KAT Acoustic – 8 Filmów `14

CD `14 (Metal Mind Rec.)
Ocena: 4/6
Ocena: 6/6
Gatunek: metal/rock

W dobie ery „unplugged”, która zaczęła się dobre kilkanaście lat temu w USA, a do nas zawitała całkiem niedawno, taka płyta jak „Acoustic (8 Filmów)” nie powinna dziwić, ale kiedy firmuje się ją starym logo grupy KATa, to w głowie zapala się czerwona lampka ze znakiem zapytania w środku. Nie chodzi tu o to, że klasyczne już metalowe kompozycje zostaną nagrane za pomocą drewnianych pudeł (przecież KAT zawsze komponował ballady), tylko, jak zostanie to wykonane… Cóż, o znanym wszystkim konflikcie na linii Luczyk – Kostrzewski & Loth nie ma sensu się rozwodzić. Z jednej strony żal dupę ściska, z drugiej mamy na rynku dwie akustyczne płyty, które choć różne, mogą się podobać zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom jednego i drugiego obozu. Przyznam szczerze, że byłem w lekkim szoku po pierwszym odsłuchu „8 Filmów” i niestety ten szok nie był pozytywny. Może inaczej, spierdolić te nagrania jest chyba niemożliwe, zwłaszcza, że gra je Piotr Luczyk, wybitny gitarzysta i kompozytor, także do warstwy gitarowej przyczepić się nie sposób, do innych rzeczy owszem. Na samym początku zmieszałem tę płytę z błotem, dziś bardzo ją lubię, lecz nie patrzę na muzykę na niej zawartą bezkrytycznie. „Kto ssał?” – padło pytanie na forum „Czarnych Zastępów”, nikt inny tylko Maciek Lipina. Wokalista, który na pewno śpiewać potrafi, ale nijak nie pasuje mi do katowskiego topora (tutaj w wydaniu kowbojskiej ramy), a fakt, że chłop nie zetknął się wcześniej z zespołem KAT będąc rockmanem z nad Wisły, woła o „pomstę do nieba!”. O oprawie graficznej wiele powiedzieć nie można, a właściwie nawet szkoda ją komentować – dno. Ale nie szata zdobi… – jak to zwykło się mawiać. Przejdźmy zatem do zawartości. „Głos Z Ciemności”, utwór ponadczasowy, przepiękny, wyniosły, zakończony iście diabelskimi frazami wykrzyczanymi przez Romana Kostrzewskiego – niegdyś, tutaj w wersji ocenzurowanej. Wycinka diabła z tej płyty przypomina kastrację męskiego przyrodzenia, jak można ingerować w oryginalne teksty? Pozbawiać je słów, które już dawno zostały wyryte złotymi literami w umysłach rzeszy, całych pokoleń metalowców w Polsce? Bezsens. Kawałek zaśpiewany miałko, lecz gitarowo zagrany wspaniale. Fajne rozwiązania techniczne, trochę dworskiego klimatu. Widać, że przynajmniej pod tym względem Piotrek odwalił kawał dobrej roboty. Brak normalnej perkusji… Tutaj to chyba nie zarzut, nie pasowałaby ona do konwencji, ale czy te przeszkadzajki brzmią przekonywająco i autentycznie? Śmiem wątpić. Poszczególne klasyki łączy na płycie kilka przerywników. „Marzenie Jednak Spełnione” stanowi pomost do „Delirium Tremens”. Miła dla ucha miniaturka. Natomiast samo „Delirium” na pewno kontrowersyjne w miejscu pierwszych solówek na samym początku. Ten bluesowy charakter? Jest o czym rozprawiać przy piwie, znaczy się, muzyka prowokuje, dziś już lubię to zastosowanie, na początku nie mogłem przetrawić. (Brak recytacji, Maciek śpiewa poprawnie, ale to dalej nie jest to…). „Dark Hole The Habitat Of Gods”, nowy KAT – nowy skład, nie obciążony dawną legendą (nie traktuje go jako kontynuacji), wyszedł rewelacyjnie. Tutaj pan Lipina pasuje jak brakujący element układanki, lepiej niż Beck na „Mind Cannibals”. W ogóle ten utwór niesamowicie zyskał, zdecydowanie jestem na tak i chylę czoła. Piękna kompozycja, uchwycona we właściwy sposób, z cudowną jazzującą końcówką! „Czas Zemsty” podobnie jak „[…] Idzie Armia!” (prawie narobiłem ze strachu) przy „[…] I stanął smok, przed mającą rodzić niewiastą” hehe. Czy ja jestem na mszy w kościele czy bluźnierczym akcie kreacji zemsty Szatana? Muzycznie również brak wad, dużo ciekawych zagrywek, smaczków, jednak znów zabrakło tego wokalnego animuszu Kostrzewskiego i co gorsza, gdzie podział się „pies”? Pewnie trafił do schroniska… „Czas Pokoju”, kolejna miniaturka, będąca wariacją „Czasu Zemsty”, wprowadza nas w kompozycję „Łza Dla Cieniów Minionych”, utwór, po którym na płycie (tak jak na „Bastard”) powinna wybrzmiewać wyłącznie cisza. Jakoś po takim emocjonalnym ciosie ciężko się pozbierać. Dla mnie najważniejsza ballada, nieprawdopodobnie oryginalna, doskonały tekst, utwór życia. Nie wyobrażam sobie żadnego koncertu (Romka oczywiście) bez tego bezceremonialnego hitu! Tutaj zagrany z sercem (sercem gitarowym), natomiast te kotły… Nie do końca, proszę państwa, mi to siedzi, no i Maćku, więcej życia! „Sen Którego Nie Było” fajnie uzupełnił łezkę, tylko po ch.. wsadzili tam te mewy. Wiem, że „[…] okręt mój płynie dalej, gdzieś tam…” i pewnie są tam mewy, ale tutaj za bardzo poszło to w stronę takiego dziaduniowego opowiadania na dobranoc. „Niewinność” to kolejny klasyk, opatrzony subtelnymi gitarami trzyma klimat, muzyczny klimat. Tutaj kończy się w stylu dawnego „Trzeba Zasnąć” – plemienne ogniskowe zawodzenie? I przechodzi w intrygujący, wspomniany wyżej „Trzeba Zasnąć”, zagrany na fortepianie w sposób mroczny i muzycznie podręcznikowy. Ciekawy zabieg, aczkolwiek te zmiany tekstu to jakieś ewidentne jaja i kpina. „Czy widziałeś go?” etc. Kogo ku… miałem niby widzieć? Kowboja? Masakra… „Czy Wygrałeś?” pokazuje eksperyment w postaci końcówki zagranej, no właśnie, co to za instrument tak ładnie piszczy na końcu? „8 Filmów” zamyka „I’ve Been Waiting”, kompozycja, która znalazła się na „Mind Cannibals” i która na tamtej płycie była po prostu dobra, tutaj wyszła bardzo dobrze, zyskała na mocy i przekazie, Maciek pasuje do tamtego materiału z „Kanibali”, w nowym nijak nie czuje tej nuty. Podsumowując, za gitarową robotę chylę czoła Piotrkowi i dla tych gitar wracam do płyty „Acoustic (8 Filmów)”. Wokalnie mnie nie rusza, słucham, bo skoro śpiewa, to nie wytnę, ale to nie jest to. Na mewy, armię, smoka, psa i retoryczne pytania spuszczam tak zwaną zasłonę milczenia… I trochę ciepłego ekhm… [Sabian]

