KETHA, ESKATON – 29.01.2005, Tarnów

KETHA, ESKATON

29.01.05, Tarnów, „Przepraszam”

O koncercie dowiedziałem się przypadkiem, jakieś 3-4 dni wcześniej przeczytałem o tym gdzieś w internecie i w tym samym czasie zobaczyłem jeden mały plakacik na mieście… Pozostawię to bez komentarza. Inna sprawy, że wszystkie trzy nazwy (na plakacie był także FLAGELLATION) nie były zbyt zachęcające, choćby dlatego, że były mi zupełnie obce i spodziewałem się nudnej brutalnej nawalanki bez ładu i składu. A jest całe mnóstwo różnych rzeczy, które wolałbym robić od siedzenia na takim nudnym i bezpłciowym koncercie. Zanim jednak zaryzykowałem, znalazłem strony wszystkich trzech kapel i posłuchałem sobie po jednym czy dwóch utworach i doszedłem do wniosku, że choćby dla samego KETHA warto tam być.

Na miejscu okazało się, że FLAGELLATION nie dojechał. Podobno wcale im nie zależało na dotarciu, heh, ale co ja tu będę jakieś plotki rozprowadzał. Ich sprawa. Okazało się również, iż frekwencja jest beznadziejnie tragiczna. Co jednak jest naturalną konsekwencją braku promocji tego koncertu, a także braku jakichś bardziej znanych zespołów, tak to niestety jest. Ludzie nie znają, to dupy nie ruszą.

Okazało się, że ESKATON, to zespół, w którym wokalnie udziela się niejaki M666 znany szerzej z zespołu pieśni i tańca MISTERIA. Cóż, ciekawy byłem jak sobie poradzi, przecież w swojej głównej kapeli jest przytwierdzony także do gitary, ale moje obawy były bezpodstawne. Dawno nie widziałem tak fajnego koncertu w wykonaniu młodej kapeli death/grind’owej… Totalny żywioł, dużo ruchu, oczywiście Maniek nie byłby sobą, gdyby zabrakło jakichś dziwnych i zabawnych min i gestów. Aż miło było popatrzeć sobie na nich. Sprawnie posługiwali się instrumentami i zdecydowanie się nie oszczędzali. Chociaż jak wspomniałem w recenzjach – nie zwróciłem uwagi, czy pałker potrafi odegrać tak kurewnie szybkie stopki na żywo. Jak się później dowiedziałem, wspomniany fizyczny i gitarzysta to goście, którzy zasili skład MYSTERYA… Biorą się za jakieś projekty, zamiast w końcu nagrać następcę „Universe Funeral”…

Chwila przerwy i na scenie zainstalowała się KETHA… Powiem krótko – oczekiwałem sporo i się nie zawiodłem. Zaczęło się dość smutno, bowiem od dedykacji całego koncertu zmarłemu kilka dni wcześniej Robertowi Sadowskiem (m.in. gitarzysta KOBONG, HOUK…). A następnie przyszła pora na totalnie zakręconą kobongową jazdę. Nie było już tak wesoło i tak ruchliwie, ale to raczej zrozumiałe. Zamiast tego było kilka pomyłek, ale można im to wybaczyć, to przecież wciąż młody zespół, a muzyka jest imponująca. Nie patrzyłem na zegarek, ale wydaje mi się, że grali dobrą godzinę, po czym przyszedł czas na kolejnych kilka piwek i trzeba było się zbierać.

Świetny koncert i cieszę się, że koniec końców nań dotarłem. W takiej sytuacji jedyne co mogę dodać, to może to nawet lepiej, że FLAGELLATION nie dojechał, kto wie…

[Mirek]