IN LINGUA MORTUA: Black metal spotyka KING CRIMSON

ImageIN LINGUA MORTUA z płytą „Bellowing Sea – Racked By Tempest” to jedno z najwiekszych odkryć roku 2007 na norweskiej scenie black metalowej. W muzyce tej grupy łączą się wpływy symfonicznego EMPEROR i jadowitości DARKTHRONE z jazzem i rockiem progresywnym z lat `70 oraz awangardą wspaniałego KING CRIMSON. Wielu słuchaczy uznaje ten zespół za rewelację i taki „świeży powiew”, ale pewnie znajdą się też tacy, którzy nazwą go zdrajcą, bo „zanieczyścił” elitarny black metal obcymi wpływami…
Idea utworzenia IN LINGUA MORTUA nardziła się już w roku 1999. Mineły długie lata nim skład osobowy sformułował się, a skomponowane dawno temu kompozycje zostały zarejestrowane w studiu i w końcu wydane oficjalnie…

Pomysłodawcą i bezapelacyjnym liderem tego zespołu jest Lars Fredrik Frøislie – multiinstrumentalista, na co dzień muzyk zespołów art rockowych, a także ASMEGIN (folk/viking metal). Skomponował on całą muzykę na debiutancki album, wymyślił koncept tekstowy, zagrał na syntezatorach i basie, trochę też zaśpiewał i wcielił się w rolę producenta / inżyniera dźwięku. Istny geniusz! 

Poza tym zwerbował do współpracy muzyków sesyjnych związanych z CREST OF DARKNESS, URGEHAL, VULTURE LORD czy WOBBLER.
W oczekiwaniu na nową płytę, Lars opowiada o okolicznościach powstania grupy, procesie komponowania, swoich muzycznych fascynacjach, pierwszej płycie i wizji na kolejną…
 


Witaj Lars. Zacznijmy od początku… Na co dzień grasz w zespołach prog rockowych. Co Cię więc pchnęło do założenia black metalowej grupy IN LINGUA MORTUA? Jak to z Tobą jest? Jesteś bardziej „prog” czy „black”? Obecnie powstaje drugi album IN LINGUA MORTUA i ponownie w sesji nagraniowej udział biorą różni wybitni instrumentaliści. Lars zapowiada przewrotnie, że na tym wydawnictwie zbiegają się wpływy DARKTHRONE i… wiele nowych zadziwiających elementów!

Nie uważam, abym był dotąd przypisany do którejkolwiek sceny, progresywnej bądź blackowej, ponieważ lubię różne gatunki muzyki i ciągle próbuję robić coś nowego – pomagając zespołom w studiu jako muzyk sesyjny lub tworząc różne swoje projekty. Tworzenie i ganie muzyki zawsze sprawia mi przyjemność. Właściwie można powiedzieć, że pracowałem z wieloma kapelami, a teraz jestem w IN LINGUA MORTUA. 

Jakie były okoliczności powstania IN LINGUA MORTUA? Czy ten zespół jest jakimś spełnieniem Twoich marzeń, czy też takim spontanicznym posunięciem, (jednorazowym) eksperymentem?
Istotną przyczyną założenia zespołu grającego black metal było to, iż w tym rodzaju muzyki mogłem uwolnić nadmiar gniewu, którego nie zdołałem uzewnętrznić w innych kapelach. IN LINGUA MORTUA to dla mnie taka terapia. Poza tym to był mój sposób odreagowania, reakcja przeciwno „instytucji zespołu”, ponieważ dotąd grałem w normalnych, kilkosobowych, w pełni demokratycznych grupach. Pprzykładowo pięć umysłów to dobry układ, lepszy niż jeden – jednak nie zawsze!
Historia powstania grupy i pierwszego albumu „Bellowing Sea – Racked By Tempest” jawi się jako proces strasznie długotrwały. Muzyka na płytę powstała bardzo dawno – na przełomie 1999/2000, a sesje nagraniowe odbywały się w latach 2000-2005. Dlaczego te wydarzenia dzieli kilka lat? Samo nagrywanie też strasznie się przeciągnęło?
Zawsze nienawidziłem grania prób, dlatego IN LINGUA MORTUA nie miał ani jednej próby w pełnym składzie. I chyba nigdy nie spotkaliśmy się wszyscy razem w jednym miejscu. W studiu poszczególne instrumenty nagrywaliśmy osobno. Tak, myślę, że można powiedzieć, iż sama sesja była podzielona na trzy etapy. Piekielnie trudno było zgrać te wszystkie partie poszczególnycyh instrumentów tak, aby brzmiały spójnie. Szczególnym wyzwaniem była perkusja. W chwili gdy Jarle „”Uruz” „Byberg sprzedał swój sprzęt, którego użył przy zarejestrowaniu dwóch pierwszych utworów, zanim jeszcze skończyliśmy je nagrywać, musiałem załawić i przywieźć podobny zestaw perkusyjny, żeby sfinalizować pracę. Pamietam też jedną z sesji, gdy – chyba po roku starań – kończyliśmy nagrywanie perkusji, kiedy to podczas burzy wysiadł prąd w całym sąsiedztwie. Innym razem padł nam komputer. Tak więc ciągle mieliśmy jakieś problemy.

