KAT 666 `86

CD `86 (Polmark)
Ocena: 6/6
Gatunek: thrash

Pierwszym wydawnictwem KATa była płyta winylowa „Metal & Hell”, a „666” to płyta zarejestrowana w Teatrze Stu w Krakowie. Materiał zawarty na „Metal & Hell” jest dokładnie taki sam jak na „szóstkach”. Różnica polega tylko na innym ustawieniu utworów i rzecz jasna na rodzaju języka. KAT skończył się na „666” – jak głosi pismo, albowiem ortodoksyjni fani zawsze twierdzą, że KAT kończył się po każdym nowym wydawnictwie hehe. Ja osobiście uwielbiam wszystkie płyty tej załogi (z pominięciem „Mind Cannibals”) i uważam je za dzieła genialne, ponadczasowe, piękne! Kiedy już udało mi się wysępić od rodziców jakieś zaskórniaki, gnałem na złamanie karku do sklepu „Music Corner” i kupowałem po kolei reedycje kasetowe Silverton, by później dokonać rytualnego zdjęcia folii zabezpieczającej, celem włożenia czym prędzej kasety do wieży. Chłonąłem te dźwięki jak gąbka. Wspaniałe czasy. „Trzy szóstki” są doskonałym paliwem koncertowym, zespalającym ludzi podczas libacji alkoholowych klejem i odpychającym zwykłych słuchaczy smrodem bagiennej zgnilizny. Ten album brzmi co najmniej dziwnie. Bardzo surowo z dziwnym pogłosem. W reedycji kompaktu wydanego przez Mystic możecie przeczytać, że podczas nagrywania gitar na ich ścieżkach pojawiał się chór, który stroił… Wszyscy w studiu zachodzili w głowę, co jest grane, dowcipnisiem okazał się fortepian, który podczas nagrywania gitar rezonował. Roman Kostrzewski i spółka stworzyli album prosty, bardzo heavy metalowy. „Ślepcze stój! Ramię daj! Oni dali tylko fałsz! Wrzeszczą post, chwalą lęk… Kroplą życia poją chwast. Prawda, prawda to metal! I Piekło!” – tak, można podsumować tę płytę. Doskonałe teksty Romana, który w późniejszej swojej karierze tworzył jeszcze bardziej wyszukane i odrażające liryki (nierzadko inspirując się twórczością Tadeusza Micińskiego). Kostrzewski śpiewa tutaj jeszcze w sposób bardzo prymitywny, black metalowy. Piotr Luczyk jak zwykle skomponował wyborne riffy i trochę solówek. Na tej płycie to on rozdaje karty. Jednak to, co robił później, z płyty na płytę sięgało coraz wyższego poziomu – niestety do roku 2005… Ehh. Utwór „Diabelski Dom Cz. I”, z tym szybkim zadziornym riffem, otwiera trylogię domostwa Belzebuba, choć ja osobiście bardziej preferuję ociekającą dziką żądzą Cz. III czy szaloną wersję numer dwa z „Oddechu Wymarłych Światów”. To właśnie z tej płyty pochodzą takie koncertowe szlagiery jak „Wyrocznia”, „Morderca”, „Czas Zemsty” czy „Masz Mnie Wampirze”. KAT w tamtych czasach był zespołem nie do zatrzymania. Przy każdej płycie wyprzedzał o kilka lat czasy, w których aktualnie tworzył. Ich bezkompromisowy koncertowy show był jedyny w swoim rodzaju! Ktoś kto interesuje się polską muzyką metalową, powinien znać dyskografię tej załogi na pamięć, a „666” wypalić sobie na czole albo jakimś innym mniej widocznym miejscu, hołd tym Polakom się należy, bezapelacyjnie… [Sabian]

Kat, www.facebook.com/katofficialprofile