KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI – 16.12.2005, Kraków / 9.12.2006, Kraków

KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI

16.12.2005, Kraków, „Extreme” / 9.12.2006, Kraków, „Loch Ness”

KAT wciąż żywy! Legenda polskiego metalu! Jeden z największych, najbardziej zasłużonych zespołów…
Podzielił się na dwa osobne projekty, a raczej Piotrek Luczyk znalazł nowego wokalistę, a Roman Kostrzewski, po burzliwej działalności solowej (i nie tylko), powrócił pod dawną chorągiew… I tak każda z tych grup egzystuje na swój rachunek. KAT z Henrym Beck`iem nagrał płytę „Mind Cannibals”, a Romek koncertuje z Ireneuszem Lothem i muzykami: Michałem Laksą, Piotrem Kadeckim, Krisem „Pistoletem” Pistelokiem.

Image Image

Zaskakujący czas, kiedy to po raz pierwszy po bardzo długiej przerwie na żywo pojawiał się KAT z Romanem Kostrzewskim we własnej osobie, nastał w maju 2005 r. Podziało się tak ku wielkiemu poruszeniu dawnych fanów. Niemniej byli nawet tacy, którzy nie wierzyli, iż ten kultowy, ich ulubiony zespół sprzed lat gra jeszcze w składzie z oryginalnym i jedynym słusznym wokalistą. Tymczasem ta wspominkowa trasa cieszyła się tak wielkim zainteresowaniem, że bardzo się przedłużyła, trwała przez kilka miesięcy i – co najważniejsze – została jeszcze powtórzona dokładnie rok później.
Obydwa kluby wypełnione po brzegi, publiczność rozgrzana pomimo braku supportów, wyluzowana i podpita:-). Ludzie leniwie przemieszczają się z kuflami piwa. Są podekscytowani i zniecierpliwieni… Tłumnie gromadzą się pod sceną. W pierwszym rzędzie, po prawej stronie, tuż przy potężnych głośnikach jest miejsce dla oszołomów… Przestrzeń zagospodarowana. Metr przede mną – Kostrzewski, centymetr za mną – napierający, falujący tłum.
Niewątpliwie największą gwiazdą wieczorów był poczciwy wuj Romek. Taki sam od zawsze, z burzą włosów na głowie. Trzeba przyznać, iż wciąż jest on w doskonałej formie, bardzo dobrej jak na swoje lata:-). Nie oszczędzał gardła, ani ciała. Robił te swoje transowe wygibasy, zatopiony we własnym świecie, nawet nie patrzył przed siebie, choć jego charyzma uwidaczniała się w zapowiedziach między utworami. A mówił dużo. Coś tam opowiadał, objaśniał, wspominał, żartował, dedykował…
Hm, wprawdzie ktoś kiedyś złośliwie powiedział, że Kostrzewski nie umie śpiewać na żywo. Nie jest tak precyzyjny, jak na płytach, fałszuje itp. Być może jest w tym trochę prawdy, ale z drugiej strony, kogo w „Extreme” i „Loch Ness” to obchodziło?:-) Na szczęście prawdziwa charyzma i głos nie starzeje się nigdy! Zresztą takie drobiazgi nie miały znaczenia, skoro fani i tak go przekrzykiwali? Wydzierali się w niebogłosy. Skakali, walili łbami, szaleli, latali na piórach, pocili się, fermentowali… Istne szaleństwo! W kulminacyjnym momencie koncertu panował potworny zaduch, powietrze wręcz skraplało się… Fajnie, że Roman polewał ludków wodą:-).
Odrodzony KAT zagrał wszystko, czego dusza zapragnęła. No może nie wszystko, co stare, ale prawie wszystko i … jeszcze więcej: gdyż były zupełnie nowe fragmenty muzyczne, zwłaszcza na drugim koncercie. No więc nie zabrakło największych „przebojów” – menu było przekrojowe z całego, bogatego repertuaru grupy. Zabrzmiały m.in. „Wyrocznia”, „Łza dla cieniów minionych”, „Diabelski Dom cz. II”, „Bastard”, „Ostatni Tabor”, „Śpisz jak kamień”, „Noce Szatana”, „Głos z Ciemności”, „Czas Zemsty”, „666” czy młodsza, lekka piosenka „Cmok-Cmok, Mlask-Mlask”. I tu trzeba przyznać, iż ciekawie zabrzmiały stare utwory często w mocno przearanżowanych wersjach czy też poprzedzone długimi introdukcjami, z których wyłaniały się te ukochane melodie i motywy… Oczekiwanie wynagrodzone nasyceniem! Klasa sama w sobie! Poza tym był akustyczny set gitarzystów i wspomnienie po Jacku Regulskim. Zespół grał obficie, długo, z bisami, co najmniej półtorej godziny. Było spektakularnie – sentymentalnie, diabelsko, a także nowocześnie. Premierowe kompozycje sprawiają wrażenie innych, ale bardzo obiecujących. Ich jedyną wadą było tylko nieznanie i gorszy odbiór właśnie koncertowy, gdyż słysząc tekstu po raz pierwszy nie można się z nim utożsamiać:-). Romek zapowiada płytę studyjną w tym składzie! Sukces tras przekłada się więc na nowe plany… Czekamy niecierpliwie na rozwój zdarzeń!

Image

próba przed koncertem w Krakowie

Ps. Pierwszy z koncertów… Marzenia wypełnione! Pod pewnym względem dla mnie był to najlepszy gig w życiu! Byłam po nim głucha, poturbowana i szczęśliwa!

[Kasia]