JACK CRUSHER Salt In The Wound `14

demo digiCD `14
Ocena: 4/6
Gatunek: thrash/death metal

JACK CRUSHER jest to supergrupa, stworzona z magików, którzy stworzyli połowę lub najmniej 2/3 znaczących zespołów ubiegłych dekad, z CRYPTIC TALES, DOGMA i paroma innymi na czele. Świadczyć to z założenia musi o profesjonalnym podejściu do całego założenia. Zespół jest bardzo nowy, pojawił się co dopiero i obdarował potencjalnych odbiorców 3-utworowym i trwającym jedenaście minut z hakiem materiałem promocyjnym „Salt In The Wound”. Jak przystało na profesjonalistów i osoby nieodstające od współczesnych standardów, dostajemy bardzo estetycznie wydany digipack, opatrzony industrialno-deathowym imagem. Rzecz jasna, obok kwestii wizualnej i promocji, profesjonalizm musi cechować samo dzieło zawarte na nośniku. Brzmienie i kwestie techniczne wydawnictwa rozpracowano, dopracowano i przedstawiono w takiej formie, że do efektu finalnego nie da się przywalić raczej w żadnym aspekcie. Rzecz najistotniejsza, czyli zawartość muzyczna. Wypada na pierwszym miejscu powiedzieć o dużej spójności i podobieństwie tych trzech utworów. Nie ma w nich częstego u debiutantów rozjechania stylistycznego, poszukiwań nie wiedzieć czego i dokąd mających słuchacza prowadzić. Na pewno wynika to powodów omawianych wcześniej, niemniej nie samo doświadczenie powoduje taki efekt. Wydaje mi się, że panowie z JACK CRUSHER wiedzieli z góry, mniej lub bardziej świadomie, jaki materiał „Salt In The Wound” ma mieć wydźwięk. Co z tego wyszło? Ja słuchając tej muzyki nie mogłem wyjść z przeświadczenia o wpływie dwóch klasyków grających w pewnych etapach swej muzycznej drogi w podobny sposób. Mianowicie mam na myśli SEPULTURĘ, począwszy od drugiej, a skończywszy na czwartej płycie, z dużym naciskiem na „Chaos A.D.”; oraz PANTERĘ – już z mniejszą pewnością, aczkolwiek z dla mnie naleciałości są wyczuwalne, oczywiście dotyczące tego, co było już po wydaniu „Cowboys From Hell”. Można by tu dużo szukać i wymieniać, np. jeśli rozpatrywać nawiązania do death metalu, niemniej jeśli miałbym nakierować potencjalnych słuchaczy, to demówkę JACK CRUSHER proponuję zainteresowanym sceną death/thrash. Muza ma masę mocy i „powera”, zaczerpniętego wprost z dziczy epatującej z thrash metalu, aczkolwiek nie da się nie słyszeć dołowanego i potężnego death metalowego rąbania, jakie ma często miejsce na „Salt In The Wound”. Muzyka jest w pewien sposób chwytliwa i wciągająca, nie męczy i powoduje jakiś niedosyt u słuchacza (nie tylko z powodu mikrej długości). Nie za bardzo wiem, czy to w ogóle dobre słowo, ale mam wrażenia jakiegoś wpadania w uchy czy innej, za przeproszeniem, „przebojowości”. Nie wiem, czy taka muzyka ma dziś potencjał wśród odbiorców, czy wielu maniaków znajdzie tu coś dla siebie. Pewnie i tak ludzi, którzy grają metal od dekady czy dwóch, to wali, czy będą dzięki temu popularni czy nie, tak czy inaczej mnie się ich przekaz podoba, „nie ma lipy”, jak pisał klasyk, a kolejnego materiału JACK CRUSHER z chęcią posłucham, bo to fajne granie i niech się chłopom darzy. [John Kramer]

 

Jack Crusher, jackcrusher@wp.pl; www.jackcrusher.pl, www.facebook.com/jackcrusherband, www.reverbnation.com/jackcrusher