KAT 38 Minutes Of Life `94

CD `94 (Metal Mind Prod.)
Ocena: 6/6
Gatunek: thrash

KAT dorobił się trzech płyt koncertowych, natomiast chciałem zwrócić uwagę, że w momencie wydania albumu koncertowego „38 Minutes Of Life” zespół miał jedną studyjną płytę na koncie! Taka była specyfika tamtych czasów i ogromna machina promocyjna Tomasza Dziubińskiego, który w tamtych czasach był menadżerem kapeli. Od „38 Minutes Of Life” zacząłem słuchać KATa, oczywiście nie w latach 80-tych, tylko w połowie 90-tych. Wszystko dzięki koledze z klasy, który miał starszego od siebie kuzyna, zapalonego metalowca. Takie to były konszachty! Kolejna sprawa to fakt, iż jest to chyba najbardziej niszczący koncertowy sound, jaki tylko można sobie wyobrazić. Dźwięki tej płyty po prostu rozsadzają czaszkę, a przecież realizacja pozostawia wiele do życzenia. Koncert ma bardziej charakter bootlegu, no ale kto w Polsce potrafił wtedy realizować takie nagrania i jakim sprzętem dysponowali muzycy – można sobie tylko wyobrazić. Pamiętam, że za pomocą tego koncertu przestawiałem kwiatki na parapecie, siarka leciała z głośników tak, że biedni sąsiedzi pewnie zatykali uszy watą zamoczoną w święconej wodzie, a i pewnie to na wiele się nie zdawało. Gorzej, jak mama przeczytała teksty w środku wkładki:-)… Sukces KATa to jednak nie tylko kontrowersyjne treści emanujące z poezji Romana Kostrzewskiego, to przede wszystkim talent kompozytorski Piotra Luczyka. Niech ktoś mi pokaże koncert podobnego zespołu na jedną gitarę, gdzie układy riffów i solówek zbudowane są w sposób tak perfekcyjny. Styl Luczyka i jego muzyczna charyzma przez wiele lat budowała ten niesamowity klimat w zespole. Dla osób, które nigdy nie zetknęły się z „38 Minutes Of Life”, polecam zrobić to jak najszybciej i przekonać się, co to znaczy wykonywać muzykę całym swoim sercem. Płyta zaczyna się wspaniale: „Ten zespół znacie doskonale, lubicie go i zaraz mu pokażecie, ich płyta będzie jeszcze w tym miesiącu w sprzedaży – „Metal & Hell”. Usłyszycie wszystkie ich najlepsze numery, przywitajcie ich gorąco! KAT, KAT, KAT!” – zapowiada jakiś facet (może wiecie kto?). W tym momencie sekundy rozpoczyna się złowieszcze intro i uderza piorunujący riff z „Czarnych Zastępów”. Jak dla mnie, wszystkie te nowoczesne zespoły death metalowe, ścigające się z prędkością światła, gniją przy tej płycie, usychają jak niepodlewany kwiat. To jest moc, zło i adrenalina! Kostrzewski osiąga niezłe rejestry, ma jeszcze całkiem sprawne gardło. Tekstów nie będę cytował, bo chyba by mi recenzję ściągnęli z portalu hehe. Co dalej? Romek pyta zebranych: „Jak wasze gardła – Okej?” i KAT prezentuje kolejne „hity”. Nieprawdopodobnie wypadł utwór „Mag-Sex”. Ludzie zebrani wtedy w „Spodku” klaskali do melodii wygrywanej przez gitarę. „[…]Grób to strach!” – tak, na ten moment się czeka, kiedy słyszę ten kawałek mam ciarki na plecach, to już rasowy thrash metal lat 80-tych. Nagrania z tej płyty pochodzą z dwóch koncertów. KAT supportował wtedy zespół METALLICA, który w 1987 roku pierwszy raz występował u nas w Polsce (dwukrotnie), a raczej dwa dni pod rząd. Na temat tego spotkania muzyków krąży kilka zabawnych anegdotek… Dalej mamy „Wyrocznię” i „Głos Z Ciemności”. W „Masz Mnie Wampirze” pojawia się fajna wstawka z chóralnym śpiewem ludzi i wymianą różnych diabłów i innych muzycznych gatunków hehe. „Dziewczyna W Cierniowej Koronie” i „Porwany Obłędem” sygnalizują zbliżający się nowy krążek KATa, uznawany przez fanów za (jakżeby inaczej) dzieło najwyższych lotów. Płytę kończą rozpędzone „Noce Szatana”, świetny tekst Roberta „Lora” Milewskiego, doskonałe wykonanie i obłędne wokale Romka! Absolutny mus! Jedyne czego mi tutaj brakuje, to pełnego zestawu utworów, jakie podczas tych dwóch występów w katowickim „Spodku” pojawiły się na set liście. Może kiedyś moje marzenie się spełni? Telewizja Polska ma zresztą pewnie nagrany niejeden taki koncert w całości, szkoda, że nikt z tym nic nie robi, to kawał historii polskiego metalu! [Sabian]

Kat, www.facebook.com/katofficialprofile
Metal Mind Prod., www.metalmind.com.pl