HORRORSCOPE, ALASTOR, NECHIRION – 12.02.2009, Gdynia

HORRORSCOPE, ALASTOR, NECHIRION

12.02.2009, Gdynia, „Ucho”

„Ucho” to uznana już marka, jeśli chodzi o imprezownie nastawioną na szeroko pojętą muzyką rockowo-metalową. Tym razem miał tam miejsce koncert, którego główną atrakcją był zespół HORRORSCOPE i który z pokładanych w nim jako gwiazdy nadziejach, wywiązał się bez dwóch zdań. Ale po kolei…
Image
Na pierwszy ogień poszedł lokalny NECHIRION. Kapelka młoda jeszcze stażem, ale muzycy obeznani z metalowym rzemiosłem. Dość melodyjny (jak na ten rodzaj muzyki) przekaz wywołał wstępny, acz jeszcze okazjonalny ruch pod sceną. Death/thrashowe numery może nie spowodowały trzęsienia „Ucha”, ale nie można było odmówić panom muzykom zaangażowania. Na szczególną uwagę zasługuje Izakhron (podobno tak ma od chrztu…) czyli pełniący funkcję głównego wokalisty perkusista. Co ten koleś wyprawia za swoim zestawem! Growl, blasty, zmiany tempa, a wszystko to okraszone miotaniem bańką po garach! Mega szacunek dla niego!

ImagePo NECHIRION przyszła kolej na ALASTORa. Kapela z przeszłością, jedna z tych nieco niedocenionych legend polskiej sceny metalowej. Zagrali żywiołową mieszankę starego z nowym. Połamany, techniczny thrash w ich wykonaniu sprawił, że rozruszała się spora część zgromadzonej w „Uchu” publiki, a pod sceną pojawiły się skóry, jeansowe katany, jakieś białe adidasy… Na sam koniec, w charakterze bisu, poleciał wyczekiwany przez większość utwór „Nieprawdopodobne”. Moja prywatna refleksja z tego gigu? Gdyby METALLICA, zamiast udziwniać swoje nowe utwory nieco z dupy i na siłę, poszła w stronę kombinacji a’la ALASTOR, to mielibyśmy wraz z zeszłorocznym „Death Magnetic” naprawdę solidny album. A tak, czekam na nowy CD Kutnian.

ImagePo chwili wyczekiwania pojawił się Radical Thrashing Machine – HORRORSCOPE. Pamiętając ich kasetę „Pictures Of Pain” i drogę, jaką przebyli do ostatniego (jak na razie) „Evoking Demons”, ciężko mi było wręcz uwierzyć, że to ta sama kapela. Przekaz uległ radykalizacji, numery już nie głaszczą, a kopią po brzuchu i mordzie! I z takim też nastawieniem szedłem pod scenę, gdy pierwsze dźwięki Ślązaków rozlały się po klubie. Nie zawiodłem się. Kapela profesjonalnie, acz na pewnym luzie masakrowała zgromadzonych maniax kolejnymi fragmentami swojej tfu!rczości. Ruch na scenie i pod nią wytwarzał na sali energię godną pewnie lepszej sprawy, ale (o dziwo!) nikt nie protestował.

Cała impreza zakończyła się ok. 23:20 i chyba nikt nie wyszedł zawiedziony po tak intensywnej i w sumie różnorodnej dawce muzyki, jaką zaserwowano nam tego wieczoru.

 

[Tytooz / WE ARE HELLBRIGADE, foto Julia Okuń]