KORPIKLAANI Manala ’12

Jestem zagorzałym fanem KORPIKLAANI od 2007 roku. Wtedy to, przemiły sekstet z Lahti wydał krążek, zatytułowany „Tervaskanto”, a utwory na nim zawarte skradły moje metalowe serce. Naturalnie – sięgnąłem po wszystkie wcześniejsze płyty i od tego czasu, na bieżąco śledzę poczynania Jonne Järvelä i spółki, z niecierpliwością czekając na kolejne krążki. A, że szóstka z północy Europy w tej kwestii nie próżnuje – często można delektować swoje uszy folk metalem prosto z nordyckich lasów. W ten sposób, już rok po świetnym „Ukon Wacka” przyszedł czas na „Manala”, co po polsku znaczy „zaświaty”. Każde pojawienie się muzycznej nowości od KORPIKLAANI powoduje, że zastanawiają mnie dwie rzeczy – czy ci ludzie potrafią stworzyć coś innego niż wcześniej, oraz czy będą w stanie utrzymać wysoki poziom, nie goniąc własnego ogona. Powiem szczerze, że o ile single, promujące kilka wcześniejszych albumów „Leśnego klanu” były konkretnym strzałem w trzewia i nie pozostawiały złudzeń, że obcujemy z KORPIKLAANI, o tyle „Rauta”, promująca „Manala” bardzo mnie zdziwiła. Odejście od harmonii, minimalne znaczenie melodii oraz niezwykle wyeksponowana linia basu. Jest novum! W trakcie rozmowy, którą odbyłem z liderem KOPRIKLAANI tuż przed premierą krążka – Jonne przekonywał mnie, że ich nowa płyta będzie bardziej eklektyczna oraz nieco inna niż pozostałe. Średnio chciało mi się w to wierzyć. Jednak po przesłuchaniu „Manala” zmieniłem zdanie. KORPIKLAANI ewoluowali, proszę Państwa! „Rauta” była tego swoistą zapowiedzią. I, co dziwne, singiel jest tym razem jednym z… najsłbszych punktów płyty! Choć w tym wypadku, słowo „słaby” zmienia nieco swoje znaczenie. Do rzeczy. Co z tym eklektyzmem? Zaczynamy od typowego KORPI – „Kunnia” nie pozostawia złudzeń. „Tuonelan Tuvilla” to wciąż folkowe przygrywki, znane z wcześniejszych płyt, jednak zabarwione bardziej metalowym kopniakiem a’la SLAYER (sic!!!). To jednak nic, w porównaniu do „Petoeläimen Kuola” – jednej z najlepszych propozycji na płycie, utrzymanej w prawdziwie thrashowym stylu! Podwójna stopa, ciężkie gitary i minimalna rola melodyki. A tekst? Legenda o powstaniu piwa, do którego fermentacji potrzeba… śliny drapieżników. Jest jeszcze „Synkkä” – rytualny, spokojny utwór z, tym razem, bardzo wyeksponowaną, słodką melodią i „bardowskim” stylem śpiewania. Po raz kolejny, miłośnicy Kalevali postanowili zaaranżować starą, fińską pieśń ludową, co się „Ievan Polkka” zowie. Nic Wam to nie mówi? A może pamiętacie popowy hit lata „Holy Dolly”? To ten sam numer! Tym razem – z folk metalowo-punkowym kopniakiem! Na fanów czeka także radosne granie, idealne na soundtrack do zakrapianej złotym trunkiem imprezy – „Uni”. Płytę wieńczy najdłuższy na krążku, ponad sześciominutowy „Sumussa Hämärän Aamun” – złożony, epicki metalowy utwór w wolnym, sabbathowym tempie z delikatnymi wstawkami skrzypiec i prawdziwie popowym, wpadającym w ucho refrenem. Ktoś jeszcze ma wątpliwości, czy KORPIKLAANI wydali najbardziej różnorodny krążek w karierze? Gdyby warstwy czysto muzycznej było Wam mało – zespół, w kolaboracji z wydawcą, Nuclear Blast postanowili wydać album w przepięknym digipacku. Co więcej, oprócz tradycyjnego tłumaczenia tekstów z fińskiego na angielski i zamieszczenia ich w ksiażeczce, obok oryginalnych liryków – tym razem, panowie z Lahti postanowili wyjść naprzeciw anglojęzycznych fanów i… nagrali całość w dwóch językach! Oprócz regularnej płyty, czeka więc na Was drugi, bonusowy krążek z angielskimi wersjami wszystkich utworów. Nieźle, prawda? Ach, całość płyty, tekstowo dotyczy zaświatów. Może słowo „koncept” byłoby zbyt silne, nie mniej – KORPIKLAANI drążą temat znany z fińskiej mitologii – Kalevali i zastanawiają się, co czeka na ludzi po śmierci. Mogę być nieobiektywny, bo uwielbiam KORPIKLAANI – nie mniej jednak, to rewelacyjny krążek. Polecam! [Tomasz Kulig]

Korpiklaani, http://www.korpiklaani.com/

Nuclear Blast, http://www.nuclearblast.de/