KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI – 8.12.2007, Kraków

KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI

8.12.2007, Kraków, „Loch Ness”
Image

Do tego typu występów – KATa & ROMANa KOSTRZEWSKiego – człowiek podchodzi z lekkim dystansem. Z jednej strony idzie posłuchać muzyki KATa, a z drugiej jest zniesmaczony tym, że w składzie przeważa ilość nowych muzyków. Z całym szacunkiem, instrumentaliści nie są źli. Problem tkwi w klimacie, jaki pamięta się z tych wcześniejszych lat. Dlatego moją uwagę przykuwał jedynie Roman Kostrzewski i schowany za zestawem perkusyjnym Ireneusz Loth. Ludzi było bardzo dużo… Świetnie się bawili. Cały „Loch Ness” śpiewał z Romkiem wszystkie teksty. Dużym plusem tego występu było na pewno to, że KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI wyciągnęli z szuflady od dawna nie grane numery. Także mogliśmy usłyszeć trochę staroci. Zaczęli od „Bramy Żądz”. Publika od razu podchwyciła temat, zrobił się ogromny młynek, w który wpadło kilku śmiałków. Niestety niektórzy troszkę ucierpieli w spotkaniu z tymi bardziej rosłymi zadymiarzami. Trup siał się gęsto, szczególnie przy takich cuchnących szlagierach jak „Diabelski Dom cz. II” czy „Mag-Sex”. Żeby trochę ochłonąć, zespół zaprezentował trochę wolniejszego materiału. Były tłumnie odśpiewane ballady: „Głos z Ciemności”, „Purpurowe Gody”, „Łza dla Cieniów Minionych”, „Czas Zemsty”. Fajnie było usłyszeć cały utwór „Wierzę”, choć publika trochę przysnęła podczas wolnej wstawki gitarowej pod koniec. Były też pewne niespodzianki, a mianowicie jeden premierowy utwór. Ciężko coś o nim więcej powiedzieć. Utrzymany w  średnim tempie, oparty na rytmie znanym z utworu „Oczy Słońc”, na chwilę porwał publikę. Szaleństwo powróciło podczas „Odi Profanum Vulgus” i „W Bezkształtnej Bryle Uwięziony”. Wszyscy darli się niemiłosiernie. Romek jak to Romek, starał się zagadać publikę i czasem w tym zagadywaniu lekko się plątał, ale można mu to chyba wybaczyć. Nic złego nie mogę powiedzieć na temat jego formy. Jak zwykle tańczył w ten swój znany i jedyny sposób. Nie oszczędzał się, a przecież latka lecą. Aż miło było na to popatrzeć. Ekipa powróciła jeszcze na moment do trzech szóstek. Zagrała „Noce Szatana”, „Wyrocznia”, „Masz Mnie Wampirze”. Koncert zbliżał się już powoli do końca. Tłum odśpiewał chłopakom „Sto lat”, a Romek skwitował to następująco: „Jeśli jest prawdą, że tyle się żyje, to my wam życzymy 666 lat”. Oczywiście nie muszę mówić, jaka była reakcja ludzi. Na sam koniec poleciał „Ostatni Tabor”, a zespół udał się do szatni na zasłużone piwko.
[Sabian]