IMPIETY Dominator `08

IMPIETY Dominator

Singapurska wytwórnia Pulverised działa imponująco prężnie i mierzy w dużym stopniu w barbarzyński, archaiczny metal. Mała płytka IMPIETY „Dominator” jest kolejnym (z kilkunastu!) wydawnictw z tego labelu wypuszczonych w roku 2008. Sam ten zespół jest bardzo stary (powstał w roku 1990) i ma na swoim koncie spory dorobek demówkowo-splitowo-płytowy. Ostatnia EPka tych morderców, o jakże znamiennym tytule, po brzegi jest wypełniona brutalnym, bluźnierczym black/thrash/death metalem (z dominującą przewagą tego pierwszego składnika), utrzymanym w starym stylu.

Szybkie riffy, mocna perkusja, demoniczne, krótkie solóweczki, nawiedzony scream – tego nie brakuje w żadnym z utworów (prócz intra, które zresztą w sposób dźwiękowy obrazuje bitewno-końską:-) okładkę). Z gęstwiny tej intensywnej muzyki bije wielki gniew i agresja. Czuć smołę… Ponadto materiał „Dominator” ma brudne, old schoolowe brzmienie. Ogólnie IMPIETY jest nawiedzony i diaboliczny niczym SARCOFAGO (vide przeróbka „The Black Vomit”), VENOM, BEHERIT albo jeszcze gorzej:-). [Kasia]

Świeży materiał singapurskiego IMPIETY tj. „Dominator” nawet trafił w me gusta. Piszę „nawet” dlatego, iż czwarty pełny album „Paramount Evil” – pomimo sporego ładunku agresji opartego na twardym death metalowym kośćcu – jakoś był zbyt sterylny i nie będę owijał w bawełnę, nieoryginalny. Bardzo lubię IMPIETY do tego stuffu, a od „Paramount Evil” zaczęły się schody. Chyba przenosiny na kontynent amerykański niezbyt posłużyły tej kapeli. Ale dobra, czas zająć się kolejną płytką tych potępieńców. Tym bardziej, że nie jest ona długa i melodia mi umyka. Intro pod koniec zgrabnie przechodzi w „Slaughterror Superiority” – rozwalającą wszystko w drobny pył nawałnicę piekielnych jeźdźców. Takich chociażby, jakich zobaczycie na łobrazku ilustrującym ten minialbum. Ten utwór ma cholernie dobry tzw. feeling, uderzenie i tempo. Po nim idzie tytułowy, też dobry, z płynnymi zmianami tempa, kłaniający się dokonaniom lat `90 – death/black zagrany przez wyjadaczy, jakże lekko spływający po gryfach. SARCOFAGO wzięto następnie na ruszt. Uff, przypieczone na ostro! Temudżyn, nazywany przez nas Europejczyków Czyngis-chanem, został bohaterem ostatniego na „Dominator” kawałka (notabene najprawdopodobniej widnieje on też na okładce, choć jak dla mnie to przedstawieni tam jeźdźcy mają japońskie zbroje z późniejszego okresu). Tylko tu znowu IMPIETY zapędziło się nieco w rejony MORBID ANGEL czy późnego IMMORTAL. Jednakże sumując, nawet jestem kontent i liczę, że znowu stanę się orędownikiem azjatyckiej dzikości w najlepszym wydaniu. [von Mortem]

Impiety, mightyimpiety@yahoo.com; www.myspace.com/impietyofficial
Pulverised Rec., P.O. Box 80, Upper Serangoon Road 915423, Singapore; roy@pulverised.net; www.pulverised.net / www.myspace.com/pulverisedrecords