KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI (Irek Loth): Zamiast topora, w dłoni dzierży perkusyjne pałeczki

kat.rk_logo

KAT był i jest zespołem genialnym i mam nadzieję, że pozostanie nim nadal – udowadniając to nową płytą pt. „Biało-Czarna” (celowo pomijam „Mind Cannibals” – uznając to wydawnictwo za jedną z największych KAT-astrof, jakie dotknęły rynek muzyki metalowej i umysłu Piotra Luczyka).

Kiedy dowiedziałem się, że będę miał okazję porozmawiać z Ireneuszem Lothem, bardzo się ucieszyłem. Chciałem zapytać go o kilka rzeczy związanych wyłącznie z perkusją, a przy okazji o inne sprawy dotyczące legendarnego zespołu KAT. Moje szczęście nie trwało jednak długo, albowiem dziwne sprawy losowe odsunęły mnie od koncertu grupy i na dodatek – co wynika z logicznego toku rozumowania – możliwości przeprowadzenia wywiadu… Na szczęście znalazła się osoba kompetentna, która zechciała pomóc w tej sytuacji i przeprowadzić nagrany już z panią menago wywiad, który miał się odbyć w Krakowie przed koncertem grupy KAT & ROMAN KOSTRZEWSKI. Z tej strony chciałem bardzo podziękować Rafałowi, który w moim imieniu zapytał o kilka interesujących mnie kwestii, dodając od siebie kilka innych pytań!

Irek to człowiek, który specjalnie w promocję muzyki nigdy się nie angażował, rzadko udzielał wywiadów (nie wystąpił w dokumencie dostępnym na DVD „Somewhere In Poland”), zaś swoją funkcję „fizycznego” traktował bardzo poważnie i nadał „Katowskiej” muzyce bardzo oryginalny rytm. Zawsze podobało mi się to punktowanie w nowych utworach, które pojawiły się na płycie „Ballady”. Irek grał tam jakby troszkę „za” zespołem, ten werbel nie wypada tak, jakby wynikało to ze zwykłego metrum. Chyba każdy, kto choć trochę „potrafi” słuchać muzyki, zwrócił uwagę na bardzo arytmiczne partie garów na płycie „Bastard”, klasyczne thrashowe łojenie na „Oddechu Wymarłych Światów”, genialnie pulsujące i wysmakowane akcenty na albumie „Ballady” czy niezwykle przestrzenne i agresywne bicie na „Różach Miłości”, na których zresztą Irek nietypowo podkreślił siłę riffów Jacka i Piotrka.

Choć mocno niedoceniany, myślę, że Irek jest jednym z najbardziej charakterystycznych perkusistów na polskiej scenie metalowej. Ma niesamowity groove i time. Pieczołowicie dobiera rodzaj brzmienia blach i dynamikę uderzeń (co w istocie obecnie jest naprawdę rzadko spotykane, bo gra się zbyt kwadratowo). Należy do perkusistów, którzy tworzyli i definiowali styl gry metalowej na bębnach w Polsce. Jeszcze na długo przed erą blastów i innych ekstremalnych zagrywek…

Szkoda, że nasz rozmówca nie należy do przysłowiowych gaduł, a raczej do starej szkoły wojskowej – krótko, szybko i na temat hehe. Także… Baczność! Spocznij! Kolejno odlicz… Przed Wami Irek Loth!

 

irek.loth.1

 

Sabian: W „Magazynie Perkusista” pojawiło się już kilku metalowych bębniarzy ze sceny naszego kraju, opowiadających historię swojego muzycznego życia, ubarwiając to ciekawymi anegdotami i dużą ilością archiwalnych fotek. Był już Ślimak (ACID DRINKERS), Mittloff (HATE, RIVERSIDE), Daray (VESANIA, VADER, DIMMU BORGIR), Twój znajomy z dawnych lat – Tomasz Goehs (TURBO, KAZIK), Inferno (BEHEMOTH). Naczelny jeszcze nie pisał do Ciebie w tej sprawie? Wyślę im maila z zapytaniem o to…

 

No to wyślij hehe! Byłem w różnych gazetach, nie wiem, od czego to zależy. Albo im się nie chce albo widzą to, co widzą. Dla mnie to żaden problem…

 

irek.loth.4Sabian: Wiele płyt nagrałeś na swoich legendarnych bębnach „Czerwono-Czarne Pasy” hehe. Był to zestaw Słowika czy Szpaderskiego, a może zlepka różnej maści sprzętu ze stajni Polmuza, Amati i wcześniej wymienionych?

 

Nie, to były bębny robione na zamówienie w całości przez Słowika. Zrobił mi je na zasadzie takiej reklamy firmy. Całość była wykonana ze specjalnego drewna, nagrało się na nich kilka płyt, a same bębny mam do dzisiaj. [Obecnie wystarczy mieć tylko pieniądze, a każdy sprzęt można kupić lub bez problemu sprowadzić zza granicy. W tamtych czasach zwykle bębny były robione na zamówienie, a głównym potentatem na rynku w Polsce były bębny Szpader, produkowane przez Zygmunta Szpaderskiego począwszy od lat 50-tych na okrągło przez czterdzieści lat. Słowik to konkurent Szpanerskiego. – red.].

