KAT Bastard `94

CD `94 (Silton)
Ocena: 6/6
Gatunek: thrash

Album „Bastard” nie jest w pełni doceniony przez środowisko „metali”. Nie dziwię się. To najbardziej skomplikowany, mroczny i odrażający album grupy KAT. Bardzo trudny w odbiorze, ale dający wiele satysfakcji. Pierwsza wersja okładki z wydania Siltonu jest wyjątkowo tajemnicza i smutna. Stworzona na potrzebę reedycji Silverton wersja druga – szokująca… No chyba, że widzieliście kiedyś w jakiejś szkole obraz, na którym dziewczyna rodzi diabła? A przerażony anioł zastanawia się, w którą wiać stronę hehe. Niemniej jednak uważam, że „Bastard” jest tym dla muzyki metalowej, czym postać Salvadora Dali dla całego świata malarzy. Nieokiełznanym geniuszem, niezrozumianym, wyalienowanym, nienormalnym (zależy z której strony na to patrzymy). Duet Luczyk-Regulski skomponował dziesiątki riffów, nieprawdopodobnie ciekawych, rozbudowanych. Sam Krzysiek Oset stwierdził (wywiad z DVD „Somewhere In Poland”), że niektóre zespoły, wykorzystując riffy z tej płyty, mogłyby stworzyć co najmniej kilka albumów. Fakt, mnogość różnych motywów niewprawne ucho może przytłoczyć, ale wyrafinowany słuchacz odnajdzie w tej muzyce prawdziwą SZTUKĘ! Na pierwszy ogień idzie „W Bezkształtnej Bryle Uwięziony”. Cudo! Irek Loth w tym utworze (i pozostałych) gra niesamowicie. W ogóle to bardzo perkusyjna płyta, mimo takiej ogromnej ilości motywów gitarowych, są one tylko tłem do szaleńczych (miejscami bardzo trudnych) rytmów perkusji. Roman Kostrzewski jako tekściarz przeszedł samego siebie… „Zawieszony nad płomieniami świec… Piłem swoje łzy. Wino tego dnia smakowało gorzką, trupio-siarczą lurą”, czy „Człekowstręt tryska z moich ust – Parszywy kraj. Mdląca woń martwej izby bije złem. Spluwam, rzygam, zdycham. Rodny skurcz. Już wtedy miałem zgnić. Pierwsza usłyszana baśń brzmiała jak pośmiertny dzwon. Ropa lała mi się z ucha. Nieczuły leżę odurzony snem. A tam za murem zawieszony sznur”. Kiedyś dałem posłuchać tą płytę swojemu koledze, który często odwiedzał różnego rodzaju dyskotekowe przybytki hehe – facet był tak zszokowany, że nie wiedział, co ma powiedzieć. Później, przez kilka dobrych lat, kiedy coś go irytowało, kwitował to stwierdzeniem – „Tak, a tam za murem zawieszony sznur…” hehe. Muzyka łączy subkultury! No, ale nie oszukujmy się, teksty zamieszczone na płycie „Bastard” wywołują ogólny popłoch i spełniają to zadanie doskonale: „Coś we mnie łka. To mój syn. Maleńki zwierz. Nie płacz, nie płacz. Z jaskini mej macicy -popłynie krew, świeża krew świata”. Jeszcze nie macie dość? Utwór „Bastard” w swojej strukturze jest naprawdę bardzo poplątany. Arytmiczne bicie Lotha pod jadące zwykłe jedynki dwie centrale, poprzesuwane metrum gitar, nie, to się w głowie nie mieści!!! Teraz się tak nie gra, zespołom brakuje pomysłów, tej iskry! Znalazła się tu także krótka kompozycja instrumentalna („N.D.C.”), jakoś specjalnie za nią nie przepadam, ale nie przeszkadza mi ona jakoś strasznie w odbiorze płyty… Pod sam koniec krążka został zamieszczony kolejny nie dający się sklasyfikować utwór: „Odmieńcy”. Jak go słyszę, zaczynam machać głową, drzemie w nim tak wiele siły i agresji. Jest naprawdę rewelacyjny, szybki i ciężki jak cholera. Powplatane krótkie melodyjne przerywniki i różnego rodzaju zagrywki dodają mu tylko smaku… „Moja moc karmi się żarem palących mnie ciał. Zawsze byłem czarnym kozłem”… Na zakończenie zostawiłem prawdziwą perełkę. Chyba najbardziej rozpoznawalny utwór balladowy KATa – „Łza Dla Cieniów Minionych”. Tego nie da się opisać słowami… Piękna, wzruszająca muzyka i słowa. Wystarczy posłuchać, a na pewno nie pozostanie się obojętnym… „Na dnie sarkofagu Noc, czarna suknia. Rozrzucam korale wspomnień… Wtulona w włosów płaszcz, wonna rodnią swą, Teraz okryta snem. Na wpół lodowata dłoń, zimne twe usta… A jeszcze niedawno ogień skrzył. Pamiętam rozkoszny wiatr, masztem gnący sztorm. Daję ci moją łzę. Okręt mój płynie dalej, gdzieś tam… Serce choć popękane, chce bić. Nie ma cię i nie było, jest noc. Nie ma mnie i nie było, jest dzień.” [Sabian]

Kat, www.facebook.com/katofficialprofile