KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI 666 `15

KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI zrobili płytę „666 Re-recording”. Rozgorzała w sieci burza, fala hejtu się wylała, na Facebooku jest dyskusja, czy to aby nie są jaja? Po co znowu to nagrywać? Przecież stare to, nie nowe, znowu skok na kasę robią, zamiast zupy, mamy kotlet. Odkąd w naszych domach na dobre zagościł Internet, tego typu wydawnictwa wzbudzają wręcz niezdrowe emocje co u niektórych. Należałoby się zastanowić nad tym wiecznym narzekaniem… „…Że nagrywają, że nie nagrywają, że za dużo grają koncertów, że nie grają ich wszędzie” itd. itp. We wszystkim trzeba znaleźć umiar – litości! Osobiście cieszę się z takiego obrotu sprawy, tzn. ukazaniu się demonicznych szóstek. Zawsze były one dla mnie ważne pod względem klimatu i charakteru, ale usłyszeć je w nowych, czytelnych wersjach? Dlaczego nie! Najwyżej, kiedy mi się nie spodoba, to nie będę słuchał, tyle w temacie. Okładkę panowie zmienili, stworzyli od nowa po prawdzie. Może nie jest ona najwyższych lotów, ale wersja z szóstkami w rogu (wyd. FHU Stuff) też dupy nie urywa. Nie wspomnę o pierwszym biciu „Ballad”. Więc o co kaman? Najważniejsze chyba jest wnętrze? Po odpaleniu płyty i po pierwszym jej wysłuchaniu – niesamowita euforia. Po przesłuchaniu kilkudziesięciu razy, poziom mojego wewnętrznego szczęścia plasuje się na tym samym poziomie. KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI nagrali ponownie „666” w sposób mistrzowski, z szacunkiem do oryginału, nie produkując przy tym zwykłej kalki. Pierwsze co rzuca się w uszy, to bardzo głębokie brzmienie. Chyba najlepiej wyszły bębny Irka, piękny organiczny klik stopy, mocny, ciężki werbel. Czuć groove, balans beczek. Można było troszkę więcej blaszek puścić w miksie. Gitarowo też przyzwoicie, choć odnoszę wrażenie, że można było zrobić trochę cięższe brzmienie riffów. Zdecydowanie lepiej wypadają natomiast same solówki. Wokale Romka w końcu czytelne! Nie trzeba kukać do wkładki hehe. Miła to niespodzianka dla fanów i pełna pewnych kosmetycznych zmian aranżacyjnych. Otwierający płytkę „Metal i Piekło” rzęzi na początku bardzo blackowo, później motoryka zmienia się w dobry heavy/thrash. Wszystko bez większych zmian, trochę inne przejścia, podwójna stopka i improwizowane solo z zachowaniem starego szkieletu. „Diabelski Dom Cz. I” i „Morderca” również nie przynoszą jakiś większych rewolucji pod względem przemian. Pierwszą poważną nowinką jest wstawka wokalna Romana w „Masz Mnie Wampirze”. Patent muzyczny znany fanom z koncertówki „38”, tym razem pod wolny motyw Roman nie wymienia Czortów, tylko funduje znane nam już wersje zaśpiewów w stylu szwedzkim hehe. Może lepiej by to wyszło, gdyby pojawiły się tam jakieś bluźniercze sformułowania? Jest na pewno inaczej, ale czy lepiej? Kwestia gustu. Mi to w odbiorze absolutnie nie przeszkadza. Zasadniczo zmienił się „Czas Zemsty”, który tym razem nie kończy się stopniowym wyciszaniem, ale popisowym solo, bardzo drapieżnym i łapiącym momentami emocjonalne neurony. W ogóle podejście do solówek na tej płycie jest zdrowe – ekologiczne. Nikt na siłę nie kopiuje Luczyka, Pistelok i Radecki odciskają na nagraniach swoje własne „ja” i chwała im za to! „Noce Szatana” nie są tak drapieżne jak na „38”, ale już na starych szóstkach ten utwór wypadł lżej… Nie wspominając o pierwszej edycji winylowego singla. Roman recytuje część tekstu, gardło po latach koncertowych wojaży zużyło się, jednak nowy patent na śpiewanie tych kompozycji jest równie interesujący, jak i zjadliwy (i takie małe niewinne kłamstewko we wkładce dotyczące autora tekstu, fiu fiu, ćwierkają ptaszki). Bardzo czekałem na „Diabelski Dom Cz. III” (dlaczego Cz. II ukazała się dopiero na „Oddechu”, może ktoś z Was zna odpowiedź?). W tym utworze nijak, do cholery, nigdy nic nie rozumiałem, oprócz „Głodny seksu dom, po nodze stąpa szczur”, no i może jeszcze kilku fraz. Wreszcie ten utwór zabrzmiał wyraźnie! A ten genialny tekst prosił się o to przez tyle lat… Super wyszło solo, które według mnie bardziej rajcuje niż w oryginale. Riffy tylko mniej krwiożercze… Wspaniały utwór, wspaniałe wykonanie! Doskonale wypadła także „Wyrocznia”, która stała się smoliście ciężka, rozbudowana. Przed szybkim atakiem pojawia się znane z koncertów zawodzenie Romka i krzyk, akcent na bębnach (brak tylko odliczeń na hi-hacie, choć – licząc w głowie – przerwa ma tyle samo: raz: raz, dwa, trzy, cztery – atak!). Chłopaki pięknie zasuwają i rozdupcają koncertową końcówką, pięknie! Jak komuś może się to nie podobać? „Wyrocznia” zawsze była żelaznym punktem koncertowym nowego i starego KATa, także cieszy fakt bardziej koncertowej odsłony na płycie. Tytułowy „666” przypomina wykonaniem wersję z „Somewhere In Poland”, jest nieznacznie wydłużona. Może tekst w nowym wykonaniu nie jest już tak diabelski i bezkompromisowy, ale sam utwór fajnie leci do przodu. Końcówka w postaci utworu „Czarne Zastępy” troszeczkę mnie rozczarowała. Ten utwór to istna koncertowa petarda i szkoda, że panowie „Kaci” nie popuścili bardziej wodzy fantazji. Można było nieco szybciej, z większym brudem. Niemniej jednak oceniam re-recording płyty „666” w wysokiej nocie. Super brzmienie, odwaga wykonawcza. Podziwiam szczególnie Romana i Irka za formę i siłę, że im się jeszcze chce i robią to naprawdę zajebiście. Teraz pozostaje im „tylko” nagrać nowy studyjne krążek, oby zdążyli to zrobić, a wszystkim niedowiarkom czapki spadły z głów, zanim trafi je topór- wiadomo kogo… [Sabian]

Kat & Roman Kostrzewski, www.facebook.com/katandrk666, www.kat-rk.pl/index
Mystic Prod., www.mystic.pl