IUGULATUS: Rogate bóstwo z Łodzi

iugulatos_logo

Nigdy nie wiadomo, jakież to niespodzianki zgotować potrafią krajowi zapaleńcy. Powstała dość niedawno łódzka black metalowa formacja IUGULATUS doczekała się wydania swojej pierwszej płyty noszącej tytuł „Call Of The Horned God”. Ta okazała się być kawałem porządnej, ciężkiej muzy, rzecz jasna ku mojemu szczeremu zadowoleniu. Myślę, że z czasem usłyszy o tym zespole jeszcze wielu entuzjastów czarnej sztuki. Wszakże chłopaki grają na żywo, ciągle tworzą nowe kawałki, ogólnie nie należą do muzycznych obiboków.
Postanowiłem zatem wypytać ich o wszystko, co tylko przyszło mi do głowy i było mniej lub bardziej związane z zespołem. Udzielali się: Balrog służący piórem i gardłem, perkusista Wojtass oraz gitarzysta Matys. Dowiecie się kilku rzeczy o kolejnych płytach, o sztukach walki, rozjebywaniu komputera, gówniarzach ze śmietnika oraz o starych, dobrych czasach, a to jedynie drobny wycinek poruszanych tematów. Gorąco zapraszam do lektury!

 

 

Witam! Na początek chciałem zapytać, jak doszło do powstania Waszego zespołu? IUGULATUS grzeje od niedawna, a płytkę macie już wydaną. Tempo działania sugeruje, że macie już pewne doświadczenie w pocinaniu metalu…

 

Wojtass: Hails! IUGULATUS powstał pod koniec 2007 roku z inicjatywy Markiza i Balroga. W okresie ok. 1,5 roku przez skład zespołu przewinęło się kilku muzyków (m.in. basista Morbid M, który jest z nami do dzisiaj). Cały czas trwały prace nad nowymi kompozycjami. Ja doszedłem do zespołu w wakacje 2008 roku. Próby graliśmy w wynajętym garażu w centrum Łodzi, przeważnie w składzie 2-osobowym (Markiz i ja). Tak powstawał materiał na nasz debiut „Call Of The Horned God”. Co do doświadczenia w pocinaniu metalu… Masz rację! Gram już kilka dobrych lat (DARKNESS, INFAMIS, SALIN i coś tam jeszcze było). Z Markizem poznałem się przy okazji płodzenia najnowszego i jak dotąd ostatniego krążka WAR „Insanity Of Faith” z 2007 roku. Morbid M i Matys to obecni/byli muzycy łódzkiej death metalowej formacji CHORDATA.

 

l_iugulatus_call-of-the-horned-god„Call Of The Horned God”, czyli Wasz debiutancki krążek, wydany został przez amerykańską Regimental Records. Z tego, co wiem, nie jesteście pierwszym zespołem z Polski, który wchodzi z nimi w konszachty. Wieść gminna niesie, że następca jest już gotowy. Czy jego wydaniem zajmie się ta sama wytwórnia? Jak przebiegała praca nad drugim długograjem?

 

Wojtass: Tak, masz rację… „Call Of The Horned God” wydali Amerykanie. W tej chwili jeszcze nie mogę powiedzieć, co będzie z drugim krążkiem. W grę wchodzą trzy opcje: 1) Regimental Records, 2) wydanie płyty we własnym zakresie (zależy nam na czasie), 3) całkiem inna wytwórnia. „Satanic Pride” jest już w pełni tworem zespołowym. Mamy stabilny skład i ciężko pracujemy na próbach. Markiz jest głównym kompozytorem. Ja dokładam bębny i robimy razem wstępną aranżację. Matys, Morbid M i Markiz spotykają się trochę częściej, pracując nad drugą ścieżką gitary i basem. W tym czasie Balrog pisze tekst pod dany kawałek. Gdy wszystko „zapina się”, walcujemy to na żywo, wprowadzając ewentualnie jakieś poprawki. Przed nami Amerykanie wydali wznowienie dwóch płyt WAR „Down Of New Epoch / The War Horde”… O innych polskich zespołach wydających się tam nie słyszałem.

