IMMORTAL Northern Chaos Gods (2018)

CD / LP (Nuclear Blast)
Ocena: 4/6
Gatunek: black metal

Winter is coming! Oj tak… ostatnimi czasy mam szczęście do „trafiania” na albumy, które już od pierwszych dźwięków zapowiadają interesującą muzyczną podróż – i sprawdza się to bez dwóch zdań. Tak było i tym razem. Do albumu wydanego przez IMMORTAL bez współzałożyciela zespołu, Abbatha + po dość długim czasie przerwy, podeszłam bez specjalnego entuzjazmu i z odrobiną rezerwy jak pewnie większość z was… a tu taki cios!

Już od pierwszych dźwięków srogiego galopu black metalowców z północy możemy domyślać się, że Norwegowie nie wypuszczą nas żywych z tej podróży. Że zafundują nam zimowy, black metalowy kulig w środku lata. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam specjalną fanką zespołu – owszem, z zainteresowaniem obserwowałam ich poczynania, natomiast muzycznie nigdy w 100% nie porywała mnie ta muzyka. W dodatku te wieczne roszady, nierówny poziom wydawanych albumów… Nie ulega jednak wątpliwości, patrząc na historię i całokształt twórczości IMMORTAL, że to fundament i światowa czołówka black metalu. Są, cholera, jedyni w swoim rodzaju i tyle. Chwała im za to.

Do brzegu. Płyta generalnie brzmi tak, jak brzmieć powinna – surowo, szybko i wściekle. W typowo „galopującym” dla IMMORTAL stylu rozbrzmiewają gitary, można nieomalże poczuć ten chłodny, zimowy wiatr we włosach ;) Niezaprzeczalnym faworytem na płycie jest utwór „Mighty Ravendark”, który miał za zadanie wypromować album. W moim odczuciu trafny wybór.

Na całość płyty składa się 8 kawałków, o niezbyt wyrównanym poziomie – od prawdziwych szlagierów „grim, dark and cold as possible” jak za dawnych lat, do nieco nużących, wciśniętych „na siłę” zapychaczy. Bez spoilerów, ocenicie sami czy Wasze odczucia są podobne słuchając płyty. Utwory takie jak „Where Mountains Rise”, czy „Grim And Dark” nieomalże teleportują nas do mroźnej krainy Blashyrkh. Demonaz stanął wokalnie na wysokości zadania. Absolutne zaskoczenie. Zastanawiam się tylko w jakim stopniu swoją formę zawdzięcza ćwiczeniom, a w jakim chęci utarcia nosa niejakiemu Olve Eikemo ;) Tak czy siak, pomijając motywację – uczeń dorównał mistrzowi. Z ciekawostek można dodać, że tym razem poza zajmowaniem się produkcją zespół wsparł na basie Peter Tägtgren. Generalnie, nie ma się do czego specjalnie przyczepić.

I teraz najważniejsze pytanie – czy „Northern Chaos Gods” nie będzie swoistą, black metalową „klątwą dziewiątej symfonii”? Patrząc głównie na album przez pryzmat symboliki towarzyszącej jego wydaniu. Po dziewięciu latach, dziewiąty album, dość przełomowy w historii zespołu, itp. Według wyżej wspomnianej klątwy, IX symfonia ma być ostatnim dziełem twórcy. Ci, którzy wyznają ten przesąd, uważają IX symfonię za bardzo ważny punkt w karierze. Przebicie w/w dokonań jest przeważnie udaremnianie przez los (np. zakończenie kariery, śmierć). Czy IMMORTAL nie padnie ofiarą klątwy? Czy ich formuła się już jednak nie wyczerpała i nie zaczęła nudzić słuchaczy? Czy wydanie „Northern Chaos Gods”, zrodzone niejako na przekór Abbathowi, udowodni to, co miało na celu udowodnić i nie wyssie drzemiących w Norwegach pokładów pasji i agresji? Zobaczymy.

Tak naprawdę ciężko mi obiektywnie podejść do oceny „Northern Chaos Gods” z racji muzycznych sentymentów. Pomimo faktu, że album jest naprawdę udany i na wysokim poziomie, to „czegoś w nim brak” i na dłuższą metę nieco mnie nudzi.

[Eva]

IMMORTAL: https://www.immortalofficial.com/, https://www.facebook.com/immortalofficial/;
Nuclear Blast: https://www.nuclearblast.de/, https://www.facebook.com/nuclearblasteurope/.