 

„Uruz” nagrywa perkusję, w bardzo surowych warunkach, 

na pierwszy album IN LINGUA MORTUA

W sesji nagraniowej uczestniczyło aż osiem osób. Jako że IN LINGUA MORTUA gra nietuzinkową, trudną muzykę, podejrzewam, że poszukiwałeś wyjątkowo zdyscyplinowanych, idealnych współpracowników. Czy trudno ich było znaleźć (zwłaszcza tych gających na flecie, saksofonie, skrzypcach)?

Kiedy zakładałem zespół, naprawdę nie chciałem grać na wszystkich instrumentach. Zaangażowałem w IN LINGUA MORTUA do nagrania poszczególnych partii swoich muzycznych przyjaciół. W taki sam sposób pracuję teraz nad drugim albumem. Kiedy poznaję kogoś, kto gra na jakimś ciekawym instrumencie, który może pasować do mojej muzyki, podejmuję współpracę z tą osobą. Oczywiście musi to być bardzo dobry muzyk… Ale niestety nie znam nikogo, kto gra na starych instrumentach klawiszowych tak dobrze jak ja, więc stwierdziłem, że sam zajmę się tym najlepiej.

 

Lars, jesteś bezsprzecznie liderem IN LINGUA MORTUA. Jak więc wyglądał proces powstania zespołu, płyty, nagrań oraz rola pozostałych członków grupy? Wszystko musiało być realizowane ściśle według Twojej wizji twórczej i są oni tylko odtwórcami Twoich pomysłów? Czy też wcale nie jesteś despotyczny i inni muzycy także mieli trochę swobody i wpływ na kształt „Bellowing Sea – Racked By Tempest” (np. na aranżacje)?

Czasami trudno się ze mną pracuje, to zależy od mojego nastroju. Na ogół pozwalam muzykom, którzy ze mną nagrywają, wyrażać swoje sugestie. Mogą też improwizować, ale jeśli mi to nie odpowiada, muszą grać zgodnie z moimi wskazówkami. Zazwyczaj mówię im o swoich odczuciach, czy to, co robią, jest dobre czy złe. Po prostu inne osoby grają dla mnie, a ja jestem ich dyrygentem. Zawsze rejestrujemy wiele ścieżek poszczególnych instrumentów, z których wybieram te najlepsze.

Image

Lars w miejscu, w którym spędza najwięcej czasu – w domowym studiu, w otoczeniu instrumentów klawiszowych ze swojej cennej kolekcji (a właściwie jej części)


Autorem tekstów jesteś Ty plus…? No właśnie – kto? Ponoć stanowią one swoisty mix poezji Petera Hammilla z VAN DER GRAAF GENERATOR oraz takich dział jak: „Inferno” Dante`go i „Odyseja” Homer’a. O czym opowiada album?

