INCARNATED Try Before Die `14

CD `14 (Selfmadegod Rec.)
Ocena: 5/6
Gatunek: brutal death metal, grind

INCARNATED zawsze lubiłem. Ostatni materiał białostoczan, jaki miałem okazję recenzować, to było któreś ich demo wydane w poprzednim wieku. Oznacza to dwie rzeczy: jestem stary jak węgiel, INCERNATED też jest stary jak węgiel. Zdążyli się w tym czasie bardzo wyrobić i wyprodukować kilka świetnych płyt. Jakoś najbardziej wyrył swój ślad w moim zwyrodniałym mózgu „Human Flesh”. Materiał tak znany i ceniony na scenie brutalnej muzyki, że nawet w filmowej wersji „Władcy Pierścieni” znany z miłości do metalu Lurtz cytuje ten tytuł w czasie ucieczki z porwanymi Hobbitami do Orthank’u. Pomińmy jednak smaczki znane jedynie nielicznym koneserom i wróćmy do zagadnienia przewodniego. Zastanawiałem się podczas słuchania „Try Before Die”, za co ja muzykę INCARNATED cenię i z jakiego powodu przez tyle lat ich płyty goszczą w różnych odtwarzaczach, z których serwuję sobie dawki metalu. Wyszło mi, że to z powodu tego, że zespół ten gra bardzo inteligentną muzę. Odnoszę to dziwne określenie tylko do kilku grup z granicznie brutalnych odmian. W przypadku INCARNATED przejawia się to w tym, że grupa – konsekwentnie wykorzystując bardzo skromny przedział środków wyrazu, który jest zawężony wąskimi ramami death/grindowego gatunku – potrafi tworzyć skrajnie interesujące granie. Nie wiem, czy się ktoś z was ze mną zgodzi, niemniej nie znajduję aż tak wielu przykładów na podobnie umiejętne rozwiązanie częstego problemu wtórności w naprawdę mocnym metalu. W Polsce miałem tak przyjemne uczucie na pewno raz jeszcze – w przypadku DAMNABLE i to, że w tej recenzji ich wymieniam, to też komplement. Rzecz jasna przy INCARNATED przypadkowy, nienawykły słuchacz odrzucony zostanie z wdziękiem pocisku czołgowego albo odwróci się ze zdziwieniem, lub zgorszeniem i załączy power metal classic. Nie ma to tamto, taka muza jest przeznaczona do konsumpcji, rozgryzania i delektowania dla wyselekcjonowanego ściśle grona. Wiele oczywiście ułatwia potężne, klarowne i bardzo seksowne jak na ten rodzaj muzyki brzmienie czy inna realizacja. Według mojej opinii w przypadku „Try Before Die” jest pod tym względem bardziej niż dobrze. Można sobie wychwytywać, doszukiwać się i odkrywać wszystkie zawarte tu smaczki, zmiany, haczyki, pułapki i zaskakujące drobiazgi. Uwielbiam granie, w którym po czwartym, piątym razie znajduję wciąż jakieś niepoznane i zaskakujące rejony. Tutaj właśnie tak mam. Dopełnieniem tej inteligencji twórczości zespołu są również mądre i rozbudowane teksty. Nie wybijają się może ponad schemat, ale są urocze, romantyczne i o mięsie, więc też jest na poziomie. W każdym razie, słuchając czytałem i się nie nudziłem. Nie chce mi się tu analizować za przeproszeniem poszczególnych utworów czy roztrząsać, jak to jest w modzie. Ogólnie bardzo podoba mi się cały zastaw zaserwowany przez INCARNATED. To ścisła czołówka nie tylko potężnej w tym względzie rodzimej sceny, ale klasa planetarna. Płytę „Try Before Die” promuje Pan Danek znany oczywiście z „Alcocholic Butcher `zine”, tyle że teraz to on jest „Promotion”, więc piszcie po wszystko do niego. Pozostaje mi tylko napisać Panu „Promotion”, że to bardzo porządny album i ładnie za niego podziękować. Dziękuję. [John Kramer]

Incarnated, Robert Pierściński, Bialostoczek 8/1, 15-869 Bialystok; incarnated@poczta.onet.pl; www.facebook.com/incarnated.poland
Selfmadegod Rec., P.O.Box 46, 21-500 Biała Podlaska; tel. 600878217; karol@selfmadegod.com; www.selfmadegod.com, www.myspace.com/selfmadegodrecords