 

Gdzie dokonaliście nagrania pierwszej płyty i czy zdecydowaliście się na powrót w to miejsce celem rejestracji nowych dokonań? Z kim nad tym pracowaliście i jak układała się cała współpraca? Było ciężko?

 

Wojtass: Debiut był nagrywany w dwóch studiach, „na raty”, tzn. partie perkusji zarejestrowałem zimą w Sosna Studio, natomiast cała reszta była nagrywana już wiosną w łódzkim studio u Mariusza Pikora. Współpraca z tym realizatorem układała się wzorowo (ma kolega zmysł do tego rodzaju muzyki). „Satanic Pride” był już w całości rejestrowany u Mariusza. Pracę nad drugim krążkiem mogę śmiało określić jako „spacerek”.

 

Gdyby dokonać porównania kontynuatora i pierwowzoru, jakie główne różnice byście wymienili? Długość kompozycji, ich klimat, rozwiązania stylistyczne?

 

Wojtass: Porównania zostawiłbym słuchaczom. Dla mnie jest to kontynuacja pierwowzoru, tyle że na pewno na „Satanic Pride” uzyskaliśmy moim zdaniem lepsze brzmienie i ostrość… Cały materiał jest bardziej spójny. Na naszym profilu MySpace możecie posłuchać trzech kawałków z drugiej płyty (heh, to połowa, myślę, że pozostałe zaskoczą Was pozytywnie). Generalnie ciężko wrzucić ten materiał do szuflady z podpisem np. black metal / death metal… Markiz ma zbyt „zryty łeb”, by trzymać się wytyczonych przez kogoś ścieżek (w sumie ja też mam trochę „powyginane blachy”).

 

iugulatos_foto1

 

Nietrudno nie zauważyć, że nie próżnujecie i nie marnujecie czasu. Zastanawiam się w takim razie, choć tutaj pewnie wybiegam zbytnio w przyszłość, czy zatem nie powstaje już materiał na trzeci album. Dobrze kombinuję?

 

Wojtass: Tak! Materiał na trzecią płytę jest już w bardzo zaawansowanym stadium. Poszczególne kawałki są już gotowe, ogrywamy je. Balrog pisze teksty. Mogę zdradzić, że „trójka” będzie bardziej przekierowana w stronę black metalu. Planujemy wejść do studia w czerwcu 2011 (chyba zdążymy przed apokalipsą?:-))

 

Zatrzymajmy się na moment przy warstwie tekstowej. Czy tutaj możemy spodziewać się kontynuacji tematów poruszanych na debiucie, czy może jednak liryki zmierzać będą w innym kierunku? Czego dotyczą teksty IUGULATUS?

 

Balrog: Koncentruję się na tematyce okultystycznej oraz na fascynacji ciemną stroną ludzkiej natury. Staram się również uchwycić samą esencję zła, odwołując się do silnych archetypów. Nie narzucam sobie przy tym sztywnych ograniczeń, pozwalam pracować wyobraźni. Zgodnie z doktryną magii chaosu, w którą jestem jak najbardziej zaangażowany, czerpię inspirację z bardzo różnych źródeł. Każdy mój tekst jest o czymś innym, podobieństwo wynika z upodobania do mrocznej estetyki. Główne tematy to czarna magia, gloryfikacja siły woli i bezwzględnego dążenia do zwycięstwa. Przykładowo na płycie „Call Of The Horned God” utwór „Black Knight” koncentruje się na archetypie bezwzględnego rycerza żyjącego w mojej wyobraźni. „Right Time” to opis rytuału prowadzącego do mrocznej iluminacji. W „Corpse Eater” wcielam się w rolę Ammita, demona z egipskiej mitologii pożerającego dusze zmarłych, których serca na sądzie Anubisa okazały się cięższe od piórka. „Child Of Chaos” to katastroficzna wizja przejścia do nowej ery, w której silni będą wybrańcami. „Werewolf” wyraża czystą agresję i żądzę krwi, którą może odczuwać jedynie prawdziwa bestia, a tytułowy „Call Of The Horned God” mówi o tym, jak silna idea potrafi zastępować standartowe społeczne relacje, dając jej nosicielowi siłę do wytrwałego podążania pod prąd, naznaczając go przy tym piętnem inności. Na drugiej płycie również każdy tekst ma inną tematykę, nie zmienia się jednak podstawowe źródło, czyli ja i moje poglądy.