Tak, wykorzystałem cytaty z Hammilla, Dante`go, Homera i kilku innych autorów. Na początku zainspirowała mnie wspaniała pieśń VAN DER GRAAF GENERATOR „A Plague of Lighthouse Keepers” z albumu „Pawn Hearts” z roku 1971. Później połączyłem to z literaturą klasyczną, ale przetworzyłem to wszystko na swój sposób, dlatego wymienione dzieła nie są jedynym drogowskazem w interpretacji tekstów. Generalnie płyta opowiada o życiowym rozbitku.

Od nagrania do wydania płyty upłynęły kolejne dwa lata. Czyżby trudno było znaleźć wydawcę dla takiej muzyki? Opowiedź coś o labelu Termo Records, którego pierwsze wydawnictwo to właśnie „Bellowing Sea – Racked By Tempest”…

Miałem dużo ofert od różnych europejskich i amerykańskich wydawców. Jednak równolegle w tym czasie zamierzałem wystartować z własną wytwórnią, aby wydawać stuff swój oraz zaprzyjaźnionych muzyków. Tak więc założyłem z przyjacielem firmę Termo i IN LINGUA MORTUA to nasze pierwsze wydawnictwo. Jest to wielkie i pouczające doświadczenie, choć finansowo bez rewelacji. W czasach nagminnego ściągania muzyki z sieci, teraz nie jest dobry okres dla wytwórnii płytowych i kapel [niestety… – red.].

Zważywszy na cholernie długi okres formowania się zespołu i perturbacje związane z nagraniem i wydaniem, to musiał być dla Ciebie wielki moment, kiedy już trzymałeś w rękach oficjalnie wydaną płytę. Co wtedy czułeś? Ulgę, dumę, radość, zmęczenie?

Zmęczenie. Zgodnie z pierwotnym planem, album miał być skończony w 2001 r., więc byłem naprawdę zdegustowany tymi wszystkimi opóźnieniami. Teraz jestem bardziej skoncentrowany na drugiej płycie, więc więcej myslę o teraźniejszości. 

Muzyka IN LINGUA MORTUA to połaczenie siarczystego, dzikiego black metalu w stylu EMPEROR, DARKTHRONE z elementami wprost zaczerpnietymi z jazzu i od KING CRIMSON. Jest to niesamowita mikstura, której chyba nikt dotąd nie próbował (albo mało kto)! Z jakimi opiniami o muzyce IN LINGUA MORTUA spotykasz się ze strony słuchaczy, recenzentów zajmujących się ciężką muzą, innych metalowych zespołów?

Przeważnie relakcja ludzi jest pozytywna. W rzeczywistości jestem całkowicie zszokowany niektórymi entuzjastycznymi recenzjami. Prawdopodobnie będę równie wstrząśnięty, gdy posypią się opinie o drugim albumie. Tak, przyznaję, że nikt jeszcze nie łączył tak prog rocka z metalem. Ani właściwie nikt nie wykorzystywał jazzowych elementów tak, jak ja to zrobiłem. W chwili gdy zaczynałem tworzyć muzykę IN LINGUA MORTUA, żaden zespół (o którym bym wiedział) nie integrował symfonicznych, prawdziwych orkiestralnych brzmień z ekstremalnym metalem. Nawet DIMMU BORGIR i poźniej inne grupy zaczęły to robić dopiero coś około roku 2001. Kiedy udało się to wcześniej ENSLAVED, niestety nie miałem jeszcze nic zrealizowanego. To było frustrujące.


Jak sądzisz, jak mistrz Robert Fripp z zareagowałby na płytę „Bellowing Sea – Racked By Tempest”? Jak myślisz, czy by jej w ogóle posłuchał?

Trudno powiedzieć. Na podstawie późniejszych albumów KING CRIMSON można wnioskować, że lubi ciężkie brzmienia, więc może… [koniecznie musisz się kiedyś o tym przekonać! – red.]

Twórcą cover art`u płyty jest Kim Sølve, który wcześniej wykonał okładki dla MAYHEM („Ordo Ad Chao”), norweskiego MANES, amerykańskiego ABSCESS czy japońskiego GALLHAMMER. Jego prace na ogół są dość „ascetyczne”, ale ta dla IN LINGUA MORTUA jest wybitnie uboga. Skąd pomysł na taką okładkę? Czy realizował on Twoje sugestie i oczekiwania, czy też tak zainspirowała go muzyka?

