typowy thrash metalowy schemat kompozycji. Utwory zawarte na albumie „Being And Nothingness” są w większości długie, rozbudowane, o strukturze rozwijającej się. Potrafią zaskoczyć słuchacza niespodziewanym przejściem czy też nagłą zmianą klimatu, z agresywnej młócki do bardziej wysublimowanych, łagodnych, melodyjnych dźwięków. Czasem ta instrumentalna ekwilibrystyka przynosi skojarzenie z niektórymi progresywnymi zagraniami Chucka Schuldinera. Najdobitniejszym dowodem na to, że zespół potrafi zagubić słuchacza w swoim labiryncie dźwięków, niech będzie 15-minutowa, podzielona na kilka części kompozycja wieńcząca ten wspaniały krążek, „Nocturne”. Mamy w niej przekrój wszystkiego, co HEXEN ma do zaoferowania: wielowątkowa kompozycja, szybkie partie, mnogość progresywnych elementów, popisy solowe muzyków, słowem dźwiękowy przekładaniec. Niezwykle klarowna produkcja „Being And Nothingness”, odpowiednia doza thrashowego ciężaru, techniki, melodii oraz selektywności poszczególnych instrumentów sprawia, że album wchodzi bez popitki. Materiał brzmi bardzo dobrze, wszystko jest słyszalne. Różnorodność melodii, przestrzeń i słyszalna łatwość, z jaką muzycy wydobywają dźwięki ze swoich instrumentów, powoduje u słuchacza zadowolenie z obcowaniem z przemyślaną wizją muzyki HEXEN. Ma się wrażenie, że muzycy nagrali tę płytę wbrew modom, oczekiwaniom sceny, postawili na rozwój i to się im opłaciło. Słychać, że granie sprawia im wiele radości i satysfakcji. A dla nas satysfakcją powinno być obcowanie z tym, wykraczającym poza typowe ramy melodyjnego thrashu, wydawnictwem. Na krążku „Being And Nothingness” HEXEN umiejętnie łączy thrash metalową stylistykę z black metalowymi wpływami, szybką perkusją i mnóstwem melodii, przy tym utwory są wielowątkowe i mają skomplikowane struktury nie nudząc słuchacza, a wręcz wciągając go do swojego muzycznego świata pełnego fascynujących dźwięków, gwarantując mu niezapomniane doznania. [darkuss3]

 


Hexen, www.myspace.com/hexen

Pulverised Rec., calvin@pulverised.net; www.pulverised.net