HOLOCAUSTO CANIBAL Gorefilia ‘12

Przyznam szczerze, że na recenzowanie tej płyty zgłosiłam się dobrowolnie głównie ze względu na nazwę kapeli, która rzecz jasna przyciągnęła moją uwagę wyłaniając się spośród całej masy innych twórczości. Trzeci w pełni wydany album „Gorefilia” zapowiada się obiecująco, ale! Znów te okładki… jak lubię kicz w postaci okładek CANNIBAL CORPSE (zauważam inspirację) to tutaj trochę mi nie po drodze. Wypadające jelito, z nienaturalnie wielkim wystającym cycem. Mam zamiar nie porzygać się z przejedzenia. Przyczynia się do tego fakt, że album zawiera aż 18 pozycji.  „Cortex” zachęcający początek, niczym przystawka przed głównym daniem. Robi smaczek na coś mocniejszego. „Objectofilia Platonica” jak najbardziej trafiony pod mój gust. Przede wszystkim to, co w deciorze lubię najbardziej, a nawet małe zaskoczenie pod koniec wała. Nie rozumiem trochę, dlaczego motyw z pianinkiem jest tak brutalnie urwany. Tak patrzę na play listę i zachodzę w głowę próbując zrozumieć tytuły. No tak, Portugalia się kłania. Bardzo pozytywny akcent. Tak jak przypuszczałam. Osiągnęłam stan lekkiego przesytu. Płyta aż pęka w szwach fundując mi nadmiar bodźców. Z taką set listą niejedna kapela mogłaby zabłysnąć na gigu, bo nagrana muza wręcz zobowiązuje do świetnego odtworzenia jej na żywo i nie pozwala na pasywny odbiór.  Bardzo dopieszczająca moje zmysły twórczość, przede wszystkim pod względem kompozycji i klimatu. Całokształt na wysokim poziomie w stanie constans. Z czystym sumieniem można postawić tę ekipę pośród ikon w muzyce death. Z całą pewnością warta większej uwagi, także polecam. [Silentium Tenere]