Znalazłem oryginalną, starą księżkę, która moim zdaniem wygladała interesująco. Sfotografowałem ją i dałem  to zdjęcie Trine`owi i Kim. Dostali ode mnie „wolną rękę”, mogli z nim zrobić wszystko, co chcieli. Na tej podstawie przygotowali okładkę i myślę, że wyszła świetnie [to prawda – red.].

l_in-lingua-mortua_bellowingTa okładka (oraz wkładka) jest wręcz „antykomercyjna”, nawiazuje do grafiki sprzed 30-tu lat. Nie boisz się, że przez ten front cover album zginie w sklepach? Że sprzedawcy wrzucią go do szufladki z jakimś hippisowskim rockiem, a fani black metalu przeoczą go lub zignorują? Nie sądzisz, że wprowadza ona w błąd, a nawet odstrasza? No wiesz, przecież pierwsza płyta GENESIS także przepadła, bo schowano ją w działe religijnym…

Naprawdę nie myślałem o tym w ten sposób. Sam rzadko wybieram muzykę sugerując się okładką, choć oczywiście zdarzają sie wyjątki. Pamiętam, że na początku lat `90 zacząłem słuchać MEGADETH, ponieważ zwróciłem uwagę na front cover [ja tak miałam z MANOWAR i MARILLION! – red.]. Nie myslę w kontekście komercyjnym o IN LINGUA MORTUA – ani o muzyce, ani o nazwie, ani o tekstach, ani o wpływach, inspiracjach obecnych na płycie. Po prostu robię to, czego potrzebuję.


Równie skromną macie stronę internetową. Właściwie nie ma na niej żadnych elementów graficznych, nie ma zdjęć ani nawet okładki albumu; jedynie proste logo. Informacji o zespole też jest niewiele. Właściwie jesteście bardzo anonimowi. Niewiele można się o Was dowiedzieć, zobaczyć. Czy to efekt zamierzony? Takie anty-marketingowe posunięcie promocyjne? Właściwie więcej można zobaczyć i posłuchać na profilu MySpace…

Koncentruję się na muzyce. Naprawdę nie przywiązuję wagi do innych rzeczy. Zrobiliśmy prostą stronę i pozwalamy przemówić samym dźwiękom. Niemniej ostatnio podczas sesji w studiu wykonałem kilka rysunków, więc będę chciał  je wykorzystać.

Czy IN LINGUA MORTUA zamierza grać koncerty? Jeśli tak, to czy z wszystkimi tymi „dodatkowymi” instrumentami? Trudno w ogóle byłoby odtworzyć taką muzykę na żywo?

Jeszcze nigdy nie zagraliśmy na żywo. Myślałem o tym, aby zapytać innych muzyków, czy by się tego podjęli. Tak, to cholernie trudne zagrać taką muzykę na koncercie, więc mam naprawdę wątpliwości, czy jest to w ogóle możliwe. Jestem zaniepokojony, jak mogłaby ona zabrzmieć. Myślę, że wiekszość gitarowych partii byłoby odtworzonych na keyboardzie, podobnie jak klarnet, minimoog czy inne tego typu instrumenty. Wiele podkładów, których użyliśmy na płycie, jest niemożliwych do zagrania przez gitary. Mieliśmy kiedyś wypadek podczas jednej z sesji, kiedy gitarzysta nadwyrężył sobie dłoń próbując zagrać jeden z tych niemożliwych do zagrania akordów i nie mógł ruszać ręką przez tydzień.

Czy w wersji „live” wykonywalibyście utwory w oryginalnych wersjach czy raczej minimalizowalibyście crimsonowskie elementy, żeby muzyka była bardziej przystępna dla metalowców? Jakiej reakcji publiczności byś się spodziewał?