 

Jak wyglądają w Waszym przypadku kwestie koncertowe? Czy macie jakieś sztuki za sobą i jak je wspominacie? Gdzie zamierzacie udać się w tym roku oraz kogo do spółki zabieracie, by dziarsko dzielił z Wami scenę?

 

Balrog: Zagraliśmy jak dotąd pięć koncertów. Generalnie wspominam wszystkie dobrze, każdy koncert to interesujące doświadczenie. Najbardziej extremalny był dla mnie drugi występ, na którym byłem równy tydzień po operacji pod narkozą, przepisano mi duże dawki tramalu i ketonalu, a lewą rękę miałem ciasno przywiązaną do ciała i zabandażowaną (teoretycznie nie powinienem w takim stanie wychodzić z domu, co zresztą było wówczas dyskomfortem). O jakichkolwiek ruchach scenicznych nie było mowy, pot po mnie ściekał niemiłosiernie i byłem nawet zdziwiony, że wokalnie poszło przyzwoicie. Odlot był wówczas ciężkawy, ale dałem radę i teraz dobrze to wspominam.

 

Wojtass: Jak do tej pory koncerty gramy sporadycznie w Łodzi i okolicach. Na razie nic nie planujemy, ale oczywiście jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje. Osobiście dla mnie najlepszy był debiut w łódzkim klubie „Stereo Krogs” (jeszcze tam wrócimy!). Bardzo dobrze również wspominam koncert w „Maximum Destruction” w Zduńskiej Woli.

 

iugulatos_foto2

 

Pogrzebmy chwilę w muzycznych upodobaniach. Jak zaczęło się Wasze zainteresowanie metalem? Kto się do tego przyczynił i czy jest to jedyny uznawany przez Was rodzaj muzyki? Myśleliście nad graniem czegoś innego?

 

Balrog: Zawsze ciągnęło mnie w stronę mrocznej estetyki. Zainteresowanie czarną magią, mitologią i fantastyką pchnęło mnie w stronę silnych środków wyrazu takich jak metal.

 

Wojtass: Metalu słucham od dawna (koniec lat 80-tych ubiegłego wieku). Wtedy rządziły takie kapele jak SLAYER, BATHORY czy KREATOR. Ze śmiechem wspominam mój pierwszy duży koncert… Włoski BULLDOZER + debiut naszego VADER w Zabrzu w 1989 i koksy z chłopakami ze Szczecina, co mi chcieli skroić nowiutkie glany:-)… To były czasy. Poza metalem od zawsze fascynuje mnie muzyka poważna.

 

Matys: Metalu zacząłem słuchać w podstawówce. Najpierw był pierwszy PARADISE LOST, potem IMMOLATION, DEICIDE, DEATH i tak zostało. Co do innej muzyki, to owszem, słucham wszystkiego, co mi wpadnie w ucho.

 

Co natomiast sądzą znajomi bądź rodzina o Waszym muzycznym guście? Starają się przekonać do swoich idoli, podzielają Wasze upodobania czy może sami próbujecie wkręcić innych w te klimaty?

 

Balrog: Rodzina akceptuje wszystko, co robię, z tej strony mam bardzo duże wsparcie.

 

Matys: Moja rodzina również mnie wspiera, więc jest tak, jak być powinno.

 

Całkiem niedawno pożegnaliśmy rok 2010. Zdradźcie nam, jak go wspominacie, czy zaliczacie go do udanych? W końcu jest to rok, w którym doszło do wydania Waszej pierwszej płyty, więc przynajmniej w pewnym stopniu jest to okres istotny, z wpisanym weń przełomowym dla formacji momentem.

