HORRICANE: Death metal po estońsku – 1.05.2007

Image

Nigdy nie byłem pod wrażeniem całkiem obszernej przecież estońskiej sceny.
Prawdę mówiąc nigdy specjalnie nie interesowałem się kapelami z tego kraju…
Pewnego dnia usłyszałem demo HORRICANE i moje podejście do tamtych regionów
zmieniło się diametralnie. Tych sześciu kolesi, grających wcześniej głównie
black metal, nagrało naprawdę wyśmienity materiał, który zaowocował kontraktem.
Szkoda tylko, że w wyniku braku promocji debiutancka płyta raczej przeszła
bez echa. Także w Polsce nie było o nich zbyt głośno i mam nadzieję, że ten krótki
wywiad skłoni kilka osób do posłuchania „The Lynch-Lawyers”.



Witam panów. Zacznijmy od kilku pytań dotyczących przeszłości. HORRICANE powstał w 2002 roku, a według biografii szybko znaleźliście własny styl. Podobno pomysł założenia kapeli zrodził się na imprezie po kilku piwach, ale do czego zmierzam… Czy była to decyzja typu: „załóżmy wspólnie kapelę i grajmy cokolwiek”, czy może raczej „zagrajmy ciężki, potężny death metal z przerażającym klimatem”?

MDX: HORRICANE powstało w zasadzie na gruzach estońskiej pagan/black metalowej kapeli ASSAMALLA. Byli muzyce tej ostatniej: PCHN, ERX oraz VX szukali nowego perkusisty, gdyż chcieli sobie pograć bardziej nowoczesny black metal, z dodatkiem elektroniki, sampli i różnych takich bajerów. Ja zgodziłem się im pomóc na początku i najbliższy temu, co wtedy robiliśmy, jest utwór „Omen Woman”. Wkrótce do kapeli doszedł klawiszowiec DZDZ i drugi gitarzysta ANZ. W tamtym czasie (2002) słuchaliśmy sporo nisko nastrojonego death metalu, jak np. BEHEMOTH, MORBID ANGEL, ZYKLON, etc. i dzięki tym kapelom powstał ostateczny pomysł na HORRICANE. Jednak dodanie do tego wszystkiego mrocznych i zimnych klawiszy było planowane od samego początku i wydaje mi się, że będzie to bardzo naturalny i wyraźny element muzyki HORRICANE w przyszłości.

ERX: Rzeczywiście, to prawda. W tamtych czasach chcieliśmy pograć sobie jakiś dziwny black metal z dzwonkami i gwizdkami. W jakiś sposób zmieniło się to w styl, który rozwijamy obecnie. Pamiętam, że zdecydowaliśmy się wtedy pozostać przy death metalu w średnich tempach, zamiast przyłączać się do ogólnoświatowego konkursu na najszybsze bębny i gitary w gatunku. Osobiście jestem wielkim fanem metalu granego w średnich tempach.

Image

W tamtym czasie wszyscy graliście także w różnych inny zespołach, a te raczej niewiele miały wspólnego z HORRICANE. Czy to jakoś wpłynęło na muzykę, którą zaczynaliście tworzyć razem? I jak wytłumaczyłbyś fakt, że z HORRICANE osiągnęliście znacznie więcej niż ze swoimi pozostałymi kapelami?

MDX: Myślę, że nasze wcześniejsze doświadczenie sprawiło, ze w muzyce HORRICANE jest tak dużo różnych wpływów. Na przykład ja grałem kilka lat w estońskiej progresywnej kapeli ECHOSILENCE i przyzwyczajony jestem do dziwnych podziałów i polirytmicznych motywów, co zresztą można usłyszeć w HORRICANE. A fakt, że z tą kapelą osiągnęliśmy więcej niż z pozostałymi, może być spowodowany energią i doskonałą współpracą w tej kapeli. Różne osobowości wniosły różne perspektywy do naszego sukcesu.

ERX: Oczywiście, że to wszystko na nas wpłynęło i wpływa w dalszym ciągu. Jestem pewien, że usłyszysz na „The Lynch-Lawyers” delikatną wszechobecność black metalu. Z drugiej strony, nasze dotychczasowe osiągnięcia wynikają ze znacznie lepszej współpracy niż w poprzednich kapelach, co z kolei możliwe jest dzięki temu, że każdy z nas jest znacznie dojrzalszy jako osoba i wiemy co chcemy zrobić z naszymi muzycznymi pomysłami.

Po kilku miesiącach przygotowaliście materiał na demo, ale zdecydowaliście zmienić sporo w opracowanym brzmieniu, m. in. gitary zyskały dodatkowe struny. Czy miało to jakieś istotne znaczenie? Czy sama muzyka bardzo się różniła po tej zmianie?

