KILLSORROW Little Something For You To Choke `16

killsorrow-little-somethingCD `16 (Art Of The Night Prod.)
Ocena: 5,5/6
Gatunek: melodic death metal

Żałuję, że wszyscy liczący się zawodnicy zdążyli ubiec mnie w recenzji KILLSORROW, teraz mój tekst na pewno będzie wam przypominał wtórną litanię zachwyconego redaktorzyny. Cóż zrobić w tym ponurym świecie mnogości błyskotek, których jedynym zimnym-przedmiotowym celem jest odciąganie od wartościowych zajęć? Może ZABIĆSMUTEK taką płytą jak „Little Something For You To Choke”?

Już na wstępnym etapie odsłuchu doznałem uczucia nostalgii – bowiem, gdzie ukradkiem przemknęły czasy fascynacji „dredowanymi” ziomkami z IN FLAMES? Kiedy SOILWORK skończyło z przyzwoitą rytmików utworów? A nawet, pojawił się żal (podlany wstydliwością), iż taki zespół jak DISTURBED już przy drugiej płycie skończył się na „Kill’em All” przeobrażając się w kolejny niemłody, nieobiecujący muzyczny moloch. Żywię jednak nadzieję, że rozwój KILLSORROW potoczy się inaczej, bo potencjał jest wcale nie mniejszy niż w przypadku młodych „Flejmsów”, a wszyscy wiemy jak daleko zaszli. Utrudnienie dla KILLSORROW widzę jednak w dwóch rzeczach – po pierwsze primo, popularna i znana prawie wszystkim metalowa skarbnica wiedzy odwróciła się od zespołów melodic death metalowych i klasyfikuje je jako nie-metal. Jak się zatem dowiadywać o istnieniu młodych zespołów? Jestem przekonany, że część z was zaczynała od wyszukiwania każdej kapeli w owej encyklopedii, jestem również pewien, że wszyscy (co do jednej osoby) wyszukiwaliście ABSURD dokładnie w taki sposób, na wiele tysiącleci przed wydaniem takiego vademecum jak „Władcy Chaosu”. Do drugie primo – mi to się podoba, ja jestem zachwycony. Ale czy to trochę nie za późno dla innych na zachwyty? Czy możemy już zadać te uniwersalne, a zarazem przeżute i wydalone po tysiąckroć, pytanie „is melodic death dead?”? Ekstrapolując swoje doznania do 2000 roku i zestawiając je ze współczesnym odsłuchem KILLSORROW odnoszę wrażenie, że 17 lat temu podobałoby mi się to nawet bardziej. Otwierający „Heading home” przedstawia przeto KWINTESENCJE gatunku obok nieco wolniejszego, ale bardziej klimatycznego „Revolution”. To mogłoby być kanwą dla rozrostu całego nurtu, a obecnie wiemy, że te utwory zamiast inspirować, czerpią właśnie z tych podwalin. No posłuchajcie sobie chociaż kilku otwierających nutek dwóch wyżej wymienionych utworów – no chyba nie powiecie, że nie jest to jakiś dojebany old-schoolowy cios na potylicę? Czysty wokal + (delikatny) growl + dwusekcyjna solówka + rytmiczny riffing z charakterystycznym brudem + damski wokal = ? Dla mnie = 5. Podoba mi się również to, że każdy utwór ma mocne, zachęcające do dalszego odsłuchu otwarcie. Działa to na zasadzie kuszącego trailera, aż chce się sięgnąć głębiej. To bardzo ważne w czasach gdy muzyczna ciekawość większości ludzi została już nasycona (a nawet przesycona) i wystarczy jeden „źle” skrojony dźwięk, ażeby kliknąć „skip”.

Jeśli miałbym wskazać wam, w mojej subiektywnej opinii, najlepsze otwarcie to polecam te zawarte w utworze pt. „Falling”, który polecam także ze względu na bardzo ciekawą, przestrzenną pracę perkusji i chyba najlepszą na płycie odsłonę wokalną, cięższą i z mniejszymi wahaniami tonacji. A jeśli miałbym być jeszcze dokładniejszy w poleceniu wam czegoś, to dodam jeszcze że bardzo przypadł mi do gustu wręcz southern metalowy (!!) środkowy fragment utworu, z chwytem znanym m.in. REBEL MEETS REBEL czy DOWN. Na deser dostajemy pierwszy prawdziwy numer z przodującą funkcją damskiego głosu, o którym wcześniej się nie rozpisywałem. „Buried Hopes” to właśnie ten utwór, w którym mamy możliwość poznania bliżej tonacji „wmodulowanych” w damski wokal i śmiem twierdzić, że to kolejny element wpasowujący się w credo KILLSORROW, które stworzyłem podczas pisania tej recenzji, mianowicie że…

„Otwierają drzwi zamkniętego gatunku, kluczem który dotąd był w posiadaniu jego twórców”

Jest to kluczem do zrozumienia wszystkich elementów układanki zwanej „Little Something For You To Choke”, w tym oczywiście wspomnianego damskiego wokalu, który jest po prostu, zwyczajnie… dojrzały, dopracowany i stworzony przez wokalistkę doświadczoną, z pełnym bagażem doświadczeń. Czyli po prostu Creme de la Creme. A czy nie wspominałem wam, że to pierwszy album tej krakowskiej formacji? No nie, nie wspominałem – zostawiłem to umyślnie na koniec. Daje do myślenia? Oby dawało. [Vexev]

KILLSORROW: https://www.facebook.com/Killsorrow/, killsorrow.com;

ART OF THE NIGHT PROD.: http://artofthenight.8merch.com,
www.facebook.com/Art.of.the.Night.Productions;