 

Balrog: To był dziwny rok. Wczesną wiosną odniosłem poważną kontuzję, dało mi to inną perspektywę. Wcześniej szedłem naprzód jak czołg, teraz musiałem trochę przystopować. Paradoksalnie pomogło mi to lepiej się przygotować do nagrania drugiej płyty, czego dokonaliśmy latem i co przyniosło mi wiele satysfakcji. Nie były to jedyne wydarzenia z 2010 roku. Dnia 9. marca urodziła się moja córka, co jest dla mnie powodem do radości. Zaś 30. listopada założyłem oficjalnie Stowarzyszenie Sportów Walki „Grota Trolli”.

 

Pozostając jeszcze na moment przy roku ubiegłym, szepnijcie słowo o tym, jakie polskie, tudzież zagraniczne premiery muzyczne zrobiły na Was szczególne wrażenie.

 

Wojtass: Jak zawsze BELPHEGOR!

 

Matys: Trochę tego było. Podobał mi się IMMORTAL, IMMOLATION. Poza tym słuchałem masę innych kapel, ale niekoniecznie wydawnictw z 2010 roku. A BELPHEGOR mógł się lepiej postarać, według mnie…

 

Wiadomo, że szara codzienność potrafi wchodzić w drogę zainteresowaniom. Udzielanie się w kapeli potrafi zabierać sporo czasu, ale czy macie w tym całym wirze zobowiązań czas na inne hobby? Co jeszcze Was kręci i czy ma jakiś wpływ na Waszą metalową twórczość?

 

Balrog: Jak najbardziej – od dziecka uprawiam sztuki walki, jestem wice-mistrzem Polski w Grapplingu, miałem również srebro na pucharze polski ADCC w submission Fighting, kilka razy wygrywałem ogólnopolskie turnieje Shido-Grapplingu, w przeszłości startowałem również w zapasach i MMA. W roku 2011 wracam do startów po ciężkiej kontuzji, która wiosną zeszłego roku zmusiła mnie do wizyty na stole operacyjnym (zerwałem wówczas mięsień piersiowy), tej wiosny mam zamiar „zaliczyć” około cztery turnieje, liczę na dobre wyniki – obecnie jest to nie tylko zaspokajanie własnych ambicji, gdyż jestem trenerem założonego przeze mnie klubu o klimatycznej nazwie „Grota Trolli”.

 

Wojtass: Grałem trochę w WOW…

 

Matys: Poza graniem najwięcej czasu zabierał mi niestety komputer, ale go rozjebałem w przypływie szału i problem mam z głowy:-).

 

Czy jest coś, co Was zwyczajnie w metalu diabelnie wnerwia, coś, co siedzi w ludziach, całej tej „kulturze”, stereotypy, uprzedzenia, schematy…? Czego macie w tym wszystkim dość?

 

Matys: Lepiej byś zapytał, co mnie nie wkurza… Podejście ludzi, którzy nie mieli nic wspólnego z metalem, bo to dla nich zbyt skomplikowana muzyka, czyli tzw. hałas. Ale czego się spodziewać po debilach z dyskotek, dla których przebój to jeden bit w kółko i najlepiej, jak mogą się do tego naćpać. Nazywanie metali brudasami też mnie wnerwia, chociaż jak widzę gówniarzy – metalowców, którzy wyglądają, jakby się wyczołgali ze śmietnika, to sam się nie dziwię… [święta racja z tym gówniarzami – red.]

 

iugulatos_foto3

 

IUGULATUS jest częścią łódzkiej sceny metalowej. Z tegoż miasta pochodzą takie kapele jak chociażby PANDEMONIUM czy TOXIC BONKERS, a także dziesiątki innych. Jak zapatrujecie się na kolegów z podwórka? Z jakim przyjęciem Wy sami się spotkaliście? Jakie miejscowe kapele najbardziej lubicie? No i wreszcie jak się żyje w tej zacnej mieścinie?

