JARUN Pod niebem utkanym z popiołu `15

digi CD `15
Ocena: 4,5/6
Gatunek: folk-prog-black metal

To już drugie uderzenie nowosądeckiego JARUN. Po „Wziemiowstąpieniu” – wydanym dwukrotnie w latach 2012-2013 – przyszedł czas na album wydany… „Pod niebem utkanym z popiołu”. Tak, tak! To właśnie ci panowie, którzy swoje teksty piszą po polsku, a potem – w przeciwieństwie do znakomitej większości polskich twórców różnej maści i orientacji – nie wrzucają ich do translatora googla, tylko pozwalają wybrzmiewać im w naszej ojczystej mowie. Nie tutaj jednak miejsce, żeby rozwodzić się nad wyższością tej, czy też tamtej, zakamuflowanej opcji… językowej. Album zaczyna się prawie jak jeden z numerów MACIEJA MALEŃCZUKA (który – nie podpowiem). Nic jednak bardziej mylnego! Po kilku minutach Maleńczuk wyparowuje jak poranna mgła, która osiadła na kamieniach, a my zostajemy sam na sam z pagan-folk-black metalem sączącym się z głośnika. Artyści do opisu swojej muzyki dodają również przymiotnik „progresywny” i – przyznać muszę, że – jest to jak najbardziej uzasadnione: gitary na tym albumie to nie jest jakieś, często umiarkowanie udane, pitolenie na jednej strunie! To prawdziwe łamańce wykorzystujące dużo szerszą gamę brzmień, przesterów, patentów i przede wszystkim technik gry na „wieśle”. Dobrze słucha się tych gitar! Nawet owe – anonsowane na wstępie – „maleńczuki”, czyli akustyczne wstawki („Cisy” – kult!) świetnie komponują się, urozmaicają, „huśtają” nastrojem. I tutaj również nie bezprzedmiotowe i czcze jest moje gadanie: JARUN zabiera nas bowiem na nocną przechadzkę w leśne ostępy – pełne tajemnic i magii. Po raz kolejny – podobnie jak na „Wziemiowstąpieniu” – podnoszony jest tu temat (fascynacja?) śmieci(ą). Najprościej zresztą będzie porównać „Pod niebem utkanym z popiołu” właśnie do poprzedniczki. Tamtą płytę lubię nawet bardzo i nie śmiem powiedzieć, która z nich jest lepsza… Na pewno tym razem zespół bardziej przyłożył się do nagrań i produkcji – nowy album brzmi lepiej pod każdym względem! Również na zdrowie wyszła JARUNowi zmiana pałkera – gary są zwyczajnie ciekawsze. Ale to samo można powiedzieć także o gitarach – tutaj bez zmian personalnych, a progres jest słyszalny! I tylko wokal drażni mnie niezmiennie: bo chłopaki się starają, kombinują, udziwniają, a na końcu przychodzi wokal, który jest taki sam (no dobra, „podobny”) w każdym (!) kawałku. Fraza jest prawie zawsze tak samo podzielona, jednaka jest linia melodyczna… Zero inwencji! Wokal sam w sobie nie jest zły – drze się nijaki Meph, co to już nie jeden mikrofon opluł (CEREMONY, FORMOSUS). Ale po nadużyciu (54:54) – wokal to strasznie mdły! Ja wiem, że to Black Metal jest, a nie opera, ale „coś” pokombinować można! (Nieśmiało postulował będę, że nawet trzeba.) Może drugi vox byłby tu rozwiązaniem (jakieś screamy, albo bas-barytony typu Garm), bo na razie na tym poletku jest cokolwiek nudnawo. Tym niemniej album „Pod niebem utkanym z popiołu” polecam do osobistego wglądu każdemu prawdziwkowi spod znaku czarnego zakonu – w ubłoconych, pachnących lasem butkach. Miłośnikom prog-blackowych gitar i pomysłowego bębnienia również polecam! Ta płyta się nie nudzi, czas przy niej leci szybko, maleńczuki też są całkiem fajne, a i tłuste solo się czasem trafi! [Herr B.]

Juran, www.facebook.com/jarunband, www.jarun.bandcamp.com