ERX: Tak, na początku muzyka była zbudowana jedynie na riffach gitarowych. Wkrótce poprosiliśmy DZDZ, żeby wstąpił do HORRICANE. Znaliśmy go z jego wcześniejszej prog-death metalowej kapeli INSTIGATOR OF GRIEF. Zawsze podobały nam się dziwne klawiszowe melodie, jakieś straszne dźwięki i inne tego typu klimaty. Czuliśmy, że musimy dodać więcej warstw i więcej klimatu do naszych utworów.

Te zmiany zabrały trochę czasu, ale to wciąż nie był koniec. W dalszym ciągu nie mogliście zarejestrować dema, gdyż sesja została przesunięta… Dlaczego? Czy nie mogliście nagrać w innym studio?

ERX: Cóż, myślę już wtedy otwieraliśmy tutaj koncerty takich kapel jak BEHEMOTH, VADER czy FEAR FACTORY i chyba trochę się zapomnieliśmy:-).

W końcu demo zostało nagrane, czy byliście zadowoleni z efektu? Pytam o całość – brzmienie, jakość muzyki, oprawa graficzna… Ja uważam, że było naprawdę bardzo dobre.
ImageMDX: Szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy dokładnie jakie brzmienie i jaka atmosfera będzie dla nas najlepsza. Nie znaliśmy studia zbyt dobrze, gdy zaczęliśmy nagrywać demo i ostateczny efekt jest wynikiem naszego rozwoju w trakcie sesji. Zawsze można wskazać jakieś szczegóły, z których człowiek nie jest zadowolony, jeśli chodzi o brzmienie, ale oprawa graficzna i całe opakowanie satysfakcjonuje nas w zupełności. Naprawdę żałujemy, że nie rozwinęliśmy tych pomysłów na naszym debiucie, jak początkowo planowaliśmy.

ERX: W dalszym ciągu jestem zachwycany opracowaniem całego opakowania. Tak, jak wspomniałeś, jest to bardzo wyjątkowy, zaprojektowany przez nas digipak z niesamowitą oprawą graficzną. Cały pomysł na to rozwinął się raczej naturalnie a nasz dobry przyjaciel, który pracuje w drukarni zaprezentował nam koncept takiej właśnie oprawy – z wykorzystaniem koloru czarnego i błyszczącego srebrnego. I naprawdę byliśmy pod wrażeniem, gdy pierwszy raz zobaczyliśmy efekt finalny. Podobnie zresztą jak każdy, komu tylko udało się zdobyć nasze demo.

ImageTrochę mnie tutaj EDX uprzedził rozwijając się na temat opakowania… Ale cóż, do rzeczy. Tak świetny materiał, jak „The Lynch-Lawyers’ Death Squad” bez sensownej promocji mógłby przepaść bez echa, zgodzicie się z tym? Myślę, że byliście świadomi tego. Cały pakiet promocyjny jest doskonały. I nie mam na myśli wyłącznie błyszczącego opakowania płyty, ale także profesjonalnie wydrukowana biografia i teksty na grubym papierze, wszystko pasuje do siebie kolorystycznie… Po tym widać, że zależało wam na odpowiednim traktowaniu… Czyim pomysłem było to wszystko?

MDX: Ja sam prowadzę audycję metalową w radio prawie od dziesięciu lat i w zasadzie co tydzień widuję przeróżne pakiety promocyjne i zdaję sobie sprawę z tego, co przykuwa uwagę, a co nie. Staraliśmy się jak najlepiej rozwinąć nasz pomysł i dopracować wszystkie najdrobniejsze szczegóły. Są tysiące młodych kapel i trzeba wszystko zrobić idealnie, żeby jakoś się wyróżnić.

ERX: To prawda, wydrukowaliśmy ładnie przygotowane list i biografię, żeby rozprowadzać je do różnych firm wydających muzykę metalową. Wszyscy wiedzieli, że to jedyny sposób, aby zwrócić na siebie uwagę.

Takie podejście do sprawy można łatwo wyjaśnić – zdawaliście sobie sprawę z faktu, że muzyka jest dobra (bo głupotą byłoby wywalanie kasy na promocję jakiegoś syfu) i po prostu głównym celem było podpisanie kontraktu, mam rację? Z tego listu i biografii, które kiedyś otrzymałem wyciągnąłem prosty wniosek – brak kontraktu byłby dla was prawdziwą porażką, zgadza się? Bardzo się napracowaliście nad demówką i nad promocją, więc ośmielę się zapytać czy było jakieś założenie w stylu: „albo podpisujemy kontrakt, albo rozwiązujemy kapelę”? Co by się stało gdyby jednak nie udało się znaleźć żadnego sensownego wydawcy?

