KETHA, FORGOTTEN SOULS, SOTHOTH, MORD`A`STIGMATA – 20.01.2008, Kraków

KETHA, FORGOTTEN SOULS, SOTHOTH, MORD`A`STIGMATA

20.01.2008, Kraków, „Zaścianek”

Krakowski „Zaścianek” mieści się w przybudówce akademików na miasteczku studenckim AGH czyli w najbliższym sąsiedztwie bursowskich pokoi. Jest to maleńki klub, niezbyt przystosowany do koncertów, a zwłaszcza z gatunku głośnej i ciężkiej muzyki, no ale cóż. Tego dnia publiczność też nie była duża. Wszyscy się pomieścili i dobrze bawili, powoli sącząc piwko…
Nim rozpoczął się ten podziemny gig, ludzie musieli odstać swoje przed drzwiami wejściowymi. I trochę zmarznąć w ten styczniowy wieczór. Było tradycyjne opóźnienie…

ImageJako pierwszy na scenę wkroczył bocheński zespół MORD`A`STIGMATA. W zmienionym składzie. Rzucał się w oczy strój niektórych muzyków. Basista / drugi wokalista A.Arkham w kamizelce i krawacie, jakby się urwał ze studniówki; perkusista Ragnar na biało; gitarzysta Static w eleganckiej, czarnej koszuli; główny wokalista Chaos pod muchą i z charakterystycznym pasem wymalowanym na wysokości oczu. Grupa skupiła się na nowych utworach z niewydanego jeszcze oficjalnie materiału „Uberrealistic” z roku 2007. Muzyka MORD`A`STIGMATY jest bardzo ciekawa i zarazem skomplikowana, taka trochę „kanciasta”, łącząca (neo)black z death metalem. No ale niestety nagłośnicie w „Zaścianku” nie wytrzymało tej próby. Słabo słyszalna była zwłaszcza gitara Statica, a szkoda, bo co nieco potrafi on zagrać na swoim instrumencie. Pomimo tego, iż publiczność dopiero była na etapie rozruszania się, występ MORD`A`STIGMATA mógł się podobać. Zresztą kapela sprowokowała nawet mały bis i trzeba przyznać, że ten ostatni utwór (tytułowy „Uberrealistic”) był zdecydowanie najlepszy. Niestety sami muzycy nie byli zadowoleni z tego koncertu i pewnie nie zagrają już razem w tym składzie…

ImageDrugi prezentujący się zespół, zresztą oragnizator imprezy tj. SOTHOTH ostatnimi czasy także przeszedł spore zmiany personalne. Co prawda w grupie tej liderem wciąż jest perkusista Adam Pieczarkowski, ale pozostali muzycy są inni niż na ostatnim studyjnym stuffie „From Deformity Till Homicide”. W składzie pojawił się Daniel Kesler – niezwykle utalentowany gitarzysta z REDEMPTOR, pogrywający także w PRIVATEER (i nie tylko), a miejsce wokalisty Morgula zajęło aż dwóch krzykaczy. Prawdopodobnie taki koncert jak ten w „Zaścianku” to była istna próba ognia dla tego składu, zwłaszcza że kapela jest na etapie ogrywania materiału na nową płytę. Jak sobie chłopaki z SOTHOTH poradzili? Ano średnio… Nagłośnienie znów było niewystarczające. Praktycznie na nic zdawały się growlingi Jacka, którego zwyczajnie nie było słychać. I cóż z tego, że z takim zaangażowaniem starał się on dialogować lub przekrzykiwać Chaos`a; tego samego, który wcześniej prezentowal się w szeregach MORD`A`STIGMATA (tyle że później już bez malunku na buźce). Choć trzeba przyznać, że obydwaj panowie sporo nadrabiali żywiołowym ruchem scenicznym. SOTHOTH zagał siedem utworów. I paradoksalnie, w wymiarze całej muzyki, która zabrzmiała tego wieczoru, twórczość krakowskiego bandu okazała się najprostsza i najbardziej bezpośrednia w swojej brutalności. Ot, był to taki niewyszukany, może nawet bezduszny, nie zapadający w pamięć, rytmiczny death metal. Tyczy się to zwłaszcza kompozycji z debiutanckiego albumu: „Human Shit (No-Fuck)”, „Forbidden Desert”, „Seal Of Divinity” i na pożegnanie „Temporary Craving”. Niemniej jednak zespół wykonał również trzy świeżutkie utwory („Sulphur Taste”, „The Truth”, „Designed By Distortion”), które są nieco inne. W końcu ich autorami są także nowi ludzie, którzy udrożnili SOTHOTH „świeżą krwią”. Zawłaszcza gitarzysta Daniel ma w nich większe pole manewru – nie marnuje się odgrywając niewyszukane riffy, wprowadza więcej solówek. Tak więc oczekujmy na kolejną, najnowszą płytę grupy…