Image

Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem odgrywaniem na żywo crimsonowskiego stuffu. Choć zawsze chciałem włączyć improwizacje (co jest bardzo rzadkie w muzyce metalowej), dzięki czemu każdy koncert byłby niepowtarzalny. Jednak nie jestem pewien, czy miałbym odwagę użyć podczas konfrontacji z publicznością mojego melotronu lub wykorzystać fuzz-pedal, który posiadam, a jest to replika wariackiego efektu, jakiego używał Robert Fripp we wczesnych latach `70, ma on zdumiewającą wytrzymałość i brzmienie. Jestem przekonany, że szalejący pod sceną tłum metalowców, rozrzucających butelki po piwie itd., nawet nie zdawaliby sobie sprawy z tego, jakie wspaniałe, rzadkie instrumenty używamy. Nie byliby w stanie docenić ich unikalnej dźwięczności, tonu. Chyba nie zasługują na to…

Wkład norweskich czy szerzej skandynawskich zespołów w black metalową scenę jest przeogromny. Jakie grupy / płyty Ty uważasz za „kamienie milowe”?

Wysoko cenię album EMPEROR „Anthems To The Welkin At Dusk”. Pamiętam, że był on dla mnie ważny.  Poza tym płycie SATYRICON „Rebel Extravaganza” musiałem poświęcić więcej czasu, ale zdecydowanie była tego warta. I oczywiście krążki DARKTHRONE „A Blaze In The Northers Sky” i „Panzerfaust” zrobiły na mnie duże wrażenie. Jeszcze THORNS, BURZUM… Ponadto lubię całą twórczość BEASTCRAFT, ENSLAVED i SHINING (zresztą Niklas wykona kilka ścieżek wokalnych na drugim albumie IN LINGUA MORTUA).


Przed IN LINGUA MORTUA byłeś bardziej znany z progresywnych zespołów WHITE WILLOW i WOBBLER. Jak Twoi koledzy i koleżanki z tych grup komentują Twoją zabawę w black metal? Podoba im się ta muzyka, czy są przerażeni:-)? A może w ogóle ich nie wtajemniczasz? Np. na stronie internetowej WHITE WILLOW nie ma żadnej informacji o Twoim metalowym projekcie…

Myślę, że twórczość IN LINGUA MORTUA podoba się im. Poza tym trochę mi pomogają (Jacob gra na gitarze na drugim albumie). We wspomnianych grupach również inspirujemy się black metalem, ale nie używamy tego rodzaju wokalu, gitary i perkusji. A na stronie WHITE WILLOW (www.whitewillow.org) można też znaleźć informacje o IN LINGUA MORTUA [gdzie, gdzie?!? – red.].

Słuchacz i wykonujesz prog rock`a, black metal. Ale to nie jedyne Twoje inspiracje. Jakie są Twoje korzenie i wzorce muzyczne?

Dorastałem słuchając głównie muzyki z lat `60 i `70: LED ZEPPELIN, BLACK SABBATH, THE DOORS, YES, SEX PISTOLS, DEEP PURPLE itd. [to tak jak ja:-) – red.]. Miałem kiedyś w życiu okres ogromnej fascynacji prog rock`iem. Do tego stopnia, że robiłem niesamowite rzeczy, które trudno sobie wyobrazić. Nawet przez rok uczęszczałem do klasy z językiem włoskim, żeby móc zrozumieć teksty moich ulubionych grup art-rockowych z wczesnych lat `70 pochodzących z Włoch: PFM, MUSEO ROSENBACH, BANCO DEL MUTUO SOCCORSO itp. Następnie stopniowo poznawałem muzykę klasyczną (zresztą nazwa IN LINGUA MORTUA została zaczerpnięta z twórczości Mussorgskiego [od utworu „Con Mortuis In Lingua Mortua”… – red.]), stary black metal, trip-hop, muzykę elektroniczną, jazz. Później zacząłem odkrywać (i nadal odkrywam) bardziej komercyjnych wykonawców takich jak AIR (wspaniale wykorzystujący analogowe syntezatory), RADIOHEAD, AMON TOBIN, BJÖRK itd. Zawsze interesowałem się muzyką z różnych powodów: samych piosenek, produkcji, brzmień wybranych instrumentów itp. Ktoś kiedyś dziwił się, jakim sposobem mogę być pod wpływem twórczości Dolly Parton [amerykańska piosenkarka country – red.], jednak niektóre jej płyty z lat `70 mają wspaniały sound, ze świetnym wykorzystaniem steel-guitar (która pojawi się również na drugiej płycie IN LINGUA MORTUA). Tak więc inspirowanie się jakimkolwiek innym artysą wcale nie oznacza, że zabrzmisz tak samo jak on. Staram się, aby tak było w moim przypadku.


