Killing Technology #3 `12

killing_technologyChoć pan Mateusz wydał już „Killing Technology” #3, przyznaję bez bicia, że dla mnie to pierwszy kontakt z tym pisemkiem. Przewija się przez moje łapska mimochodem lub bardziej celowo masa podziemnej prasy, ale jakoś krakowskie podziemie, jeśli takowe w ogóle istnieje, nie rozpieszcza nas ilością zinów (a szczerze mówiąc, to ilością czegokolwiek) i nigdy nie rozpieszczało, może dlatego w ogóle postanowiłem rozpisać się w temacie „Killing Technology”. Nadmienię ponadto, już na początek, że nie posunąłbym się do wytwarzania recenzji czy produktu recenzjo-podobnego, gdyby nie było to pismo godne uwagi. Tyle może tytułem wstępu. Pasowałoby zapodać (to takie słowo klucz dla młodzieży, żeby przykuć uwagę potencjalengo czytelnika) kilka konkretnych uwag lub wniosków, jeżeli jakieś mi się objawiły. Powiedziałem już o pisemku wartym uwagi, nie cofnę tego stwierdzenia, a nawet rozwinę. Podoba mi się forma „Killing Technology” #3, czyli głębokie osadzenie w podziemiu. Zin to zin, a nie nieudolne próby rozwinięcia stylu i innych skrzydeł w kierunku bycia na topie i cool. Prosta i konkretna okładka, prosty, czytelny i oszczędny skład. Tyle starczy i jest w porządku. Część najbardziej istotna, czyli zawartość, również zadawala mój kapryśny i upierdliwy, stetryczały gust. Z okładki „Killing Technology” #3 patrzą nazwy albo mało znane, albo zapomniane przez ogół, albo mi nic nie mówiące. Tak w pisemku z podziemia powinno być. Zacznę od wywiadów… Zwykle nudzę się po dwóch na jednego zina. Tym razem znudziłem się po trzech. Są na dobrym poziomie i z fajnymi kapelami, ale jak dla mnie dobry poziom w wywiadach to już za mało. Jestem malkontentem i dobrze mi z tym. Ziny są dla ludzi siedzących w podziemiu, tacy ludzie czytają dużo zinów i w każdym są wywiady. Żeby przeczytać całego zina, muszą być wywiady mocne, jak Zetor mocny był. Mnie zaciekawiły te z grupami / ludźmi, które / których znam sprzed dekady albo i więcej. Niekoniecznie wtedy je / ich ceniłem, ale zawsze miło poczytać o czymś, co jara do dziś starych dziadów, jak na ten przykład mnie. Abstrahując od wszystkiego i wszystkich, najbardziej wciągnęły mnie rozmowy na temat VENEDAE i DEADTHORN. Kilka z przedstawicielami sceny węgierskiej też wydało mi się interesujących z powodów poznawczych, ale tylko czysto poznawczych. Recenzje to mocny atut „Killing Technology” #3. Jest ich masa i są bardzo szczegółowe. Inna sprawa, że z częścią z nich kompletnie się nie zgadzam, ale to mało istotne. Istotne natomiast jest to, po co w piśmie czysto podziemnym recenzje wydawnictw kosmicznie wręcz oficjalnych płyt VENOM, AUTOPSY, UNLEASHED… No ja wiem, że to kult, no ja wiem, że metal zmarniał z powodów komercyjnych (czytaj: Internet i empeczy) i dzisiaj nawet takie kapele muszą grać koncerty w małych salach, ale skoro pismo „Killing Technology” jest tak ortodoksyjnie podziemne, antykomercyjne i autor podkreśla to do bólu 666 razy w numerze, to – cytując – „po chuj”? Bardzo podobają mi się szczegółowe analizy prasy. Celowo określiłem je tak górnolotnie, nie po prosu recenzjami, bo są to rozrośnięte do rozmiaru artykułu opisy, a nie zwykłe, zdawkowe pięć zdań. Super. Natomiast po raz kolejny się z kilkoma nie zgadzam, a nawet kompletnie nie pojmuję. Przykład to recenzja „Burning Abyss `zine”, gdzie Mateusz przez połowę pisze o jakiejś popierdułce dotyczącej błędu w czymś tam, zamiast popisać się, jak w innych przypadkach, umiejętnością analizy tematu. A drugi podobny tematycznie wybryk to znów połowa zmarnowanej recenzji pisma Pana Pawlaka, gdzie autor wypisuje coś o wysyłanych kasetach, wojnach w podziemiu i GRAVELAND z przed stu lat. „Hu kers???” – jak mawiają anglojęzyczni poławiacze trocin! Ja bym chciał poczytać o „Open Casket” #21, którego nie czytałem, a tu dupa i bokobrody. Na koniec dla urozmaicenia jest jeszcze rubryka urozmaicająca, czyli „War And Pain”. To właśnie w tym miejscu – moim skromnym i nic nieznaczącym zdaniem – powinny pojawiać się wywody, o których było chwilę wcześniej i bym się do niczego nie przyssawał. Z artykułami zawartymi w „Killing Technology” #3 nie polemizuję, bo to autorskie dokonania Mateusza, ale rzecz jasna nie zgadzam się z nimi, bo co ma np. do pewnego pisma, które, jak każdy wie, jak się rozejdzie w 300 kopiach, to redakcja z radości nie trzeźwieje trzy tygodnie z neoliberalizmem(???), ale to już (przepraszam za bluźnierstwo) święte prawo autora mieć taki nietypowy pogląd… Reasumując, z przyjemnością przeczytałem trzeci numer zina pana Mateusza. Mimo kilku wytkniętych niekonsekwencji i rozczłonkowanych antagonizmów, powodujących rozdźwięk pomiędzy rzeczywistością a rzeczywistością odrzuconą, mam bardzo pozytywne wrażenia po lekturze, a co mi się nie spodobało, napisałem wyraźnie wcześniej. „Killing Technology” to mocny zine i z przyjemnością sięgnę po następny numer, jeśli będzie. Autor ma świetny warsztat i dużą wiedzę, widać to na każdym kroku. Wy też czytajcie i wspierajcie niezależność. [John Kramer] 

 

„Killing Technology”, Mateusz Wabik, os. Dywizjonu 303 8/3, 31-871 Kraków; mateusz_wabik@poczta.onet.pl