 

Rafał: Sentyment pozostał?

 

No jasne!

 

Sabian: Obecnie rynek jest przepełniony bębnami różnego typu, ale tak naprawdę niewiele z nich coś sobą reprezentuje. Czasami w pięknym opakowaniu kryje się słabej jakości brzmienie. Dobre gary to spory wydatek, jestem ciekawy, na czym teraz grasz i jak oceniasz swój nowy nabytek w konfrontacji z dużym zestawem Pearla, którego używałeś jeszcze na trasie „Reunion” w 2002 roku i na koncercie „Somewhere In Poland”?

 

Odnośnie zestawu Pearl, to używałem kiedyś małego zestawu przez krótki okres [Tutaj ja źle zadałem pytanie, bo faktycznie ten duży zestaw to była Tama, Pearl był wykorzystywany u „Pazura” – zresztą przeczytacie o tym poniżej – red.]. Później używałem zestawu Tama, a teraz gram na niemieckim Drum Craft, który – można powiedzieć – wyszedł spod znaku marki Sonor. Bardzo dobre bębny, brzmią świetnie. Nagrałem na nich nową płytę KATa. Są już dostępne u nas w Polsce.

 

Sabian: Wiem, że nie lubisz triggerów…

 

Faktycznie nie lubię, cała ta chemia mi się nie podoba. Bębny to instrument akustyczny, on musi brzmieć sam. Naturalne brzmienie jest piękne i daje dobry feeling. Elektronika ma pomagać, a nie przeszkadzać. Kiedy słyszę kapelę, która używa triggerów – wyłączam od razu, dziękuję i następny proszę.

 

Sabian: Zawsze ciekawiło mnie, jak to naprawdę było z nagraniami garków na płytę „Oddech Wymarłych Światów” hehe. Po wielu latach od pierwszego odsłuchu na kasecie, zakupiłem sobie reedycję i tam przeczytałem całą historię z komputerem pokładowym i brakiem zasilania. Wstukiwaliście uderzenia do komputera tak, aby zastąpić utracone ślady. Spać mi po nocach to nie daje, bo próbowałem wyłapać, które to były utwory, ale w każdym odnajduję jakąś „sztuczną” zagrywkę bądź też normalne patenty, które można przełożyć na zestaw. Zdradzisz nam tę tajemnicę?

 

irek.loth.5To były strasznie oszalałe czasy. Nagrywaliśmy tę płytę w warszawskim Izabelinie i wyglądało to dosyć archaicznie. Studio było wtedy nieukończone. Używaliśmy szesnastośladowego magnetofonu, żeby zmieścić wszystkie gitary, wokale i całą ilość bębnów, gdzie były zresztą jeszcze dwie centrale. Same bębny pochłaniały wtedy jakieś trzynaście, czternaście mikrofonów. Czyli czternaście kanałów, a na pozostałej reszcie nie można było nic zmienić. Także najpierw nagrałem beczki na taśmę analogową. Na tej taśmie został sam hi-hat i blachy, natomiast wszystkie bębny zamieniliśmy, wgrywając je do specjalnego komputerka. Potem z moich bębnów, wszystkich po kolei zrobiliśmy próbki włącznie z werblem. Coś na zasadzie dzisiejszych sampli. Później wszystko razem się łączyło. Któregoś razu komputerek się spieprzył i w jednym z numerów, zresztą tym trudniejszym, znikła cała ścieżka. Musiałem wszystko odtworzyć tak, jak zagrałem. To był kompletny dom wariatów. Wszystko, łącznie z przebitkami, ustalaniem kolejności kotłów, niektóre patenty były bardzo gęste, a musiało to zabrzmieć przecież naturalnie, tak jak to było naprawdę. Także to tyle. To był ten cudowny wypadek. Natomiast reszta śladów była już normalnie edytowana tak, jak z taśmy i były wgrane do komputera, dzięki czemu odzyskiwaliśmy dla zespołu dziesięć kanałów.

 

Rafał: Ale w których utworach dokonywano tych poprawek, bo w końcu nie powiedziałeś?

 

Nie pamiętam już dokładnie… Chyba „Głos Z Ciemności” i „Dziewczyna W Cierniowej Koronie”, ale nie jestem pewien.

 

Sabian: Wiem, że na nagraniu nowych utworów na płytę „Ballady” używałeś bardzo fajnie brzmiących blaszek „Zildjian”. Suche i piękne piaskowe brzmienie – rewelacja…

 

Była to seria „A”, ale to rozgranicza się jeszcze na inne pod serię. Kluczem do dobrego brzmienia jest odpowiedni dobór typów talerzy i przede wszystkim odpowiednia gra, dynamika uderzeń.

 

Sabian: W studio nagrywasz z klikiem czy bez?