Wiem także, że dużym szacunkiem darzysz THE BEATLES, a i muzyka elektoroniczna typu KRAFTWERK odcisnęła na Tobie piętno (na grze na syntezatorach).

Image
Właśnie odkryłem THE BEATLES. Dotąd nienawidziłem ich, ponieważ wczesna ich twórczość była eksploatowana przez media. Jednak zmieniło się to, kiedy odkryłem późniejsze albumy, takie jak „Abbey Road” i „Magical Mystery Tour”. Są to dość eksperymentalne produkcje, na których słychać wyraźne wpływy moich prog rock`owych bogów z lat `70: GENESIS, YES, ELP itp. Podoba mi się na tych płytach zwłaszcza instrumentacja, z nałożonym brzmieniem modułowego mooga i melotronu. A KRAFTWERK jest wspaniały! Jestem prawdziwym miłośnikiem instrumentów klawiszowych, syntezatorów, które zresztą kolekcjonuję (mam m.in. Arp Axxe, Korg Polysix, Rhodes mkII, minimoog, Mellotron m400, Hohner Clavinet d6, Roland vp-330+, Arp Pro Soloist, Solina String Ensemble, The Korg vc-10), tak więc często odkrywam jakąś muzykę poszukując zespołów, które wykorzystują keyboardy. KRAFTWERK to jeden z nich. Świetnie wkomponowuje w swoją muzykę na przykład orkiestrion [to taki mechaniczny instrument muzyczny… – red.].
A jak oceniasz grupy post art rockowe? Które są Twoimi ulubionymi? Co sądzisz np. o ANEKDOTEN, który moim zdaniem jest wybitnym zespołem i fenomenalnie nazwiązuje do dokonań KING CRIMSON?

 

Image
ANEKDOTEN jest wspaniały! Zwłaszcza trzy pierwsze albumy. Myślę, iż  „Nucleus” jest moim ulubionym [a moim „Vemod”:-) – red.]. Widziałem ten zespół na koncercie chyba z dziesięć razy [szczęścierz… – red.]. Cenię też ÄNGLAGÅRD i niektóre płyty LANDBERK i DUNGEN. Pierwsze wydawnictwao PAATHOS jest piękne. Sądzę, iż dwie ostatnie produkcje norweskiego SHINING [nie mylić ze szwedzką kapelą black metalową – red.] mogą być nazwane jako post art rock [hm, raczej jazz/art:-) – red.]. Jestem przeszczęśliwy, że lider tej formacji – Jørgen Munkeby gra na drugiem albumie IN LINGUA MORTUA na klarnecie basowym i na saksofonie, w którym używa metalowych strun od gitary! [??? – red.] To jest naprawdę cudowne. To świetny facet i wspaniały muzyk. Poza tym bardzo lubiłem WHITE WILLOW zanim jeszcze mnie poprosili, bym do nich dołaczył (i oczywiście nadal cenię!).
Jakie masz plany z IN LINGUA MORTUA? Jaka będzie najnowsza muzyka, następca „Bellowing Sea – Racked By Tempest”? Zdaje się, że nowe pomysły powstają już od kilku lat…
Tym razem przecieram jeszcze inne szlaki. Przygotowuję ekstremalny metalowy album brzmiący w stylu lat `70 (z wyjątkiem gitar), taki który można będzie smakować jak wino z dobrego rocznika. Nie słuchałem za wiele ekstremalnego metalu, zanim zacząłem pracować nad nową płytą, natomiast szukam inspiracji w innych gatunkach muzyki, aby – korzystając z tych wpływów – stworzyć coś unikatowego. Spodziewam się, iż nie łatwo będzie się wgryźć w drugi album IN LINGUA MORTUA, ponieważ będzie wielowymiarowy i złożony z różnych elementów. Perkusja Ludwig z roku 1974, której w pewnym okresie używał jeden z moich ulubionych bębniarzy – John Bonham z LED ZEPPELIN [a na takim zestawie grywali jeszcze Alex Van Halen, Alan White z YES, Roger Taylor z QUEEN czy Ringo Star z THE BEATLES – red.], bas Rickenbacker, melotron, minimoog, organy Hammonda C3, klarnet itp. – naprawdę wykorzystuję wszystkie te instrumenty. Zresztą w nagraniach udział bierze wielu wspaniałych muzyków (o niektórych wspomniałem wcześniej). Przykładowo chcę, aby na basie Rickenbacker, którego wykorzystywały stare zespoły prog rockowe [i nie tylko, m.in. Paul McCartney – red.] – i na żadnym innym – zagrały różne osoby (np. Jacob Holm-Lupo z WHITE WILLOW, Trondr Nefas z URGEHAL). Zaś partie gitary akustycznej wykona Hallvard Hagen – muzyk związany z legendarnym, norweskim, black metalowym zespołem KVIST. Kilka roboczych wersji utworów z nowego wydawnictwa IN LINGUA MORTUA można posłuchać na naszym profilu MySpace. Te a nie inne kompozycje wybrałem losowo, kierując się tylko tym, iż są one w miarę gotowe, dopracowane bardziej niż inne. Niemniej jednak niekoniecznie są one reprezentatywne dla całości.