„Acoustic – 8 Filmów” traktuję jako szczególny album KATa. Nie jest to płyta, którą powinno się przesłuchać „z biegu”. A na pewno nie wolno pochylać się nad nią ze z góry utartą tezą. Zresztą do żadnej płyty nie powinno się tak podchodzić. Przesłuchując „8 Filmów” starałem się także być z dala od całego zamieszania z dwoma KATami, Romkami, Irkami i całym tym telenowelowym zgiełkiem. Tyle tytułem wstępu. „Acoustic” to autorski projekt założyciela i gitarzysty KATa – Piotra Luczyka. Muzyka nietuzinkowego, który mimo wielu przeciwności wrócił – co uznaję jako pewien akt odwagi. Od czasów „Mind Cannibals” sporo pomyj wylano na jego głowę. W mojej ocenie niesłusznie. Oczywiście można zastanawiać się, czy nie lepiej Piotr zrobiłby, gdyby album „Acoustic – 8 Filmów” ukazał się jedynie pod jego nazwiskiem. Piotr wybrał inną drogę, czy słuszną, niech oceni historia. Dla mnie najważniejsze jest tu i teraz. Tym „teraz” jest KAT Luczyka i udany eksperyment akustyczny, który na swój sposób można potraktować jako jedną, ujmującą, momentami cholernie smutną suitę. W nowych, wysmakowanych wersjach, poszerzonych o klasyczne instrumentarium, które Piotr umiejętnie scalił w jeden pejzaż, możemy usłyszeć największe artystyczne perełki KATa. „Głos z Ciemności”, „Delirium Tremens”, czy „Czas Zemsty” rozpoczynają całą opowieść. Potem płyta płynnie przechodzi w „Dark Hole”, w nieśmiertelną „Łzą dla Cieniów Minionych”, genialną wersję „Niewinności” (z zachwycającym cytatem z Beatelsów), by jak spokojna rzeka wpłynąć w „Trzeba Zasnąć” i „I’ve Been Waiting”. Mimo że skład, który wspomógł Luczyka, ma się nijak do tego klasycznego, albumu „Acoustic” słucha się bez oporów. Wokal Macieja Lipiny nie zaburza kształtu kompozycji. Ba, mam wrażenie, że wreszcie słyszę wyraźnie każde wyśpiewane słowo. Reasumując, album „Acoustic – 8 Filmów” skierowany jest do starych fanów KATa (takich jak ja), do jeszcze starszych fanów, a także do tych osób, które nie śpieszą się w słuchaniu muzyki i delektują jej inteligencją. [Sebass]

Kat, info@kat.com.pl; www.kat.com.pl, www.facebook.com/katofficialprofile
Metal Mind Rec., www.metalmind.com.pl