IMPROMTUS AD MORTEM Eden A Luz Centuria `10

Nie ukrywam, że płyta „Eden A Luz Centuria” IMPROMTUS AD MORTEM była dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie przypuszczałem, że dzisiaj ktoś gra jeszcze taką muzykę? Zaskoczenie moje wystąpiło w momencie, kiedy wydało mi się, że pierwszy raz od dziesięciu lat dotarł do mnie materiał doom metalowy! Jednakże po wgłębnej analizie okazało się zgoła odmiennie. Nie byłbym sobą, gdybym nie doszukiwał się drugiego dna, w myśl staropolskiego przysłowia „na dwoje babka wróżyła”. Pierwsze wrażenie nadal gdzieś we mnie tkwi i kolebie się myśl nieuchwytna, że to może i stary, dobry doom, ale po obejrzeniu materiałów promocyjnych, wejściu na fucking MySpace i dokładnym wsłuchaniu się w krążek, obraz się wyklarował. IMPROMTUS AD MORTEM gra jakąś hybrydę metalu, gothic rocka i muzyki klasycznej. Ta ostatnia część przejawia się za sprawą wokaliz operowych damskich oraz całkiem zgrabnego użycia żywych instrumentów stosowanych na co dzień właśnie w muzyce poważnej. Ale ten, wydawałoby się duży wyróżnik został na tym krążku kompletnie zagubiony. Praktycznie niesłyszalne jest aż tak profesjonalne wykorzystanie muzyki klasycznej, użycie wiolonczeli czy innych obojów, co mnie bardzo niesmaczy. Kolejne części układanki pod nic nie mówiącym tytułem „Eden A Luz Centuria” to język „kolumbijski” w sferze wokalnej. To w twórczości amigos i senioritas z IMPROMTUS AD MORTEM mi się niewątpliwie spodobało. Zawsze sobie ceniłem używanie języka rodzimego (nawet jeśli jest to język upowszechniony przez damskie telenowele) w muzyce metalowej. Metal, jako jedna z niewielu odmian muzycznych, może, a nawet powinna sobie pozwolić na komfort bycia na tyle niekomercyjną, by nie używać – jak wszystkie boys bendy i inne top trendy – języka imperium brytyjskiego. W całości muzycznej nie odnajduję żadnych uchybień, partactw i marności. W tym kręgu muzycznym IMPROMTUS AD MORTEM wybiega nawet ponad przeciętną. Materiał „Eden A Luz Centuria” jest niestety za krótki, żeby wiele dobrego czy złego na jego temat nawydziwiać. Ponadto na trzy utwory jeden jest wersją koncertową, czyli z poniżających jak na obecne realia brzmieniem. Największym niesmakiem, jaki mnie tutaj zdołał dopaść, jest fakt, iż muzycznie IMPROMTUS AD MORTEM ze swoim „Eden A Luz Centuria” tkwi gdzieś przynajmniej o dekadę, jeśli nie dwie w przeszłości. Pomijając owe klasyczne wstawki, to w czystej formie AD DOMINE, ETERNAL DEFORMITY czy inne nieźle zapowiadające się okołodoomowe zespoły choćby ówczesnej polskiej sceny(!), wraz ze wszystkimi jej widocznymi dziś jak na dłoni niedoskonałościami (brzmieniowymi, sprzętowymi, finansowymi itp. itd.). Moim skromnym zdaniem na dziś dzień to nie przystoi zespołowi mającemu chęci na coś więcej niż sukces w undergroundzie postkomunistycznego kraju lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. [John Kramer]


Impromtus Ad Mortem, www.myspace.com/impromtusadmortem

Salute Rec., Tony Sundstrand, Murargrand 43, 733 36 Sala, Sverige, Sweden; saluterecords@gmail.com; www.salute666.webs.com, www.myspace.com/saluterecordsofficial