 

Matys: Jak koledzy grają dobrze, to i my mamy motywację do rozwoju:-). A tak serio, to znam te kapele, które wymieniłeś i je lubię. W TOXIC BONKERS gra mój kolega z podstawówki i cieszę się, że grają coraz ciekawiej, a PANDEMONIUM to stara szkoła – szacunek dla nich. IUGULATUS, jak do tej pory, spotyka się z ciepłym przyjęciem, z czego jesteśmy zadowoleni. Zobaczymy, jaki będzie odzew po wydaniu „Satanic Pride”. Co do życia w Łodzi… Żyje się jak to zwykle w dużym mieście, wszędzie syf i smród, ludzie zachowują się jak bydło, ale mimo wszystko to moje miasto i cieszę się, że tu mieszkam, a nie np. w Warszawie (nie obrażając warszawiaków).

 

Pora na chwilę personalnych wyznań. Czym kierujecie się podejmując w życiu ważniejsze decyzje? Jedni wierzą w boga, inni wstępują do sekty wyznawców krasnali ogrodowych, a jeszcze inni dostają polecenia od obcych. Co natomiast dla Was stanowi lub stanowiło ekwiwalent wspomnianych? A może po prostu nic?

 

Balrog: Kieruję się przede wszystkim własnym osądem. Często lubię zdawać się na intuicję, ponieważ zazwyczaj trafnie mi podpowiada, ale korzystam również z racjonalnego osądu sytuacji. Nie czuję oporu przed spełnianiem zachcianek swojego ego czy też z realizacją kaprysów. Wierzę, że jedyna wola, która ma prawo mnie limitować w czymkolwiek, to moja własna wola. Można powiedzieć, że staram się żyć w myśl Crowleyowskiej zasady „Czyń swoją wolę, niech będzie całym prawem”.

 

Gdyby przyszło Wam wymienić pięć rzeczy, bez których moglibyście się obejść, ale uprzyjemniają Wam życie na tyle, że wolicie przy nich zostać, to co takiego byście wymienili bez cienia wątpliwości?

 

Matys: Tak naprawdę to bez większości rzeczy można się obejść, ale po co, skoro ułatwiają nam życie? Może komórka, piwko, mp3, rower, Xbox.

 

Niejeden pochwalić się może pokaźnymi zbiorami płyt z dobrym łomotem. Niejeden też posiada skromniejszą biblioteczkę. Każdy natomiast w swoim życiu usłyszał choć kilka takich krążków, które totalnie zmiażdżyły go na krwawą miazgę. Jakie Wy byście wymienili i dlaczego właśnie te?

 

Matys: KING DIAMOND – „Them”, DEATH – „Sound of Perseverence”, DEICIDE – „Once Upon The Cross” i „Serpents Of The Light”, DISSECTION – wszystko, JOE SATRIANI – wszystko, BOLT THROWER – „Honour Valour Pride”, BEHEMOTH – „Zos Kia Cvltvs”. Te płyty wywarły na mnie ogromne wrażenie. Byłem gnojkiem i słuchałem ich non stop. Niejako inspirowała mnie ta muzyka, popchnęła mnie do tego, żeby samemu coś tworzyć. Było tego oczywiście dużo więcej, ale w tej chwili akurat te przyszły mi na myśl

 

Kilkanaście pytań i udzielonych do nich odpowiedzi wyczerpuje temat IUGULATUS tylko w niewielkim procencie, zatem zbliżając się do końca zrobimy tak: o co chcielibyście jeszcze zostać zapytani, a pytanie to nie pojawiło się tutaj? I jaka byłaby na nie odpowiedź?

 

Matys: W zasadzie zapytałeś chyba o wszystko, co istotne.

 

Polećcie jeszcze jakiś dobry browar w ramach optymistycznego akcentu końcowego:-).

 

Wojtass: Piwo Żywe oraz wszelkie piwa z browaru Czarnków/Namysłów/ Amber.

 

Matys: Bez znaczenia, ważne, żeby sponiewierało:-).

 

Pora na słowo na niedzielę, reklamę, dowolny przekaz dla czytelników Atmospheric. Dzięki wielkie za rozmowę! Życzę samych sukcesów i ciągłego rozwoju.

 

Matys: Dzięki za obszerny wywiad, zapraszamy na nasz MySpace, i oczywiście na koncerty! Kill the Christians!

 

Balrog: „Czyń swoją wolę, niech będzie całym prawem”.

 

[Soulcollector]

 

Iugulatus, www.myspace.com/iugulatus