KILLFACE Faceless `11

Czasem, słuchając metalu wywodzącego się ze starej szkoły, mam wątpliwości, czy to już „old school” czy jeszcze amatorszczyzna. Nie zabierając honorów doświadczonym kapelom, które z pełną premedytacją katują ten styl, jestem jednak nieufna wobec młodych grup, dla których może być on pierwszym czy drugim krokiem nauki komponowania i gry na instrumentach. I właśnie takim zespołem, do którego podchodzę z dystansem, jest KILLFACE z Irlandii. „Faceless” to 4-utworowa EPka mieszcząca się w gatunku staroszkolnego death/thrashu. Brzmienie jest słabe, a utwory nudne (a trwają po 6-7 minut). Ja już w połowie tej krótkiej płyty miałam dość. Łupania, z której nic nie wynika, niemrawe tempa (nawet jeśli się zmieniają), nijakie melodie (jeśli już są). Można się co prawda na wydawnictwie „Faceless” doszukać ciężkości BOLT THROWER (w „Miserable”) czy punkową agresję SLAYERa (w „Years Of Gore”) i wiele innych wpływów, ale czy o to powinno chodzić? Wiele kapel udowodniło, że można grać ciekawą muzykę inspirowaną innymi, KILLFACE do nich nie należy. [Kasia]