 

Wszyscy nagrywają z klikiem, nie ma co udawać głupka. Cały świat nagrywa z klikiem. Przy tej technologii, jaka jest obecnie stosowana w każdym studiu na świecie, przy tym wymogu, gdzie trzeba wyciągnąć z każdego nagrywanego instrumentu maksymalną ilość dynamiki, to jest to potrzebne dla wszystkich. Oczywiście wcześniejszych płyt tak nie nagrywaliśmy, a obecnie na koncertach też nie gram z metronomem. Jednak na nagraniach w studiu jest to absolutna podstawa.

 

Sabian: Którą z płyt nagrywało Ci się w studio najtrudniej? Jak oceniasz to, co zrobiłeś na płycie „Bastard”? Miałeś w tamtym czasie jakiś swoich faworytów, jeśli chodzi o tego typu granie? To, co wtedy zaprezentowałeś, było szalenie nowatorskie u nas.

 

Faworytów mam przez całe życie tych samych: Buddy Rich, Ian Paice, John Bonham. A na „Bastard” zagrałem tak, jak zagrałem…

 

irek.loth.3Rafał: A jak nagrywało Ci się „Biało-Czarną”? Wszystko poszło sprawnie, czy były jakieś problemy po drodze?

 

Tak, straszne upały hehe. Wiesz, nie było źle… Każde studio ma swoją specyfikę. Po prostu na początku każdej wizyty w nowym studiu trzeba przyzwyczaić się do warunków „dźwiękowych” w nim panujących, osłuchać się… Kilka rzeczy widziałbym dzisiaj inaczej, ale to są szczegóły, sprawy – myślę – na tyle techniczne i nudne, że nie będą nikogo interesowały.

 

Sabian: Pewnie niewiele fanów metalu wie, że grałeś z Romkiem „Pazurem” Wojciechowskim w takiej bluesowej kapeli. Jak doszło do Waszej współpracy? Pamiętam, że chyba zaliczyłeś też epizod z PIK?

 

Tak, z PIK nagrałem dwie płytki i zagrałem kilka sztuk zagranicą. A z „Pazurem” mieszkam w jednym mieście i znaliśmy się od dawna, więc wyszło to naturalnie. To była bardzo fajna kapela i świetnie mi się tam grało. To przede wszystkim inna muzyka, KAT jest bardzo energetyczny, a tam jednak bardziej waży się te uderzenia. Inna bajka. Do dzisiaj miło to wspominam!

 

Rafał: Czy byłbyś w stanie grać jakieś inne gatunki?

 

Jasne, tylko nie disco-polo hehe. Nie podołałbym hehe. Masakra…

 

Rafał: Koncerty KATa w ostatnich latach, według mnie, są potwierdzeniem fenomenu Waszego zespołu. W Krakowie zawsze jest pełna sala. Czy zaobserwowaliście jakieś prawidłowości, dlaczego zawsze macie liczną publiczność?

 

Wiesz, wszędzie jest fajnie, ale najbardziej cieszy to całe wariactwo na sali. W Krakowie ludzie na naszych koncertach bawią się fantastycznie. To jest ekstra! Zawsze mi się tu podobało! Kraków jest o tyle wyjątkowy, że tutaj najczęściej gramy. Raz albo nawet dwa razy do roku. Był taki czas, że zagraliśmy w jednym roku trzy razy hehe.

 

Rafał: Jaka jest reakcja publiczności na Wasze nowe utwory i jak przebiega dotychczasowa trasa?

 

Trasa przebiega bardzo dobrze, sale są pełne. Reakcja na najnowsze nagrania? Wrzuciliśmy trzy sample na naszą stronę internetową i w całości utwór „Milczy Trup”. Przez tydzień, żeby nie ocyganić, było ponad dwadzieścia pięć tysięcy wejść. Czyli jest jakieś zainteresowanie. Sam byłem w szoku.

 

Rafał: Czy czuliście presję przy tworzeniu „Biało-Czarnej”? Im dłuższy czas od nagrania ostatniej płyty, tym większe oczekiwania. Czy nie czuliście, że ten album musi być bardzo dobry, żeby te oczekiwania spełnić?

 

Płyta to jest coś takiego, co robi się dla siebie i dla ludzi. Jednak trzeba w pierwszej kolejności samemu być zadowolonym z tego, co się zrobiło i mieć nadzieję, że spodoba się ludziom.

 

irek.loth.2

 

Rafał: Zapowiadałeś niedawno premierę nowej strony internetowej. Czy wiadomo, kiedy ona wystartuje?

 

No troszkę się wstrzymujemy. Właściwie może puścimy ją troszkę wcześniej. W 80% jest już gotowa. Będzie tam jeszcze taki sklepik, choć w zasadzie można byłoby ją już włączyć bez niego. Ale chciałem, żeby pokryło się to z wypuszczeniem na rynek nowej płyty.

 

Rafał: A data wydania płyty?

 

Kwestia kilku tygodniu. Wszystko jest już prawie gotowe, czekamy jeszcze na druk okładek.

 

[W trakcie kolejnego pytania dźwiękowcy zaprosili Irka za jego zestaw i niestety nie udało się nam już dokończyć wywiadu. Proza życia… – red.] 


[Sabian, Rafał Wach,
fot. Katarzyna Hętkowska, Michał Hętkowski, Bahlazamon]

 

Kat & Roman Kostrzewski, www.kat.info.pl