Image

Jacob Holm-Lupo z WHITE WILLOW gra nieco na Rickenbacker na drugim albumie

 

Image

sesja nagraniowa drugiej płyty, Lars gra na pochodzącym z roku 1974 zestawie perkusyjnym Ludwig

 

Image

Trondr Nefas z URGEHAL nagrywa gitarę do fragmentu otwierającego drugą płytę

W materiałach informacyjnych na temat drugiej płyty użyłeś też – jako odnośników – dość zaskakującego zestawienia nazw i nazwisk: Buddy Rich (amerykański perkusista jazzowy), THE CLASH (brytyjski zespół postpunkowy) i THE UNIVERS ZERO (belgijska grupa, istniejąca od połowy lat `70, wykonująca eksperymentalną, nowatorską, instrumentalną, improwizowaną, bardzo uduchowioną muzykę z pogranicza grozy / misterium, określaną jako dark / chamber rock music [gatunek wywodzący się z muzyki klasycznej], wpierw bardziej akustyczną, a później mocniej elektryczną oraz w stylistyce electro, z wykorzystaniem melotronów, oboju, skrzypiec czy altówki)… Co to znaczy?!?
Tak, w celu zintensyfikowania muzyki wykorzystałem elementy zapożyczone od tych wykonawców, których uważam za wyjątkowych. Na przykład wsamplowałem solo perkusyjne z Buddy`ego Richa i zaczerpnąłem coś z mrocznego stuffu THE UNIVERS ZERO, tyle że przerobiłem to w bardziej punkowy sposób. Nowe utwory IN LINGUA MORTUA będą długie, z wieloma składnikami. Każdy riff jest rozwinięciem innego, bez żadnych powtórzeń. Nigdy dotąd nie słyszałem niczego podobnego… Wraz z postępem przygotowań nad albumem, będę mógł powiedzieć więcej.
Na koniec powiedz, jakie są najbliższe plany IN LINGUA MORTUA. Dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego najlepszego dla Ciebie i zespołu.
Sesja nagraniowa drugiej płyty trwa. Wciąż nie mam napisanych wszystkich tekstów na nowy album i nie wiem, ile czasu zajmie mi ich skończenie – tydzień czy dwa miesiące…? Później zapewne kilka tygodni przeznaczę na miks i mastering. Poza tym IN LINGUA MORTUA interesuje się kilka wytwórni, więc być może podejmę współpracę z nowym wydawcą. Dziękuję za rozmowę.

[Kasia / Atmospheric #14]


In Lingua Mortua, Lars F. Froislie, Ringgt 5e, 0577 Oslo, Norway; inlinguamortua@gmail.com; www.inlinguamortua.com, www.myspace.com/inlinguamortua