KRIEGSMASCHINE Enemy Of Man `14

digiCD `14 (No Solace)
Ocena: 5,5/6
Gatunek: black metal

Po dziewięciu latach na polską ziemię wróciła maszyna wojny, zasilona doświadczeniem, nienawiścią i trotylem. Niemniej jednak, nadeszła w ciszy – niczym nocny łowca, który ujawnia się dopiero przy detonacji. Premiera płyty obyła się bez jakiegokolwiek szumu medialnego, ba… nikt niewtajemniczony nie miał szans się o niej dowiedzieć. Zdążyłem przeczytać parę recenzji „Enemy Of Man”, zanim sam zdecydowałem się na podjęcie kroków ku zrecenzowaniu jej osobiście. W każdej pojawiał się ten sam wątek, którego zdradzić nie mogę, ale użyję go w dalszej części. Otóż KRIEGSMASCHINE, według mnie, stworzyło skrajnie klarowną płytę (w sensie interpretacji) – tu nie chodzi o podteksty, naukowe uwikłania, filozofie. Zaiste przeciwnie – to bezdenna, wilgotna, przenikliwa postać mroku, zagęszczona strachem i odorem rozkładających się zwłok. To nowa wizja mroku wysnuta w umysłach Darkside’a, M. i Destroyera.  „Enemy Of Man” jest także kontynuacją stylu znanego ze splitu z INFERNAL WAR – skądinąd niesłychanie udana i trafna kontynuacja, więc jeśli potraktowaliście „Transfigurations” jako nowatorską przystawkę, to teraz możecie siadać do stołów w smolistej sali tronowej. To jest bowiem styl, w którym KRIEGSMASCHINE czuję się najlepiej, nadając zespołowi tytuł niesamowicie postępowego. Od czasu „Altered States of Divinity” zmieniło się sporo, w tym prawie wszystko na lepsze. Dostaliśmy m.in. większą porcję atmosferycznego grania, które – pomimo wspomnianej iluzorycznej prostoty – jest szyte na niesamowicie wciągającym podłożu. W kwestii detali muszę zwrócić uwagę na to, że M. popisał się w „None Shall See Redemption” umiejętnością sięgania po jeszcze głębsze odcienie „mgłowego” growlu. Ale można odczuć niedosyt płynący z faktu, że zdecydowano się na to tylko przy jednym kawałku. A jeśli już przy M. jesteśmy… Po ostatnim longplayu MGŁY byłem wręcz pewny, że KRIEGSMASCHINE zaprezentuje podobny, a nawet lepszy poziom (choć ciężko o lepszy od tego z „With Hearts Toward None”). Pewność bywa zwodnicza, ale nie w tym przypadku. Nasza rodzima maszyna wojny przypomina mi pod pewnymi względami nieodżałowaną francuską kapelę, która swego czasu miotała bluźnierczą mocą niczym Anton LaVey w młodości – mam na myśli BORGIĘ. Niezwykle przypadły mi do gustu otwarcia utworów, które niejako rozpylają zarodniki mizantropii, przygotowując słuchacza do przyjęcia „na klatę” całej nadchodzącej, skomasowanej lawiny potępienia. Atmosfera osaczenia, posępności i nihilizmu towarzyszy słuchaczowi od pierwszego dźwięku i nawarstwia wielokrotnie się w takich perełkach jak „Farewell To Grace”, które kuszą patosem i kroczącą nienawiścią, mającą swe meritum w końcówce – kiedy do wspomnianych komponentów zniszczenia dolutowywane są zimne, industrialne, ale zarazem szaleńcze dźwięki w tle. Przyznam szczerze, że „Enemy Of Man” przyprawia momentami o metaforyczne ciarki, jednocześnie odwodząc od analizy zawartości technicznej tego krążka. Innymi słowy, następuje zjawisko ujednolicenia dźwięku – odsłuch jest całościowy, nie zwraca się uwagi na szczegóły czy niunse. Przypomina to trans, w który wprawia nas maestro kaznodziei, oddać się trzeba bez krzty asertywnej woli. Znamy tylko tytuł…, ale tytuł tej deluzyjnej sesji wiele mówi o jego zawartości, bowiem mrok (i świat nim osnuty) ma swojego wroga. Dlatego nie zamierzam opisywać dalej zawartości „Enemy Of Man”, to byłoby bezcelowe. Niechaj arkana tej sztuki pozostaną owiane tajemnicą, a jej emanacja oczerni świat. [Vexev]

 

Kriegsmaschine, www.kriegsmaschine.pl, www.facebook.com/ksmpl

No Solace, no-solace@no-solace.com; www.no-solace.com