MDX: Prawdę mówiąc, podpisanie kontraktu nie było dla nas tak ważne, jak myślisz. Muzyka jest dla nas najważniejsza i sam proces tworzenia jej jest bardzo radosny. Choć oczywiście czasami może być również bolesny. Jedyne co chcieliśmy osiągnąć tą demówką, to znalezienie profesjonalnego partnera, który mógłby nam pomóc przejść na następny poziom, a to oznacza dla nas kontrakt płytowy i jakieś wsparcie w organizowaniu tras.

ERX: Muszę przyznać, że jakieś malutkie fragmenty naszych ego oczekiwały uznania dla ciężkiej pracy, którą włożyliśmy w ten materiał! Żeby być całkowicie szczerym powiem, że kontrakt płytowy był raczej koniecznym osiągnięciem, które mogło nam to zrekompensować!


W końcu trafiliście do Black Mark. Szczerze mówiąc, średnio mnie to ucieszyło. Promocja i dystrybucja naprawdę u nich kuleje… W recenzji „The Lynch-Lawyers’ Death Squad” napisałem, że zasługujecie na kontrakt, ale myślałem, że skończycie w jakiejś lepszej firmie… Czy otrzymaliście jakiekolwiek inne oferty? I dlaczego wybraliście akurat Black Mark?

ImageMDX: Byli jeszcze inni wydawcy zainteresowani nami, ale to były młode, nie tak uznane firmy. Black Mark była (i wciąż jest) legendarną wytwórnią i na początku wydali się nam bardzo obiecujący i profesjonalni w tym, co robili.

ERX: To było wręcz niewiarygodne, że Black Mark zainteresowała się nami. Naprawdę mieliśmy nadzieję na wszystko co najlepsze, podpisując tą umowę i nie mieliśmy najmniejszego pojęcia jak to wszystko się potoczy dalej. Mieliśmy prawdziwie wysokie oczekiwania! Ale byliśmy młodzi i niedoświadczeni.

Może i faktycznie Black Mark jest jakąś tam legendą, ale o swoje kapele to oni raczej nie dbają, żeby nie powiedzieć, że mają je po prostu w dupie… Światowa premiera płyty została przesunięta przez Black Mark, podczas gdy „The Lynch-Lawyers” była już dostępna w Estonii. Czy to było dobre rozwiązanie? Nie wkurzyło was to?

MDX: Powodem przesunięcia premiery były problemy z tłocznią, z której usług korzystała wtedy Black Mark. Podobno ta fabryka zniszczyła jakieś materiały BATHORY. Oczywiście, że nas to wkurzyło, ale w takiej sytuacji raczej nie byliśmy w stanie nic zrobić.

ERX: Całkowitą katastrofą skończyłoby się z kolei przesunięcie premiery w naszym kraju. Mieliśmy już zarezerwowany lokal na prezentację płyty i to wszystko udało nam się w ostatniej chwili.

W końcu jednak rozstaliście się z Black Mark. Dlaczego zabrało wam to tyle czasu? Oczywiście zadając takie pytanie mam na myśli, że przecież Black Mark nie jest najlepszą firmą na rynku… Powiedzcie mi szczerze, czy jesteście zadowoleni z ich działań promocyjnych? Czy zrobili cokolwiek, żeby sprzedać tą płytę? Przyznam, że zaskoczyło mnie wasze oświadczenie odnośnie opuszczenia tej firmy, w którym zaznaczyliście, że była to bardzo miła współpraca…

MDX: Jeszcze przed wydaniem płyty zdaliśmy sobie sprawę z faktu czym tak naprawdę Black Mark jest i w jaki sposób odbywa się u nich komunikacja z kapelami. Właśnie brak tej komunikacji był największym problem z tą firmą. Ponadto firma nie wspierała nas w żaden sposób – nie załatwili nawet żadnego wywiadu, nic z tych rzeczy. Tak czy inaczej, z samego kontraktu jesteśmy na swój sposób zadowoleni. Nauczyliśmy się czego oczekiwać od firmy, jak z nią współpracować i tysiące innych rzeczy. To negatywne doświadczenie sprawiło, że z optymizmem patrzymy w przyszłość.

ERX: Wiemy teraz, że Black Mark nie jest świetną firmą i zdecydowanie nie jest najlepszym wyborem dla młodej kapeli. Przez jakiś czas fakt bycia w kapeli bez kontraktu jest bardzo relaksujący, podobnie jak to, że umowa z Black Mark została rozwiązana. Co cię nie zabije, to cię wzmocni i dokładnie tak było w naszym przypadku. Wiele kapel nie dało sobie rady, gdy zostawały bez kontraktu i w efekcie się rozpadały, ale nam to nie grozi.