ImageNastępna w kolejności grupa FORGOTTEN SOULS zagrała chyba najlepszy koncert. Także dla tej kapeli występ w „Zaścianku” był pierwszą okazją do zaprezentowania się z wokalistą, który jest następcą Olafa Różańskiego. No i trzeba przyznać, że Rafał czyli sVirus zastąpił swojego poprzednika wzorowo, a i nadając muzyce zespołu świeżego, indywdualnego charakteru. Chłopak rodził sobie bez kompleksów. Po pierwsze ma ogromne możliwości głosowe. Cóż on wytczynia ze swoimi strunami! Dziwy i sensacje! Eksploatuje je niemiłosiernie. Po drugie tak samo się zachowuje. Bardzo energetycznie. Jest charyzmatyczy. Trząsł się jak porażony prądem. Wyginał jak małpka. Rzucał dredami (podobnie jak Olaf). Jego prezentacja idealnie współgrała z muzyką. FORGOTTEN SOULS skoncentrował się na premierowym materiale. Chłopaki zagali większość kompozycji z „Nine Syndromes”, w kolejności: „War”, „Creature”, „Path”, „Atomic Waltz”, „Fear”, „Childhurt”, „Butcher`s Love Song”. Utwory te zabrzmiały naprawdę nieźle. Stylistycznie są dobrą kontynuacją stylu znanego z dwóch poprzednich demówek. A i wciąż w twórczości grupy ogromne znaczenie odgrywają klawisze Mr G.sus`a, którym w „Zaścianku” jakoś udało się przebić przez gitarowo-perkusyjną ścianę dżwięku, nadając prezentacji kapeli odpowiedni wymiar i klimat. Tak więc koncert FORGOTTEN SOULS można zaliczyć do udanych.

ImageNa zakończenie wieczoru zagrał „gość” czyli jedyna kapela spoza krakowskiego kręgu, a mianowicie KETHA pochodząca z okolic Leżańska / Rzeszowa. Czwórka niepozornie wyglądających, krótkowłosych, a i pewnie osobowościowo nieśmiałych chłopaków. Ale za to jak grali! Wycinali kawał dość skomplikowanej, bardzo pulsującej rytmem muzyki w stylu starego KOBONGa i bardziej nowoczesnych rozwiązań z pogranicza thrash/core`a. Co prawda taki styl niekoniczenie jest stricte koncertowy, bo i w grę instrumentalistów mogą się wkraść fałszywe nuty, a i słuchacza nachodzą myśli o niespójności takich trudnych dźwięków, no ale na pewno nie można przejść obok KETHY obojętnie. Panowie zagrali kilka fragmentów ze swojego debiutanckiego krążka („Mongoose”, „Eye”, „Izoid”), wypróbowali także nieco utworów z najnowszego, premierowego materiału roboczo zatytułowanego „2nd Sight”. W momencie koncertu KETHY godzina była już późna, więc i sala nieco opustoszała. Jednak ci, którzy zostali do końca, na pewno tego nie żałują.

Takie spotkanie jak to w „Zaścianku” to naprawdę bardzo fajna podziemna impreza. Okazja do spotkania się z przyjaciółmi oraz posłuchania i pooglądania kapel, które jeszcze nie są w stanie zapełnić wielkich sal koncertowych, ale nie znaczy to, że nie grają wartościwej muzyki. Wszystko przed nimi!

 

[Kasia]