ImageTym razem pytanie odnośnie koncertów. Pierwsza sprawa, która mnie interesuje, to fakt, że udało wam się zagrać kilka poważnych koncertów jeszcze przed nagraniem dema, w tym m.in. z BEHEMOTHem… Jak udało się wam to załatwić? I kolejna sprawa, która poniekąd wynika z tego pytania – macie chyba niezłe plecy u organizatorów w Estonii, bo gdy tylko jakaś znana kapela przyjeżdża do tego kraju, to praktycznie pewne jest, że jednym z supportów będzie HORRICANE… Inna sprawa, że to wszystko jest super, ale czy będzie można zobaczyć was kiedyś w jakimś innym kraju? Może jakaś trasa europejska?

MDX: Hehe, to prawda, że znamy się i lubimy z organizatorami koncertów w Estonii. Z reguły jako supporty dla uznanych nazw, typu BEHEMOTH czy FEAR FACTORY, grają lokalne kapele, którym organizatorzy mogą zaufać. Mogę z dumą powiedzieć, że HORRICANE jest bardzo mocnym zespołem na żywo z odpowiednim, profesjonalnym podejściem.

ERX: Graliśmy na Inferno Festival w Oslo i dwa lata z rzędu na klubowych imprezach związanych z największym fińskim festiwalem Tuska. Zagranie na tych i wszystkich pozostałych koncertach było dla nas wielką przyjemnością i honorem i tak, mamy jakieś marzenia, ale też konkretne pomysły w trakcie opracowywania, aby zorganizować małą trasę z pewną bardzo obiecującą i utalentowaną kapelą z Finlandii, ale za wcześnie na jakiekolwiek szczegóły i obietnice.

Teraz muszę spytać o coś, co szczerze mówiąc mnie martwi. Uwielbiam wasze demo, podobnie jak i płytę, ale zastanawiam się co będzie dalej. PCHN, który był twórcą muzyki, odszedł z kapeli. Rozumiem, że zgodnie z tym co ogłosiliście, koleś nie miał czasu. Ale w takim razie kto teraz będzie pisał nowe kawałki? Czy będziecie w stanie nagrać płytę lepszą od debiutu?

MDX: Nie martw się, przyjacielu! Natychmiast po tym, jak PCHN odszedł, znaleźliśmy bardzo utalentowanego, młodego gitarzystę – WRZ i zapewniam, że wszystkie jest teraz lepsze w HORRICANE, niż kiedykolwiek wcześniej. Dość często mamy próby i przygotowaliśmy już 5 kawałków na nową płytę i w dalszym ciągu pracujemy nad kilkoma następnymi utworami. Nowe numery są bardziej zróżnicowane, niż na naszym debiucie „The Lynch-Lawyers”. Staramy się dodawać więcej nowoczesnych elementów do naszej muzyki, ale to jest wciąż HORRICANE. Muszę też wyjaśnić, że „The Lynch-Lawyers” nie była w całości napisana przez PCHNa [ja tylko powtórzyłem to, co jest napisane we wkładce… – Mirek]. Tak, był głównym twórcą, ale koniec końców wszyscy mieli wpływ na tworzenie i ostateczny kształt. W chwili obecnej czterech z nas: WRZ, VX, ANZ oraz MDX jest najbardziej twórczą grupą w kapeli.

ERX: Obecnie wszyscy wnoszą jakiś wkład i wykorzystują znacznie więcej swoich pomysłów i jest to bardzo odświeżające doświadczenie, choć jednocześnie teraz jest to trudniejszy proces. Tak czy inaczej, wydaje mi się, że nowa płyta (jak tylko zostanie kiedyś nagrana) będzie znacznie bardziej różnorodna i nośna! Wszystko brzmi znacznie potężniej i mroczniej (dość banalne określenie w muzycznym biznesie, haha) niż na „The Lynch-Lawyers” i wciąż zostajemy przy naszym death metalu w średnich tempach, ale naturalnie mamy znacznie więcej do powiedzenia w tym gatunku.

ImageNo dobra, co dalej? Nowy kontrakt zapewne i może w końcu nowa płyta… Czy macie już jakieś poważne oferty? Niejednokrotnie zaznaczyłem, że naprawdę zasługujecie na dobry kontrakt i konkretną promocję. Miejmy nadzieję, że wypali również ta trasa… I to by było wszystko, dzięki za poświęcony czas i powodzenia!

ERX: Czas pokaże! Obecnie poświęcamy się pisaniu materiału na drugą płytę, później nagrywamy i szukamy firmy, która będzie chciała z nami współpracować. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to bez wątpienia pewnego dnia razem ze swoimi czytelnikami będziecie rozpoznawać i pamiętać nazwę HORRICANE! Trzymaj się i wszystkiego najlepszego dla twojego pisma!

[Mirek / Atmospheric #13]

Horricane, Risto Mõtus, P.O.Box 4237, 10510 Tallinn, Estonia; horricane@horricane.com; www.horricane.com /  www.myspace.com/horricane